Leon potrafił rozpoznać, kiedy pod maską cierpliwości kryła się ciekawość. Niejednokrotnie sam przejawiał tego rodzaju zachowanie w rozmowach z dobrze znanymi sobie ludźmi. A nawet z nowopoznanymi, jeśli zdołają go zainteresować swoją osobowością podczas rozmowy. Bywały sytuacje, w których nadmierna troska o jego nadwątlone przez chorobę zdrowie, nie wzbudzała jego wdzięczności tylko właśnie złość. W tym przypadku było inaczej - Viorica chciała dobrze i jednocześnie nie zamierzała go zagłaskać.
— Czego dotyczyło to zlecenie? — Zapytał swojej przyjaciółki z nieukrywanym zainteresowaniem, licząc na opowieść dotyczącą opanowanego przez nią rzemiosła. — Powinnaś pomyśleć o pójściu na swoje... to znacznie lepszy sposób na zmianę przełożonego przy jednoczesnym utrzymaniu się w branży. Jedynym rodzajem biżuterii, jaki noszą Brygadziści, są kajdanki. — Postanowił wyrazić swoje stanowisko, będące także swoistą radą. Pozwolił sobie na swoisty żart, który oceniłby jako stosunkowo suchy. Viorica może doceni jego jakże wyszukany humor albo ciężko westchnie uznawszy że nie posiada poczucia humoru.
— W miłości też nic? — Zadał swojej przyjaciółce retoryczne pytanie. Viorica nie musiała na nie odpowiadać, jeśli nie chciała mu się zwierzyć z tego aspektu swojego życia. To, że on do niej przyszedł w tego rodzaju sprawie nie czyniło tego transakcją wiązaną.
— Olivia Quirke. Z mojego rocznika i domu. Nie jestem pewien, czy ją poznałaś. — Wymienił z imienia i nazwiska dziewczynę, która mu się podobała od dawna. Prawda była taka, że w tym przypadku miłość była faktycznie ślepa. — Znam ją od dawna i to sprawia, że mogę mylić romantyczne zainteresowanie nią z przyjaźnią nawet jak podoba mi się jako dziewczyna. Nie chcę też zepsuć naszej przyjaźni. Poza tym... wiesz, jak ze mną jest. Ona jest hm... wulkanem energii a moje życie jest pełne ograniczeń. Nadęta? Nieee. Jest świetna. — Starał się jak najlepiej ująć istotę tego problemu, z jakim zwrócił się do swojej przyjaciółki.