30.07.2024, 22:21 ✶
Stoję przy barze, klaszczę i rzucam przemyśleniami
Czy poczuła coś na fakt zignorowania przez Celine, na której reakcję najbardziej czekała? Może. Zapewne pewną irytację i mały uszczerbek na dumie. Nie dała jednak tego po sobie poznać, podobnie jak ona maczając usta w alkoholu.
Słuchała więc całej reszty, nie odzywając się praktycznie, a jedynie uprzejmie kiwając głową, trochę się nudząc słuchają ploteczek, wbijania szpilek w czyjeś ego i wymuskanych opinii.
Jedynie gdy usłyszała komentarz Mathiasa o obróżce, nie mogła się powstrzymać przed szerokim uśmiechem.
- Skłonna jestem stwierdzić, że to zależy od towarzystwa. - W jej oczach na chwilę coś zabłyszczało, musiała jednak za chwilę zdusić westchnienie. Incydent świeczkowy powinien jej uświadomić jak sztywna była w pewnych kwestiach większa część czarodziei, teraz jednak rozumiała to jeszcze mocniej.
Czasami zastanawiała się, czy to tylko gra pozorów, czy naprawdę wiedli tak nudne życie.
Sytuację na szczęście uratowało pojawienie się Lorraine.
Na ustach Vior nagle pojawił się szczery uśmiech. A potem teatralnie przyłożyła wierzch dłoni do czoła, przyjmując niezwykle zmartwioną minę.
- Moja droga Lorraine, niestety nie mam dziś dobrego dobrego dnia. Na razie. Powiedz, że chociaż u ciebie wkroczyła dobra passa. - Przestała odgrywać biedną damulkę i dokończyła drinka, który jednak wcale nie poprawił jej humoru.
Poprosiła więc ponownie o zwykłą ognistą, nie chcąc marnować czasu na bawienie się w nikłe procenty. Jak nie mogła wynieść z tej imprezy nic dobrego, to najwyżej ją wyniosą a ona będzie się przy tym świetnie bawić.
A potem nadeszła ta cała niespodzianka, która może i trochę wzbudziła jej ciekawość, choć zdecydowanie wolałaby w tym momencie dalej przegrywać pieniądze przy stoliku.
I może spodziewała się czegoś niezwykłego, ale na pewno nie takiego teatrzyku.
Zwróciła się w stronę Agnes, gdy zaczęła mówić, a każde jej słowo sprawiało że chciało jej się coraz bardziej śmiać. Sucho i oschle.
Zamaskowała to jednak kaszlnięciem, które zabrzmiało przez to niezwykle sztucznie i dziwnie, nie miała jednak zamiaru się tym przejmować, patrząc ile osób właśnie zakrztusiło się drinkami.
Jeśli jakikolwiek Mulciber pomoże kiedykolwiek jakiejś ofierze magirasizmu, to chyba pójdzie do konwenu i złoży cholerne śluby czystości. Dałaby sobie rękę uciąć, że pieniądze te trafią na Nokturn i po wypraniu zasilą jakąś mniej legalną działalność.
Spojrzała na Lorraine, potem na Atreusa, a potem zaklaskała, z uśmiechem, który zdradzał jak bardziej ją bawi ta sytuacja.
- Nielegalne artefakty czy nielegalne usługi, na co myślicie pójdzie ta kasa? O, wiem, może nowe warianty świeczek z afrodyzjakiem? Może wspomogą ofiary magirasizmu oddając im stare zapasy i każą im się nimi wypchać? - zapytała się tej dwójki cicho, choć pewnie nie na tyle, by ktoś nie usłyszał jej słów. Czuła jednak panujący wokół niej nastrój i jakoś się tym nie przejmowała.
Czy poczuła coś na fakt zignorowania przez Celine, na której reakcję najbardziej czekała? Może. Zapewne pewną irytację i mały uszczerbek na dumie. Nie dała jednak tego po sobie poznać, podobnie jak ona maczając usta w alkoholu.
Słuchała więc całej reszty, nie odzywając się praktycznie, a jedynie uprzejmie kiwając głową, trochę się nudząc słuchają ploteczek, wbijania szpilek w czyjeś ego i wymuskanych opinii.
Jedynie gdy usłyszała komentarz Mathiasa o obróżce, nie mogła się powstrzymać przed szerokim uśmiechem.
- Skłonna jestem stwierdzić, że to zależy od towarzystwa. - W jej oczach na chwilę coś zabłyszczało, musiała jednak za chwilę zdusić westchnienie. Incydent świeczkowy powinien jej uświadomić jak sztywna była w pewnych kwestiach większa część czarodziei, teraz jednak rozumiała to jeszcze mocniej.
Czasami zastanawiała się, czy to tylko gra pozorów, czy naprawdę wiedli tak nudne życie.
Sytuację na szczęście uratowało pojawienie się Lorraine.
Na ustach Vior nagle pojawił się szczery uśmiech. A potem teatralnie przyłożyła wierzch dłoni do czoła, przyjmując niezwykle zmartwioną minę.
- Moja droga Lorraine, niestety nie mam dziś dobrego dobrego dnia. Na razie. Powiedz, że chociaż u ciebie wkroczyła dobra passa. - Przestała odgrywać biedną damulkę i dokończyła drinka, który jednak wcale nie poprawił jej humoru.
Poprosiła więc ponownie o zwykłą ognistą, nie chcąc marnować czasu na bawienie się w nikłe procenty. Jak nie mogła wynieść z tej imprezy nic dobrego, to najwyżej ją wyniosą a ona będzie się przy tym świetnie bawić.
A potem nadeszła ta cała niespodzianka, która może i trochę wzbudziła jej ciekawość, choć zdecydowanie wolałaby w tym momencie dalej przegrywać pieniądze przy stoliku.
I może spodziewała się czegoś niezwykłego, ale na pewno nie takiego teatrzyku.
Zwróciła się w stronę Agnes, gdy zaczęła mówić, a każde jej słowo sprawiało że chciało jej się coraz bardziej śmiać. Sucho i oschle.
Zamaskowała to jednak kaszlnięciem, które zabrzmiało przez to niezwykle sztucznie i dziwnie, nie miała jednak zamiaru się tym przejmować, patrząc ile osób właśnie zakrztusiło się drinkami.
Jeśli jakikolwiek Mulciber pomoże kiedykolwiek jakiejś ofierze magirasizmu, to chyba pójdzie do konwenu i złoży cholerne śluby czystości. Dałaby sobie rękę uciąć, że pieniądze te trafią na Nokturn i po wypraniu zasilą jakąś mniej legalną działalność.
Spojrzała na Lorraine, potem na Atreusa, a potem zaklaskała, z uśmiechem, który zdradzał jak bardziej ją bawi ta sytuacja.
- Nielegalne artefakty czy nielegalne usługi, na co myślicie pójdzie ta kasa? O, wiem, może nowe warianty świeczek z afrodyzjakiem? Może wspomogą ofiary magirasizmu oddając im stare zapasy i każą im się nimi wypchać? - zapytała się tej dwójki cicho, choć pewnie nie na tyle, by ktoś nie usłyszał jej słów. Czuła jednak panujący wokół niej nastrój i jakoś się tym nie przejmowała.