To nie było tak, że unikała rozgłosu. Starała się nie zwracać na siebie uwagi. Celine po prostu przebywała na urlopie. Zwyczajnie korzystała z możliwości odpoczynku, który jej się należał. W ostatnich miesiącach dużo podróżowała i jeszcze więcej pracowała. Jak długo można było tak funkcjonować? W pewnym momencie należało powiedzieć stop. Zaczerpnąć powietrza. Zresetować się. Zebrać siły na nowo. Na to miało jej pozwolić to lato.
Wzruszyła ramionami, kiedy Matthias zaproponował jej pierwsze stoisko. Jaka to różnica? Eliksiry, dewocjonalia, stoisko z winem? Tak po prawdzie, to nie sądziła, żeby gdziekolwiek znajdowało się coś, co mogłoby przyciągnąć jej uwagę. Ile jeszcze tutaj zostanie? Dwa stoiska, tylko dwa stoiska. Obiecała sobie w myślach. Robiła to dla ciotki, obiecała jej. Nie mogła tak po prostu dzieciaka wystawić, skoro obiecała się nim zająć.
Nigdy jednak nie mówiła, że spędzi z nim cały wieczór.
Do stoiska kowenu podeszła zaraz za Matthiasem.
- Bonsoir. - również przywitała się po francusku. Miała w zwyczaju wtrącać w tym języku pojedyncze słowa. Przy Matthiasie robiła to częściej niż zwykle, przestawiając się na ojczysty język swojego ojca.
Spojrzała na zaprezentowane przez Sebastiana rzeczy. Na koszulki. Rzeczywiście młodzieżowe. Odpowiednie dla Matthiasa? Pochyliła się nad jedną z nich.
- Mogę? - zapytała co prawda kapłana, ale na odpowiedź już nie zaczekała. Po prostu jedną z nich podniosła. Wybór padł na Lammas '72: Mój pierwszy sabat. Pozwoliła sobie przyłożyć ją do Matthiasa. Zobaczyć czy byłoby mu w takowej do twarzy. - Wydaje się wprost idealna dla takiego sabatowego prawiczka jak Ty. - skomentowała przy tym, już po angielsku. Czy trafnie? Zapewne tylko częściowo. Bo Lammas nie było raczej jego pierwszym sabatem. Natomiast Lammas zorganizowane w Londynie? To już inna para kaloszy.
Chwilę jeszcze się zastanawiała, wreszcie jednak odwracając się w kierunku Sebastiana. Posłała mu uśmiech. Ten wystudiowany uśmiech, który niejednokrotnie można było podziwiać na pierwszych stronach gazet. Tyle tylko, że kiedy spoglądała na ludzi z tych pierwszych stron gazety, to na jej twarzy gościły tony tapety, a usta wydawały się niemalże krwistoczerwone.
- Ile to kosztuje? - zapytała, tym razem zatrzymując na mężczyźnie spojrzenia o tych kilka chwil dłużej. Jakby się nad czymś zastanawiając. Jakiś taki znajomy? Nie zamierzała jednak o nic dopytywać. Gdyby jednak sam Sebastian się zastanowił, mógł ją bez trudu rozpoznać i zapewne miałby tutaj dużo mniej skomplikowane zadanie. W Hogwarcie byli w tym samym domu, tylko Celine była o rok niżej. Później zaś, później... no później to się stała sławna.