31.07.2024, 00:53 ✶
– Skąd miałem wiedzieć, że poleci? – odburknął, zastanawiając się, czy po prostu nie lepiej będzie poprosić Florence by dala mu święty spokój, tak by mógł leżeć w tej wysokiej trawie i narzekać na swoje życie. Może powinien jeszcze coś dodać, ale wywołana pierwszą falą bólu złość powoli zaczynała opadać, więc po prostu leżał grzecznie i dał się jej zbadać. – Chyba... Chyba mam coś z barkiem. Kostka boli, ale mogę nią ruszać, więc chyba tylko jest stłuczo... Atreus pobił się o Moody? Którą? – Ból może nie zniknął, ale Basilius nagle być zdecydowanie bardziej skoncentrowany na weselu, na którym go nie było, niż na tym, że właśnie zleciał z miotły.
Nawet nie próbował ukryć tego, jak bardzo się skrzywił, gdy usłyszał o kolejnym dniu wolnego i tego, że skrzywił się na tę informację, a nie przez bark. Jakoś ten sierpniowy urlop wskazywał jasno, że każdy kolejny dzień wolnego fundował mu kolejne kłopoty.
Naprawdę powinien pan odpocząć.
No przecież próbował!
– Świetnie. Dodatkowy dzień na kolejną katastrofę. Jak myślisz? Przetnę sobie jutro tętnicę kartką papieru, czy może po prostu zasłabnie na schodach i z nich zlecę? – spytał z przekąsem, bo to nie było normalne, by na urlopie, na którym miał wypoczywać raz po raz coś mu się przytrafiało. Pewnie wróci bardziej zmęczony, niż przyszedł i jeszcze będzie się musiał tłumaczyć swojemu uzdrowicielowi, że wcale nie sabotażował aktywnie jego zaleceń. Bardzo powoli, ponownie podniósł się do pozycji siedzącej chwytając się zdrową ręką za drugie ramię. Bardzo liczył, że bark jednak samoistnie wskoczy na swoje miejsce pod wpływem ruchu, ale niestety na to się nie zanosiło.
Kusiło go, aby zgrywać silniejszego, niż był i powiedzieć, by nastawiła mu bark tutaj, ale jednak aż taki głupi nie był. Bark bolał, ale ból był przynajmniej jednostajny. Natomiast nastawienie barku? Tu zostanie zaatakowany przez kolejną falę i chyba wolał robić to w bezpieczniejszych warunkach.
– Może... Może spróbujmy się najpierw teleportować. Nie chcę by ktoś... Nas zobaczył i spróbował nam pomóc. Widzisz gdzieś może moją różdżkę? – powiedział przez zaciśnięte zęby, bo ruch spowodował, że bark zabolał jeszcze mocniej. Spojrzał na Florence i wziął głęboki oddech. Naprawdę nie chciał jej tego robić. Gdy był dzieckiem może nieco go irytowała, potem, gdy był trochę starszy, strasznie ją podziwiał, a teraz była mu jedną z bliższych osób w tej całej szalonej rodzinie, ufał jej, wiedział, że ona ufała jemu i naprawdę bardzo nie chciał tego zaufania tracić. Tak samo, jak naprawdę nie chciał wpadać pod ziemię w Windermere i nie chciał teraz spadać z miotły. I zdecydowanie nie chciał martwić Florence, że w ciągu kilku dni znowu sobie coś robił. Już i tak miała innych, którzy dodawali jej bólu głowy. On miał być tym odpowiedzialnym kuzynem.
– Przepraszam – powiedział jakoś ciszej, wbijając spojrzenie w chorą rękę, nie do końca wiedząc za co konkretnie właśnie ją przepraszał. Chyba po prostu za całokształt. – Pamiętam co ci obiecałem w lipcu i nie próbuję celowo tego łamać.
Nawet nie próbował ukryć tego, jak bardzo się skrzywił, gdy usłyszał o kolejnym dniu wolnego i tego, że skrzywił się na tę informację, a nie przez bark. Jakoś ten sierpniowy urlop wskazywał jasno, że każdy kolejny dzień wolnego fundował mu kolejne kłopoty.
Naprawdę powinien pan odpocząć.
No przecież próbował!
– Świetnie. Dodatkowy dzień na kolejną katastrofę. Jak myślisz? Przetnę sobie jutro tętnicę kartką papieru, czy może po prostu zasłabnie na schodach i z nich zlecę? – spytał z przekąsem, bo to nie było normalne, by na urlopie, na którym miał wypoczywać raz po raz coś mu się przytrafiało. Pewnie wróci bardziej zmęczony, niż przyszedł i jeszcze będzie się musiał tłumaczyć swojemu uzdrowicielowi, że wcale nie sabotażował aktywnie jego zaleceń. Bardzo powoli, ponownie podniósł się do pozycji siedzącej chwytając się zdrową ręką za drugie ramię. Bardzo liczył, że bark jednak samoistnie wskoczy na swoje miejsce pod wpływem ruchu, ale niestety na to się nie zanosiło.
Kusiło go, aby zgrywać silniejszego, niż był i powiedzieć, by nastawiła mu bark tutaj, ale jednak aż taki głupi nie był. Bark bolał, ale ból był przynajmniej jednostajny. Natomiast nastawienie barku? Tu zostanie zaatakowany przez kolejną falę i chyba wolał robić to w bezpieczniejszych warunkach.
– Może... Może spróbujmy się najpierw teleportować. Nie chcę by ktoś... Nas zobaczył i spróbował nam pomóc. Widzisz gdzieś może moją różdżkę? – powiedział przez zaciśnięte zęby, bo ruch spowodował, że bark zabolał jeszcze mocniej. Spojrzał na Florence i wziął głęboki oddech. Naprawdę nie chciał jej tego robić. Gdy był dzieckiem może nieco go irytowała, potem, gdy był trochę starszy, strasznie ją podziwiał, a teraz była mu jedną z bliższych osób w tej całej szalonej rodzinie, ufał jej, wiedział, że ona ufała jemu i naprawdę bardzo nie chciał tego zaufania tracić. Tak samo, jak naprawdę nie chciał wpadać pod ziemię w Windermere i nie chciał teraz spadać z miotły. I zdecydowanie nie chciał martwić Florence, że w ciągu kilku dni znowu sobie coś robił. Już i tak miała innych, którzy dodawali jej bólu głowy. On miał być tym odpowiedzialnym kuzynem.
– Przepraszam – powiedział jakoś ciszej, wbijając spojrzenie w chorą rękę, nie do końca wiedząc za co konkretnie właśnie ją przepraszał. Chyba po prostu za całokształt. – Pamiętam co ci obiecałem w lipcu i nie próbuję celowo tego łamać.