31.07.2024, 19:45 ✶
Basilius z uwagą wysłuchał diagnozy kuzynki i skinął głową. Mogło być gorzej. Zdecydowanie mogło być gorzej. Można, by było nawet powiedzieć, że w tym całym pechu miał mimo wszystko jakieś szczęście.
Zmarszczył brwi. Tak, to o kogo pobił się Atreus było istotne, zwłaszcza, gdy opis czarownicy pasował mu do jednej osoby. Atreus pobił się z jakimś Rosierem o Millie? I ani jedno, ani drugie nic mu nie powiedziało? Matka też nie pisała mu o jakimś skandalu rodzinnym na weselu, więc pewnie nie był to jakiś bliski jemu Rosier, bo inaczej nie wątpił, że kobieta chętnie wyraziłaby swoje zdanie na temat krewnych swojego zmarłego męża, atakujących jej krewnych. Czyli co? Atreusowi mogła się podobać Millie? Nie, że się szczególnie mu dziwił, ale Basilius nie do końca wiedział co miał myśleć na ten temat.
Prawdę mówiąc, Basilius nie był do końca pewny, czy właśnie żartował, czy po prostu próbował wyrzucić z siebie frustrację spowodowaną ostatnimi wydarzeniami. To znaczy, zdecydowanie nie chciał nic sobie robić, ale może jak ten zły los trafi go już całkowicie i zafunduje mu tydzień w szpitalu, to te złośliwości życia wreszcie się od niego odczepia raz na dobre, uznając, że wystarczająco mu już dokopały? Może jeśli na przykład zleci z kolejnej miotły w nastepny piątek trzynastego, uniknie spotkania z Brenną? Albo gorzej, skończy i w gipsie i z Brenną, która pewnie z jakiegoś powodu też będzie w gipsie.
Może jednak nie był to dobry moment na takie rozważania, kiedy siedziało się na trawie, brudnym od ziemi z wybitym barkiem i rozczochranymi włosami, które przynajmniej nieco maskowały rosnącego na czole siniaka. Poza tym zaczynało mu się robić słabo i nie do końca był pewny, czy to przez ból, czy może jednak jego organizm przypominał mu o tym, że na tym urlopie za bardzo nie odpoczął.
Widząc jak jej spojrzenie łagodnie, wysilił się na uśmiech. Wbrew temu co mówiło wielu uzdrowicieli, Florence miała serce i doskonale o tym wiedział. Dlatego właśnie bardzo nie chciał doprowadzić ją do zawału.
– Wiesz... W sumie to pojechałem do Windermere tylko dlatego, że matka naciskała, abym przyjechał na urlop do niej – zażartował, chociaż... No... Tak było. Uśmiechnął się, słysząc jej zalecenia. W sumie to reszta dnia w fotelu na tarasie brzmiała bardzo miło. – Oczywiście pani doktor. Bardzo doceniam.
Zmarszczył brwi. Tak, to o kogo pobił się Atreus było istotne, zwłaszcza, gdy opis czarownicy pasował mu do jednej osoby. Atreus pobił się z jakimś Rosierem o Millie? I ani jedno, ani drugie nic mu nie powiedziało? Matka też nie pisała mu o jakimś skandalu rodzinnym na weselu, więc pewnie nie był to jakiś bliski jemu Rosier, bo inaczej nie wątpił, że kobieta chętnie wyraziłaby swoje zdanie na temat krewnych swojego zmarłego męża, atakujących jej krewnych. Czyli co? Atreusowi mogła się podobać Millie? Nie, że się szczególnie mu dziwił, ale Basilius nie do końca wiedział co miał myśleć na ten temat.
Prawdę mówiąc, Basilius nie był do końca pewny, czy właśnie żartował, czy po prostu próbował wyrzucić z siebie frustrację spowodowaną ostatnimi wydarzeniami. To znaczy, zdecydowanie nie chciał nic sobie robić, ale może jak ten zły los trafi go już całkowicie i zafunduje mu tydzień w szpitalu, to te złośliwości życia wreszcie się od niego odczepia raz na dobre, uznając, że wystarczająco mu już dokopały? Może jeśli na przykład zleci z kolejnej miotły w nastepny piątek trzynastego, uniknie spotkania z Brenną? Albo gorzej, skończy i w gipsie i z Brenną, która pewnie z jakiegoś powodu też będzie w gipsie.
Może jednak nie był to dobry moment na takie rozważania, kiedy siedziało się na trawie, brudnym od ziemi z wybitym barkiem i rozczochranymi włosami, które przynajmniej nieco maskowały rosnącego na czole siniaka. Poza tym zaczynało mu się robić słabo i nie do końca był pewny, czy to przez ból, czy może jednak jego organizm przypominał mu o tym, że na tym urlopie za bardzo nie odpoczął.
Widząc jak jej spojrzenie łagodnie, wysilił się na uśmiech. Wbrew temu co mówiło wielu uzdrowicieli, Florence miała serce i doskonale o tym wiedział. Dlatego właśnie bardzo nie chciał doprowadzić ją do zawału.
– Wiesz... W sumie to pojechałem do Windermere tylko dlatego, że matka naciskała, abym przyjechał na urlop do niej – zażartował, chociaż... No... Tak było. Uśmiechnął się, słysząc jej zalecenia. W sumie to reszta dnia w fotelu na tarasie brzmiała bardzo miło. – Oczywiście pani doktor. Bardzo doceniam.
Koniec sesji