31.07.2024, 05:51 ✶
scena -> świece mulciberów
Uśmiechnął się do Moody uspokajająco, kiedy wyraźnie zezłościła się tym, że Morpheus śmiał sobie pójść. Prawdę jednak powiedziawszy, bardziej w tym momencie rozumiał właśnie Longbottoma, bo ten po pobycie na scenie wyglądał zwyczajnie komicznie. Bezkarnie pobity i do tego obklejony brokatem, wyraźnie rzucał się w oczy, a niektórzy co wcześniej siedzieli na widowni, pewnie się z niego naśmiewali.
- O, magimedykiem. Wspaniały zawód. Bohaterka z pani zatem, bo ratuje pani innym życie. I to jeszcze na wykopaliskach, no proszę. Do tego eksplorowanie zagubionych fragmentów historii, coś pięknego. Ja niestety mogę się pochwalić byciem cukiernikiem, mało przygód w moim życiu - rozłożył ręce, jakby absolutnie w tym momencie zasmucony faktem, że jej życiorys brzmiał tak barwnie, a nawet przecież nie wyłożyła go w całości, podczas gdy jego był tak płaski.
- Spokojnie, ja umyłem - rzucił, jak gdyby nigdy nic, bo akurat w pracach domowych to był bardzo dobry i nawet nie miał do tego żadnego skrzata, wszystko sam robił!
Bott z kamienną miną doświadczał jak Millie robi sobie teraz pokaz komediowy, wpasowujących się w ostatnie wydarzenia bezeceństw. Uśmiechnął się tylko do obsługującego ich mężczyzny dobrotliwie, ciepło wręcz, zwiększając tym samym kontrast między nimi. Przyzwyczaił się.
Bertie posłusznie rozejrzał się dookoła, na wspomnienie Alastora. W prawo, w lewo, odwrócił się nawet całkowicie, absolutnie oddany w tym momencie idei znalezienia przyjaciela, ale wreszcie odwrócił się do Millie i uśmiechnął do niej przepraszająco.
- Niestety, jakoś go nie widzę - rozłożył bezradnie ramiona. - I oczywiście, nie zapomnę - twarz mu się nieco rozjaśniła, jakby ta drobna obietnica miała nieco polepszyć jej nastrój spowodowany nieobecnością brata.
- Ja też poproszę parę świec. Z dziesięć - rzucił do Richarda, który odezwał się jako pierwszy, ale zaraz nieco zmartwiony zmarszczył nieco brwi. - Wie pan, mam wrażenie że na stoisku kowenu tym bardziej nie znajdziemy takich rzeczy? Dałbym sobie rękę uciąć, że tylko dolewają eliksirów na sabatach, ale przy takich fikuśnych kształtach to jednak stawiają granice...