Panująca zima sprawiała, że mury tego zamku według niego roztaczały znacznie więcej chłodu, niż zazwyczaj. Przenikał przez materiał stanowiących część mundurka szkolnego białej koszuli, szarego swetra i szkolnej szaty. Sam Leon wydawał się być bledszy, niż zazwyczaj był przez wszystkie pory roku. Bardziej zmęczony i osłabiony, niż na co dzień.
Było też coś, co uwielbiał w tym czasie - jak okiem sięgnąć wszędzie dostrzegał świąteczne dekoracje w postaci lodowych sopli, świec czy złotych bombek na choinkach oraz zdobiących ściany festonów z ostrokrzewu i jemioły. To także nietopiące sople zwisające z balustrad schodów i ciepły, suchy śnieg padający mu na głowę z zaczarowanego sklepienia.
Samo Hogsmeade wyglądało niczym świąteczna kartka. Okres przedświąteczny w Hogwarcie to także wyśpiewujące kolędy zbroje, będący okropnym i sprośnym śpiewakiem Irytek oraz cukierki niespodzianki. Nie mógł też pominąć chóru duchów kolędników, który często widywał w sali wejściowej - lubił słuchać jak śpiewają Święta w Hogwarcie. Tak, jest tym dziwnym uczniem, który zdrada ogromne zainteresowanie hogwardzkimi duchami.
Jak co roku niebawem będzie musiał spakować wszystkie swoje rzeczy do stojącego przy jego łóżku kufra i wróci do rodzinnego domu na trzy dni przed Yule. Nie mógł doczekać pobytu wśród swoich bliskich, wspólnego przystrajania jodły, położenia w palenisku kłody drewna i wieszania pod sufitem jemioły i ostrokrzewu. Nie mógł też doczekać się wymiany prezentów. Jak co roku zakupił je dla swoich bliskich podczas jednej ze swoich wizyt w Hogsmeade.
W chwili, w której starszy o rok Gryfon wkroczył do łazienki na czwartym piętrze, Leon stał pochylony nad jedną z umywalek obmywając twarz. Niefortunnie, podczas zmierzania do znajdującego się na siódmym piętrze pokoju wspólnego Ravenclawu, choroba dała o sobie znać krwotokiem z nosa. Noszona przez niego koszula nadawała się wyłącznie do prania - przebierze się jak dotrze do dormitorium.
— Lorenz. Cześć. — Powitał starszego od siebie czarodzieja spokojnie, z wesołą nutą w głosie. Tak jak sam wolał jak do niego inni zwracali się zdrobnieniem zamiast pełnym imieniem, tak do tego ucznia zawsze mówił pełnym imieniem - w duchu uważał, że Enzo bardziej pasuje do żółwia, niż do człowieka.
— Jestem tego bliski. Jeszcze parę dni i będę w domu rodzinnym, wygrzewając się przed kominkiem. Jakie masz plany? Wracasz do domu czy zostajesz na ferie w Hogwarcie? — Odwracając się do niego twarzą, oparł się plecami o jedną z umywalek. Uniósł jedną z brwi na widok musztardowej koszuli i apaszki, stojących w sprzeczności z obowiązującym w tym zamku wizerunkiem ucznia. Obowiązujące w Hogwarcie wymogi co do ubioru bardzo mu odpowiadały, bo sam preferował ciemne i stonowane kolory. Poruszony przez niego temat okazał się bardzo na czasie. Wśród Krukonów powracał on regularnie niczym bumerang. W dalszym ciągu się uśmiechał.
— Doprowadzałem się do porządku. — Odparł krótko, bez wdawania się w szczegóły spoglądając przy tym w bok jakby coś zainteresowało go na drzwiach pobliskiej kabiny. To mogło być to wyryte różdżką serce i inicjały jednej z wielu szkolnych miłości. Nie można powiedzieć, żeby lubił poruszać temat swojej choroby. — Właśnie myślałem o kubku gorącej herbaty z miodem i cytryną. — Dodał na słowa Gryfona, zaczynając przyglądać mu się wnikliwie czemu przyświecał zamiar poznania intencji szatyna*.
* wykaz intencji (jasnowidzenie)