30.07.2024, 16:34 ✶
Stoisko z biżuterią
Dzień mijał naprawdę przyjemnie, ale im bliżej było wieczora, tym bardziej wyczekiwał zakończenia Lammas. Nie, żeby zaczęło mu przeszkadzać towarzystwo Vior, wręcz przeciwnie. Coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że naprawdę ją lubi. Bardziej, niż był w stanie stwierdzić na głos. Nieco gorzej miała się jednak sytuacja, gdy chodziło o całą resztę. Cieszył się na spotkanie Camerona czy swoich przyjaciół, ale poza nimi były też dziesiątki ludzi, których absolutnie nie znał i niekoniecznie chciał to zmieniać. Starał się nie dać tego po sobie poznać, ale był już po prostu zmęczony, czy może raczej przebodźcowany. Bo mimo wszystko rzucił się na dość głęboką wodę. Wyrwał się ze znanego mu i bezpiecznego środowiska, jakim był Mung i poszedł na Lammas. Początkowo był okropnie zestresowany i chociaż tę niepewność zostawił za sobą już jakiś czas temu, nie obraziłby się za nieco ciszy, czy może raczej zmianę towarzystwa. Bo przecież miał ochotę uciec ze święta, ale umówił się już na kolację ze znajomą. Wciąż było mu z tym faktem nieco dziwnie, ale jednocześnie bardzo przyjemnie. Zresztą, nie było to też przecież ich pierwsze wspólne wyjście. Dzięki temu czuł się w takich sytuacjach nieco pewniej, chociaż gdzieś z tyłu głowy wciąż gnieździła się niepewność, która kazała mu kwestionować absolutnie wszystko. Szczególnie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze.
— W takim razie jesteśmy umówieni — odparł gładko, lekko się przy tym uśmiechając. Co prawda wciąż przerażała go wizja pilnowania biznesu samodzielnie, ale nie chciał jej psuć zabawy. Zresztą, na pewno nie będzie tak źle, prawda?
— W teorii umiem, ale ostatnimi czasy rzadko mam ku temu okazję. Wiesz, praca, sporo obowiązków. Gdy wracam do domu późnym wieczorem, nie do końca mam ochotę siedzieć w kuchni — mimowolnie się zarumienił, gdy zadeklarowała chęć przetestowania jego zdolności. Reakcja nieco dziwna, bo w końcu sam to zaproponował, ale z nim chyba nic nie mogło być oczywiste. Chociaż kto wie, może w przyszłości uda mu się zyskać nieco więcej pewności siebie? — Niech będzie, ale muszę zaznaczyć, że to bardziej tak, że lubię. Okey? Nie obiecuję ci uczty bogów... ale też cię nie zatruję niczym — rzucił nieco nieśmiało, odnotowując w głowie to, jak żywo zareagowała. Nieco go tym zaskoczyła, ale w sumie wciąż się poznawali. Z pewnością zdarzy się jeszcze wiele momentów, gdy jedno z nich zrobi coś, co zaskoczy to drugie. Tym razem co prawda padło na niego, ale miał dziwne wrażenie, że znacznie częściej będzie chodziło o nią.
Przez ostatni miesiąc systematycznie spędzali ze sobą coraz więcej czasu, ale czasem zdawał się tego nie zauważać. Głównie dlatego, że każde kolejne spotkanie wychodziło dość naturalnie, a i spędzany wspólnie czas był po prostu przyjemny. Czasem nawet aż za bardzo. Czuł, że zdecydowanie zbyt często o niej myśli, co wywoływało w nim nieco mieszane odczucia. Od rozstania z Dandelion nie minęło już co prawda kilka miesięcy, ale wciąż nie udało mu się uporać ze wszystkim, co wiązało się z tą relacją. Chyba dlatego towarzystwo Vior było jednocześnie przyjemne i niezwykle krępujące.
Ostatnimi tygodniami spędzał z nią coraz więcej czasu. Każde kolejne spotkanie skutkowało zaplanowaniem kilku następnych. Pierwszy raz od naprawdę dawna zaczął się na kogoś faktycznie otwierać i chociaż początkowo czuł się z tym dziwnie, powoli zaczął się też przyzwyczajać. Wyjście na miasto w jej towarzystwie było znacznie przyjemniejsze niż kolejne godziny w Mungu. Oczywiście pomaganie innym wciąż było jego pasją, ale zaczął dostrzegać, że życie może mieć do zaoferowania nieco więcej. W tym przypadku — dużo więcej.
Takie nastawienie niosło ze sobą także minusy. Rosła w nim coraz większa presja oraz obawa przed tym, że to zaprzepaści. Powie coś nie tak, zachowa się w zły sposób — zrobi coś, co ją do niego zniechęci. Już sama myśl o tym nieprzyjemnie wykręcała jego żołądek, wzmacniając tkwiącą w nim niepewność.
Niby się starał i uważał, a na koniec dnia i tak to zepsuł. Uwaga ze strony znajomego Vior była nieco niespodziewana, ale nad wyraz trafna. W pierwszej chwili nawet nie pomyślał o tym, że zdjęcie wianka można odebrać w tej sposób. Skupił się na tym, że było to dla niego coś nowego, a ta dwójka była dla niego mimo wszystko obca. Poczuł się niekomfortowo i skupił na sobie, nie biorąc pod uwagę tego, że jej też może się zrobić przykro.
Próbował się wytłumaczyć, ale starczyło spojrzeć na jej minę, żeby dostrzec, że idzie mu fatalnie. Gdy zaczęła mówić, po prostu milczał, mając problemy z patrzeniem jej prosto w twarz. Świadomość, że to on jest powodem smutku malującego się w jej oczach była co najmniej nieprzyjemna. Sytuacja pogorszyła się, gdy nagle zdjęła wianek. Wtedy poczuł się już fatalnie, chociaż i tak przyjął ofiarowany mu wisiorek. Krótko podziękował i się uśmiechnął, ale wciąż czuł się fatalnie.
Gdy oznajmiła, że skorzysta z jego oferty i pójdzie na loterię, po prostu kiwnął głową, obsługując kilku ludzi, którzy akurat podeszli do straganu. Starał się im jakoś doradzać, ale przez większość czasu wyrzucał sobie w myślach to, jak się zachował względem Vior.
Gdy w końcu wróciła, zrobił jej miejsce, posyłając przy tym nieco niepewny uśmiech. Mogła zauważyć, że na jego koszuli widniał przewieszony przez szyję wisiorek.
— Sprzedały się dwa wisiorki i jeden pierścień. Pieniądze wrzuciłem tam, gdzie dałaś całą resztę — rzucił, zaznajamiając ją z sytuacją. — Jak loteria? Udało ci się wygrać coś fajnego? — dodał jeszcze, zerkając, czy coś ze sobą przyniosła.
Dzień mijał naprawdę przyjemnie, ale im bliżej było wieczora, tym bardziej wyczekiwał zakończenia Lammas. Nie, żeby zaczęło mu przeszkadzać towarzystwo Vior, wręcz przeciwnie. Coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że naprawdę ją lubi. Bardziej, niż był w stanie stwierdzić na głos. Nieco gorzej miała się jednak sytuacja, gdy chodziło o całą resztę. Cieszył się na spotkanie Camerona czy swoich przyjaciół, ale poza nimi były też dziesiątki ludzi, których absolutnie nie znał i niekoniecznie chciał to zmieniać. Starał się nie dać tego po sobie poznać, ale był już po prostu zmęczony, czy może raczej przebodźcowany. Bo mimo wszystko rzucił się na dość głęboką wodę. Wyrwał się ze znanego mu i bezpiecznego środowiska, jakim był Mung i poszedł na Lammas. Początkowo był okropnie zestresowany i chociaż tę niepewność zostawił za sobą już jakiś czas temu, nie obraziłby się za nieco ciszy, czy może raczej zmianę towarzystwa. Bo przecież miał ochotę uciec ze święta, ale umówił się już na kolację ze znajomą. Wciąż było mu z tym faktem nieco dziwnie, ale jednocześnie bardzo przyjemnie. Zresztą, nie było to też przecież ich pierwsze wspólne wyjście. Dzięki temu czuł się w takich sytuacjach nieco pewniej, chociaż gdzieś z tyłu głowy wciąż gnieździła się niepewność, która kazała mu kwestionować absolutnie wszystko. Szczególnie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze.
— W takim razie jesteśmy umówieni — odparł gładko, lekko się przy tym uśmiechając. Co prawda wciąż przerażała go wizja pilnowania biznesu samodzielnie, ale nie chciał jej psuć zabawy. Zresztą, na pewno nie będzie tak źle, prawda?
— W teorii umiem, ale ostatnimi czasy rzadko mam ku temu okazję. Wiesz, praca, sporo obowiązków. Gdy wracam do domu późnym wieczorem, nie do końca mam ochotę siedzieć w kuchni — mimowolnie się zarumienił, gdy zadeklarowała chęć przetestowania jego zdolności. Reakcja nieco dziwna, bo w końcu sam to zaproponował, ale z nim chyba nic nie mogło być oczywiste. Chociaż kto wie, może w przyszłości uda mu się zyskać nieco więcej pewności siebie? — Niech będzie, ale muszę zaznaczyć, że to bardziej tak, że lubię. Okey? Nie obiecuję ci uczty bogów... ale też cię nie zatruję niczym — rzucił nieco nieśmiało, odnotowując w głowie to, jak żywo zareagowała. Nieco go tym zaskoczyła, ale w sumie wciąż się poznawali. Z pewnością zdarzy się jeszcze wiele momentów, gdy jedno z nich zrobi coś, co zaskoczy to drugie. Tym razem co prawda padło na niego, ale miał dziwne wrażenie, że znacznie częściej będzie chodziło o nią.
Przez ostatni miesiąc systematycznie spędzali ze sobą coraz więcej czasu, ale czasem zdawał się tego nie zauważać. Głównie dlatego, że każde kolejne spotkanie wychodziło dość naturalnie, a i spędzany wspólnie czas był po prostu przyjemny. Czasem nawet aż za bardzo. Czuł, że zdecydowanie zbyt często o niej myśli, co wywoływało w nim nieco mieszane odczucia. Od rozstania z Dandelion nie minęło już co prawda kilka miesięcy, ale wciąż nie udało mu się uporać ze wszystkim, co wiązało się z tą relacją. Chyba dlatego towarzystwo Vior było jednocześnie przyjemne i niezwykle krępujące.
Ostatnimi tygodniami spędzał z nią coraz więcej czasu. Każde kolejne spotkanie skutkowało zaplanowaniem kilku następnych. Pierwszy raz od naprawdę dawna zaczął się na kogoś faktycznie otwierać i chociaż początkowo czuł się z tym dziwnie, powoli zaczął się też przyzwyczajać. Wyjście na miasto w jej towarzystwie było znacznie przyjemniejsze niż kolejne godziny w Mungu. Oczywiście pomaganie innym wciąż było jego pasją, ale zaczął dostrzegać, że życie może mieć do zaoferowania nieco więcej. W tym przypadku — dużo więcej.
Takie nastawienie niosło ze sobą także minusy. Rosła w nim coraz większa presja oraz obawa przed tym, że to zaprzepaści. Powie coś nie tak, zachowa się w zły sposób — zrobi coś, co ją do niego zniechęci. Już sama myśl o tym nieprzyjemnie wykręcała jego żołądek, wzmacniając tkwiącą w nim niepewność.
Niby się starał i uważał, a na koniec dnia i tak to zepsuł. Uwaga ze strony znajomego Vior była nieco niespodziewana, ale nad wyraz trafna. W pierwszej chwili nawet nie pomyślał o tym, że zdjęcie wianka można odebrać w tej sposób. Skupił się na tym, że było to dla niego coś nowego, a ta dwójka była dla niego mimo wszystko obca. Poczuł się niekomfortowo i skupił na sobie, nie biorąc pod uwagę tego, że jej też może się zrobić przykro.
Próbował się wytłumaczyć, ale starczyło spojrzeć na jej minę, żeby dostrzec, że idzie mu fatalnie. Gdy zaczęła mówić, po prostu milczał, mając problemy z patrzeniem jej prosto w twarz. Świadomość, że to on jest powodem smutku malującego się w jej oczach była co najmniej nieprzyjemna. Sytuacja pogorszyła się, gdy nagle zdjęła wianek. Wtedy poczuł się już fatalnie, chociaż i tak przyjął ofiarowany mu wisiorek. Krótko podziękował i się uśmiechnął, ale wciąż czuł się fatalnie.
Gdy oznajmiła, że skorzysta z jego oferty i pójdzie na loterię, po prostu kiwnął głową, obsługując kilku ludzi, którzy akurat podeszli do straganu. Starał się im jakoś doradzać, ale przez większość czasu wyrzucał sobie w myślach to, jak się zachował względem Vior.
Gdy w końcu wróciła, zrobił jej miejsce, posyłając przy tym nieco niepewny uśmiech. Mogła zauważyć, że na jego koszuli widniał przewieszony przez szyję wisiorek.
— Sprzedały się dwa wisiorki i jeden pierścień. Pieniądze wrzuciłem tam, gdzie dałaś całą resztę — rzucił, zaznajamiając ją z sytuacją. — Jak loteria? Udało ci się wygrać coś fajnego? — dodał jeszcze, zerkając, czy coś ze sobą przyniosła.