31.07.2024, 21:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2024, 22:05 przez Quintessa Longbottom.)
Tańczę z moim cudownym szwagrem.
Nie chciała psuć zabawy, dlatego została lekko z tyłu. Machnęła zaraz na Isaaca, który pomógł jej jakoś doczłapać do stołu i praktycznie od razu odłączyła się od rozmowy. Zrobiło się trochę tłoczno, a tłum był ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebowała.
Chciała odetchnąć. Chciała móc oddychać.
Zatem, nim zbiorowisko przy czysto prowizorycznym namiotowym barze zrobiło się zbyt gęste, zgarnęła z blatu swoje sandały — bo tańczyła z młodym Bagshotem na boso — a do drugiej ręki złapała cokolwiek, co tylko przypominało alkohol. Tuż po tym przeprosiła niemalże każdego z osobna, aby wycofać się na jedną z pufek. Była ułożona w naprawdę idealnym miejscu, bo z tego kąta dało się obserwować praktycznie każdego.
Każdego, ale ona dyskretnie śledziła spojrzeniem Clemensa. Przynajmniej miała nadzieję, że nie robi wrażenia nawiedzonej (chociaż to już stara śpiewka), kiedy wodziła głową tam i nazad, starając się nie spuścić go z oczu.
Cholerny staruch, myślała za każdym razem, gdy odtwarzała w głowie całą tę sytuację sprzed chwili. Nie ma co, starzy Longbottomowie znowu muszą zrobić scenę na całe spotkanie, bo, nie daj Merlinie, spojrzeli na siebie w tej samej chwili i drugie ma czelność oddychać tym samym powietrzem! Zaiste, okropieństwo, skandal i czysta potwarz, że rozwodnicy, obracający się tak naprawdę ciągle w tym samym towarzystwie, ciągle na siebie wpadali. Tessa jednak nie mogła wyzbyć się tego dziwnego, drapiącego uczucia, które nieprzyjemnie łechtało ją w żołądek. Bo kiedy Clemens, wraz ze swoim zmienionym pyskiem, a zatem w przebraniu idealnym, zbliżył się do niej wtedy — kompletnie go nie poznała. I naprawdę nienawidziła siebie za to, że w tamtej chwili jej pierwszym odruchem była chęć odnalezienia go w tłumie.
Może początkowo zakpiłaby z tego nieznajomego faceta, wykręciłaby się kłamstwem, że jest mężatką, a jej facet łamał nie tylko różdżki, ale też kości. Może okręciłaby go sobie dookoła palca, aby tylko zobaczyć reakcję tego starego idioty. Ale podświadomie czuła, że ostatecznie wzięłaby wtedy Dorę pod rękę i…
— Och, Morpheus! — wyrwało się jej trochę za głośno, więc jakby machinalnie zakryła usta dłonią, lekko pąsowiejąc. Zaraz jednak opanowała się i rumieniec zniknął z jej twarzy. — Myślę, że patrząc na mój obecny stan, to prawie jakbym była u siebie w domu.
Zaraz po rzuceniu komentarza zagestykulowała na kieliszek białego, słodkiego wina w prawej dłoni, a potem machnęła przed twarzą lewą, ukazując w niej prawie dopaloną cynamonową cygaretkę. Wygasiła papierosa w porcelanowej, popękanej popielniczce i, odłożywszy czarkę z alkoholem, przyjęła dłoń szwagra.
— Wybacz, jestem jakoś… wczorajsza, myślę — podzieliła się od razu, kiedy tylko powoli wtoczyli się na parkiet. Nie było tutaj żadnej petardy, zbyt wielu obrotów, a dwójka po prostu kołysała się na boki, czasami przechadzając się parę kroków w bok albo do przodu. Przynajmniej na razie, bo Tessa czuła, że chce się komuś wyspowiadać. A Morpheus Longbottom zdawał się do tej roli jak najbardziej odpowiedni.
— Twój brat jest idiotą — rzuciła w końcu. — ale ty chyba już o tym wiesz. Chcę powiedzieć, że… Że nie wiem, co robić. Kiedy chcę zostawić go w spokoju, to ten sukinsyn sam pcha mi się na koc. Kiedy sama myślę nad… przeprosinami, on jest oziębły, jak pieprzona bryła lodu. Patrzy się wtedy na mnie tymi swoimi głupimi, niebieskimi oczami i czuję się, jak skończona kretynka. Bo nie wiem, co mu powiedzieć. Bo on wygląda, jakby już zapomniał o tym wszystkim, co nas łączyło i—
Merlinie. Nie, nie, nie chciała powiedzieć aż tyle.
Zrobiło się jej najpierw ciepło, a potem wyjątkowo zimno.
— Przepraszam. — Zacisnęła palce na jego ramionach, uśmiechnęła się słabo. — Nie rozmawialiśmy tyle czasu, a ja pierwsze, co robię to paplam ci o Clemensie, jakbyś w ogóle chciał o tym słuchać. Czy zaakceptujesz gałązkę oliwną w postaci prostego: Co u ciebie?
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you