01.08.2024, 07:51 ✶
tańczę z florence
Florence pewnie mogłaby sobie porozmawiać od serca z Eden, jeśli chodziło o to, że Bertie był złym geniuszem chaosu. Osobiście uważał, że obdarzał ludzi radością, dobrą energią no i ekscytacją na temat tego, co uda im się wylosować w opakowaniu fasolek. Za wszelkie nadużycia, konsumpcję nadmiernej ilości tych o smaku skarpet, albo dostania uczulenia nie odpowiadał - tak świadczyła notka na etykiecie każdego opakowania Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta, no i jego adwokat.
Panna Bulstrode oczywiście mogła spróbować być nieco złośliwa w stosunku do niego i pozadawać te swoje pytania, ale prawda była niestety taka, że najpewniej odbiłaby się od niego dokładnie tak samo, jak robiła to Lestrange. Co prawda Eden się odrobinkę powstrzymywała, przez wzgląd na Alastora, ale nie zmieniało to faktu, że Bott wydawał się jakiś absurdalnie odporny na negatywną energię wysyłaną w jego kierunku.
- Ah, rozumiem, rozumiem. Słyszałem, że na jakimś ostatnim weselu, coś tam okropnego się działo. Jakieś zwierzęta? Bójki? Złamane serca? To niekoniecznie moje klimaty, rozumie pani, takie wielkie wydarzenia wysoko urodzonych, ale niezmiernie ciekawi mnie, co tam się w ogóle powydarzało. Zawsze mi się wydawało, że takie mocno dosmaczane drinki to raczej domena organizowanych przez kowen Whitecroft sabatów i to też nie wszystkich, a raczej konkretnych. Całe szczęście, że te tutaj nie są jakieś mocne, ale no to gospodyni by chyba nie była specjalnie zadowolona, gdyby było inaczej - Bertie zaczął swoją przemowę, kiedy Florence skończyła mówić i kontynuował ją, prowadząc swoją partnerkę za innymi parami, a potem już obracając uzdrowicielkę w tańcu. Przez cały ten czas to uśmiechał się do niej, to mówił ni to podekscytowanym, ni to wesołym tonem. - A w sumie mogę zapytać, komu dzisiaj pani towarzyszy? To z czystej ciekawości, bo chyba nie jest pani częstym gościem Longbottomów, mam rację?
Florence pewnie mogłaby sobie porozmawiać od serca z Eden, jeśli chodziło o to, że Bertie był złym geniuszem chaosu. Osobiście uważał, że obdarzał ludzi radością, dobrą energią no i ekscytacją na temat tego, co uda im się wylosować w opakowaniu fasolek. Za wszelkie nadużycia, konsumpcję nadmiernej ilości tych o smaku skarpet, albo dostania uczulenia nie odpowiadał - tak świadczyła notka na etykiecie każdego opakowania Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta, no i jego adwokat.
Panna Bulstrode oczywiście mogła spróbować być nieco złośliwa w stosunku do niego i pozadawać te swoje pytania, ale prawda była niestety taka, że najpewniej odbiłaby się od niego dokładnie tak samo, jak robiła to Lestrange. Co prawda Eden się odrobinkę powstrzymywała, przez wzgląd na Alastora, ale nie zmieniało to faktu, że Bott wydawał się jakiś absurdalnie odporny na negatywną energię wysyłaną w jego kierunku.
- Ah, rozumiem, rozumiem. Słyszałem, że na jakimś ostatnim weselu, coś tam okropnego się działo. Jakieś zwierzęta? Bójki? Złamane serca? To niekoniecznie moje klimaty, rozumie pani, takie wielkie wydarzenia wysoko urodzonych, ale niezmiernie ciekawi mnie, co tam się w ogóle powydarzało. Zawsze mi się wydawało, że takie mocno dosmaczane drinki to raczej domena organizowanych przez kowen Whitecroft sabatów i to też nie wszystkich, a raczej konkretnych. Całe szczęście, że te tutaj nie są jakieś mocne, ale no to gospodyni by chyba nie była specjalnie zadowolona, gdyby było inaczej - Bertie zaczął swoją przemowę, kiedy Florence skończyła mówić i kontynuował ją, prowadząc swoją partnerkę za innymi parami, a potem już obracając uzdrowicielkę w tańcu. Przez cały ten czas to uśmiechał się do niej, to mówił ni to podekscytowanym, ni to wesołym tonem. - A w sumie mogę zapytać, komu dzisiaj pani towarzyszy? To z czystej ciekawości, bo chyba nie jest pani częstym gościem Longbottomów, mam rację?