— Nie jestem nieomylny. — Tym stwierdzeniem starał się pokazać, że ma odwagę przyznać się do własnej nieomylności. Posiadanie daru jasnowidzenia i nabytych umiejętności przepowiadania przyszłości nie czyniły go nieomylną wyrocznią. Nie żył z dala od ludzi, trwając w przekonaniu, że doczesne sprawy go nie dotyczą. Posiadał własny osąd na wiele spraw. Przelotnie spojrzał w górę, podążając spojrzeniem w ślad za palcem Laurenta.
— Po takich ludziach spodziewałbym się więcej rozwagi, aczkolwiek ja cechuję się zbyt wielką wiarą w ludzi i może w tym momencie przeceniam naszą skłonność do pragnięcia zaszczytów i poszukiwania uznania. Chwała jest zaszczytem, władza to w rzeczywistości obowiązek - wiąże się z odpowiedzialnością za innych, dlatego wszelkie kierownicze stanowiska postrzegam jako niezwykle trudne w piastowaniu. Pieniądze... dla mnie to środek, nie cel. Możliwe, że inaczej twierdziłbym, gdybym nie miał stałego źródła dochodu albo byłbym chciwy. Za pieniądze się wszystkiego nie kupi. To akurat prawda. — Przemawiał w tym momencie jak prawdziwy optymista. Ludziom takim jak on przyjdzie się niejednokrotnie sparzyć na swoich poglądach. Przede wszystkim na ludziach. Sam wiedział, jak bardzo miłe jest bycie docenianym przez innych. Nie widział siebie samego jako kogoś na kierowniczym stanowisku. Nie potrafił przewidzieć, czy jego stanowisko ulegnie zmianie w miarę upływu czasu. Jak dotąd uważał, że żył na zadowalającym poziomie. Wszystkie pieniądze tego świata nie zapewniłyby mu cudownego ozdrowienia. W ostateczności zgadzał się ze swoim rozmówcą. Sam zaakceptuje swoje przeznaczenie, niezależnie od tego, jakie ono będzie.
— O co chcesz zapytać kart? — Zadał Laurentowi to pytanie, jak położył przed sobą opakowanie zawierające talię tarota. Nie znając intencji tego mężczyzny, na razie zaczął rozkładać kart. Dobrze znał ten rodzaj ekscytacji. Podświadomie ludzie oczekiwali wyłącznie dobrych wróżb.