01.08.2024, 22:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 22:54 przez Lorien Mulciber.)
"A gdy przyszedł na to czas, przywitał śmierć jak starą przyjaciółkę." Słowa, które każde czystokrwiste dziecko poznawało w pewnym momencie swojego życia. Stara baśń ucząca pokolenia młodych czarodziejów i czarownic, że śmierć była tym co musiało ich spotkać na końcu mostu nad rwącą rzeką. Nawet jeśli w tej jednej podróży nie mógł jej towarzyszyć, teraz pozwoliła bez słowa ucałować swoje dłonie.
Gdyby szukał jej spojrzenia - odnalazł je. Choć równie wycofane co przed chwilą. Niezdradzające nic ponadto co i tak wiedział - kobieta naprawdę chciała mu powiedzieć. Wszystko wytłumaczyć, spróbować uzupełnić kawałki układanki, które przemyślanie wyrzuciła z pudełka gdzieś po drodze. Kiedy jeszcze sądziła, że w odpowiedniej chwili będzie w stanie uciec. Bez listu, bez pożegnania. Po prostu zniknąć i pozwolić by pamięć po Lorien Crouch umarła, jak umrzeć miał jej umysł. I tylko podróżujący przez pustynię Jordanu mogliby dostrzec nocną porą kruczoczarnego ptaka o kobaltowych skrzydłach wpatrującego się z bezmiar gwiazd. Iblis aw Malak?
Ale powiedzieć nie mogła - bo choć czas przepływał między ich splecionymi dłońmi, konsekwencje pewnych decyzji zbierały powoli i nieubłaganie swoje żniwo. A mimo to przecież doskonale wiedzieli, że droga, którą obrali była słuszna.
Zawsze obok, nigdy przy sobie.
Ile trwało to milczenie? Sekundy, minuty? To było nieważne- tkwili zamknięci w jednym punkcie czasowym, podczas gdy świat wędrował dalej. Cofnęła dłonie, gdy wydało się to najbardziej naturalne i niewypowiedziane “przepraszam” spotkało się w połowie drogi z równie bezgłośnym “wybaczam ci.”
Posłusznie, niemal bezwiednie uniosła kieliszek ponownie do ust, próbując doszukać się wszystkich wspomnianych nut. Wsłuchując się w słowa przyjaciela, wypowiadane niemal z nabożną czcią. I gdy tylko jej wzrok padł z powrotem na ustawione na stole butelki - wszystko stało się tak dziecinnie oczywiste. Wino nie było zwyczajnym trunkiem. Było historią, spisaną w smakach i aromatach. Narracją człowieka, który zdawał się kłębić w sobie tyle uczuć, że brakowało mu słów aby wyrazić te najprostsze. Znając tak wiele języków, pozostawał niemową.
Przestała słuchać banialuków o fortepianie, wabiona swoim odkryciem jak ćma do ognia. Wpatrywała się w twarz czarodzieja jakby widziała go po raz pierwszy od niemal ośmiu lat.
- Anthony… Ty kochasz.- To nie było pytanie.- Ty tak okrutnie kochasz.- Szepnęła jeszcze, na chwilę chociaż zapominając o smutku i bólu, które nosiła każdego dnia niczym maskę pośmiertną.
Nie zadawała więcej pytań, bo odpowiedzi na nie, nie mogły być wyszarpniętymi z kontekstu półsłówkami. Nie byli w sądzie, a ona nie była oskarżycielem.
Zamiast tego przesunęła się nieznacznie na swoim miejscu, zsuwając ze stóp szpilki. Poprawiła nerwowym ruchem długą szatę. A potem z jej ust padła jedna, może i ostatnia prośba ją miał usłyszeć przez długi czas.
- Opowiedz mi historię.- Trzy proste słowa.- Ale.- Uniosła do góry palec wskazujący, nie pozwalając mu jeszcze nic powiedzieć. Dając czas na odmowę, jeśli takowej potrzebował. A sobie na wskazanie warunków. Bo te musiały być zawsze.- Wybierz język, którego nie zrozumiem.- Przyciągnęła kolana bliżej siebie, siadając w fotelu znacznie wygodniej. Przytuliła do siebie kieliszek tak okrutnie słodko-gorzkiego wina, dbając by nie rozlać ani kropli.
Lorien nie zależało na słowach. Te były czymś co miała pod ręką każdego dnia. Niekończące się strony wyrazów pozbawionych znaczenia. Obietnic bez pokrycia, przysiąg, które łamano za zamkniętymi drzwiami. Lorien pragnęła oglądać to co sama musiała całe życie tłumić. Chciała emocji. Żywych prawdziwych emocji, które wypełniały tą piękną duszę. Może najpiękniejszą na całym świecie. A przy tym chciała mieć pewność, że bez względu na to co usłyszy, wszystkie tajemnice które chciał ukryć, w ukryciu pozostaną.
Gdyby szukał jej spojrzenia - odnalazł je. Choć równie wycofane co przed chwilą. Niezdradzające nic ponadto co i tak wiedział - kobieta naprawdę chciała mu powiedzieć. Wszystko wytłumaczyć, spróbować uzupełnić kawałki układanki, które przemyślanie wyrzuciła z pudełka gdzieś po drodze. Kiedy jeszcze sądziła, że w odpowiedniej chwili będzie w stanie uciec. Bez listu, bez pożegnania. Po prostu zniknąć i pozwolić by pamięć po Lorien Crouch umarła, jak umrzeć miał jej umysł. I tylko podróżujący przez pustynię Jordanu mogliby dostrzec nocną porą kruczoczarnego ptaka o kobaltowych skrzydłach wpatrującego się z bezmiar gwiazd. Iblis aw Malak?
Ale powiedzieć nie mogła - bo choć czas przepływał między ich splecionymi dłońmi, konsekwencje pewnych decyzji zbierały powoli i nieubłaganie swoje żniwo. A mimo to przecież doskonale wiedzieli, że droga, którą obrali była słuszna.
Zawsze obok, nigdy przy sobie.
Ile trwało to milczenie? Sekundy, minuty? To było nieważne- tkwili zamknięci w jednym punkcie czasowym, podczas gdy świat wędrował dalej. Cofnęła dłonie, gdy wydało się to najbardziej naturalne i niewypowiedziane “przepraszam” spotkało się w połowie drogi z równie bezgłośnym “wybaczam ci.”
Posłusznie, niemal bezwiednie uniosła kieliszek ponownie do ust, próbując doszukać się wszystkich wspomnianych nut. Wsłuchując się w słowa przyjaciela, wypowiadane niemal z nabożną czcią. I gdy tylko jej wzrok padł z powrotem na ustawione na stole butelki - wszystko stało się tak dziecinnie oczywiste. Wino nie było zwyczajnym trunkiem. Było historią, spisaną w smakach i aromatach. Narracją człowieka, który zdawał się kłębić w sobie tyle uczuć, że brakowało mu słów aby wyrazić te najprostsze. Znając tak wiele języków, pozostawał niemową.
Przestała słuchać banialuków o fortepianie, wabiona swoim odkryciem jak ćma do ognia. Wpatrywała się w twarz czarodzieja jakby widziała go po raz pierwszy od niemal ośmiu lat.
- Anthony… Ty kochasz.- To nie było pytanie.- Ty tak okrutnie kochasz.- Szepnęła jeszcze, na chwilę chociaż zapominając o smutku i bólu, które nosiła każdego dnia niczym maskę pośmiertną.
Nie zadawała więcej pytań, bo odpowiedzi na nie, nie mogły być wyszarpniętymi z kontekstu półsłówkami. Nie byli w sądzie, a ona nie była oskarżycielem.
Zamiast tego przesunęła się nieznacznie na swoim miejscu, zsuwając ze stóp szpilki. Poprawiła nerwowym ruchem długą szatę. A potem z jej ust padła jedna, może i ostatnia prośba ją miał usłyszeć przez długi czas.
- Opowiedz mi historię.- Trzy proste słowa.- Ale.- Uniosła do góry palec wskazujący, nie pozwalając mu jeszcze nic powiedzieć. Dając czas na odmowę, jeśli takowej potrzebował. A sobie na wskazanie warunków. Bo te musiały być zawsze.- Wybierz język, którego nie zrozumiem.- Przyciągnęła kolana bliżej siebie, siadając w fotelu znacznie wygodniej. Przytuliła do siebie kieliszek tak okrutnie słodko-gorzkiego wina, dbając by nie rozlać ani kropli.
Lorien nie zależało na słowach. Te były czymś co miała pod ręką każdego dnia. Niekończące się strony wyrazów pozbawionych znaczenia. Obietnic bez pokrycia, przysiąg, które łamano za zamkniętymi drzwiami. Lorien pragnęła oglądać to co sama musiała całe życie tłumić. Chciała emocji. Żywych prawdziwych emocji, które wypełniały tą piękną duszę. Może najpiękniejszą na całym świecie. A przy tym chciała mieć pewność, że bez względu na to co usłyszy, wszystkie tajemnice które chciał ukryć, w ukryciu pozostaną.