Zostawiła więc Camerona samego na kocyku i miała nadzieję, że wybaczy jej tę chwilową nieobecność. Zamierzała za chwilę do niego wrócić, ale chciała też pozwolić sobie chociaż na jeden taniec z kimś innym, później będą mogli zająć się swoją lożą szyderców.
Czekała, aż Teddy wyczyta jej imię, nieco zdziwiła się, kiedy trafiła na Selwyna. W sumie może to i dobrze, bo akurat jego kojarzyła. Nie zdążyła przecież jeszcze poznać wszystkich zakoniarzy i ich przyjaciół, a jakoś tak prościej zaliczyć taniec z kimś kogo się kojarzy, czy coś.
Uśmiechnęła się do mężczyzny, kiedy pojawił się tuż obok niej. - Tym razem chyba jednak nie będziemy nikogo zamykać w klatce. - Ich poprzednia współpraca przebiegła całkiem dobrze, miała nadzieję, iż teraz to powtórzą, chociaż może to i dobrze, że obok nie ma żadnych ghouli, które miałyby chęć komuś zrobić krzywdę.
Złapała mężczyznę za rękę, by mogli razem wejść na parkiet. - Mój narzeczony. - Poprawiła go bardzo szybko. Cóż, mógł o tym nie wiedzieć, zresztą była dosyć młoda jak na kogoś kto posiadał narzeczonego, ale wolała to sprostować. - Tak, chyba tylko złamał rękę. - A mógł umrzeć, o tym jednak nie wspomniała, bo wolała nie myśleć o tym, jakie konsewkencje mogły spotkać Camerona przez jego chwilową brawurę.