01.08.2024, 18:17 ✶
Enzo potrzebował chwili, by dostrzec, że Leon nie tylko myje dłonie, ale również opłukuje twarz, a jego krukońskie szaty przybrały odcień gryfońskiej czerwieni. W sekundę pojawił się przy koledze i położył dłoń na jego plecach, zupełnie, jakby spodziewał się, że Leon padnie za chwilę na posadzkę.
- Najpierw musisz dożyć powrotu do domu. - Zmarszczył ciemne brwi. Leon mógł wyczytać z niego emocje, gdy Lorenz nosił je na widoku, łatwe do odczytania dla każdego, kto tylko to potrafił. Intencje szybko się zmieniały, z rozbawienia, chęci przyjacielskiego podokuczania młodszemu uczniowi, do prawdziwej troski i sympatii. - Ja też wracam. Matka nie pozwoliłaby mi zostać w Hogwarcie na święta. - Westchnął, choć nie był z tego powodu do końca niezadowolony. Ferie w szkole mogły być spokojne, ale z pewnością nie ciekawe. Zresztą, musiał spotkać się z matką i ojcem, jak i szerszą rodziną. Mugolskie święta różniły się od tych czarodziejskich, lecz Enzo nie uważał, by były gorsze.
Enzo nie wpisywał się w kanony normalności. Był głośny, wszędzie go było pełno, a mimo to nie miał dość talentu, by wybić się w nauce. Nauczyciele raz po raz karali go na różne sposoby, gdy widzieli odstępstwa od przyjętego statutu, lecz on niewiele sobie z tego robił, wciąż wymyślając coś nowego, co grałoby profesorom na nerwach.
- Nikt ci nie dokucza, co? - Upewnił się jeszcze, przyglądając Krukonowi dokładnie. - Chodź, pójdę z tobą do Wielkiej Sali, sam też chętnie czegoś się napiję. - Zaproponował, lecz nim zebrał się do drogi, wyciągnął różdżkę. - Poczekaj, może nie podpalę ci koszuli. - Ostrzegł z małym rozbawieniem i rzucił zaklęcie. Chłoszczyść nie było trudne i już po chwili wywabione plamy z krwi zaczęły uciekać z materiału. - I już, uśmiechnij się. - Sam rozciągnął kąciki ust, jednocześnie łapiąc za brodę kolegi i kierując jego twarz ku sobie.
- Najpierw musisz dożyć powrotu do domu. - Zmarszczył ciemne brwi. Leon mógł wyczytać z niego emocje, gdy Lorenz nosił je na widoku, łatwe do odczytania dla każdego, kto tylko to potrafił. Intencje szybko się zmieniały, z rozbawienia, chęci przyjacielskiego podokuczania młodszemu uczniowi, do prawdziwej troski i sympatii. - Ja też wracam. Matka nie pozwoliłaby mi zostać w Hogwarcie na święta. - Westchnął, choć nie był z tego powodu do końca niezadowolony. Ferie w szkole mogły być spokojne, ale z pewnością nie ciekawe. Zresztą, musiał spotkać się z matką i ojcem, jak i szerszą rodziną. Mugolskie święta różniły się od tych czarodziejskich, lecz Enzo nie uważał, by były gorsze.
Enzo nie wpisywał się w kanony normalności. Był głośny, wszędzie go było pełno, a mimo to nie miał dość talentu, by wybić się w nauce. Nauczyciele raz po raz karali go na różne sposoby, gdy widzieli odstępstwa od przyjętego statutu, lecz on niewiele sobie z tego robił, wciąż wymyślając coś nowego, co grałoby profesorom na nerwach.
- Nikt ci nie dokucza, co? - Upewnił się jeszcze, przyglądając Krukonowi dokładnie. - Chodź, pójdę z tobą do Wielkiej Sali, sam też chętnie czegoś się napiję. - Zaproponował, lecz nim zebrał się do drogi, wyciągnął różdżkę. - Poczekaj, może nie podpalę ci koszuli. - Ostrzegł z małym rozbawieniem i rzucił zaklęcie. Chłoszczyść nie było trudne i już po chwili wywabione plamy z krwi zaczęły uciekać z materiału. - I już, uśmiechnij się. - Sam rozciągnął kąciki ust, jednocześnie łapiąc za brodę kolegi i kierując jego twarz ku sobie.