Taniec pod tytułem "ja go zmienię" był zazwyczaj śmieszny - i próbował to też przekazać Victorii. Bezskutecznie, ona ciągle miała łuski na swoich oczach. Dodatkowo przysłaniała je powiekami. Firany rzęs tworzyły niezłą kurtynę, na niektóre rzeczy pozwalała spojrzeć z półcieni, a czasami było to bardzo przydatne. Udowadniało, że od niektórych ludzi powinno się trzymać z daleka. Kiedy cienie stawały się głębsze, gdy powoli wygasały światła, ludzie zaczynali czuć się dyskomfortowo. Sauriel wręcz przeciwnie. Jego świat zaczynał się tam, gdzie zaczynało brakować słońca. Gdzie przestawał docierać żar świecy. Drzemał tam - skryty w czerni, otulony nią jak pierzyną. Czy pasował więc do tych marmurów? Na pewno nie pasował do żadnego złota. Nawet biżuteria, którą nosił, była srebrna.
Nawet się nie skrzywił, kiedy jego uczeń drgnął, bo był do tego przyzwyczajony - że ludzie źle znosili jego zimno. Dokładnie tak to zinterpretował. Nie pomyślał nawet o tym, że to widmo słodkiego soku, które mogło się ostać na palcach od nieuważnego trzymania jabłka tak zachwiało komfortem Anthonyego.
Za to zareagował już na ten nagły objaw optymizmu. Uniósł jedną brew, trochę zniesmaczony, bo nie po to tutaj przyszedł, żeby GRAĆ. Przyszedł tu, żeby uczyć. Normalnie podejmował się różnych dziwnych prac, ale z jego norm - ta była najdziwniejsza. Nie nadawał się na nauczyciela - uprzedzał o tym. Nie miał cierpliwości i nie miał tego... niektórzy mają dar przekazywania wiedzy. On mógł ją przekazywać w szorstkiej formie, czasem niezrozumiale, bo miał własną translację tego, jak trzymać palce i jak wygrywać wszystkie nuty. Odsunął się od mężczyzny i obszedł jego fotel, żeby znowu stanąć przy swoim.
- Nuty to nuty. Wszystko zagrasz wszędzie, jeśli masz trochę oleju w głowie i wiesz, co trzymasz w ręce. - Tu klepnął lekko w gryf gitary - tej swojej, która stała oparta o jego fotel. W końcu najlepiej uczyć pokazując, ale wątpił, żeby mężczyzna mógł się nauczyć CZEGOKOLWIEK słuchając Paganiniego czy Beethoveena. Pokręcił głową na wyciągnięty instrument. Ten jego był stary, wysłużony i powinien go wymienić, ale był do niej przywiązany emocjonalnie. Ot - taka słabość. - Gdzie masz kibel. Muszę łapy umyć. - Przecież nie dotknie tak gitary! To byłoby, heh, nieuprzejme...
Wrócił dość szybko. Poruszając się zupełnie bezszelestnie - nawet pomimo tego, że był całkiem sporym kawałem chłopa w ciężkich butach. Ale nawet jego ubranie nie chciało szeleścić w naturalnych dźwiękach wieczoru - śpiewających koników polnych i odległych pohukiwaniach sowy. Opadł na fotel - już całkiem głośno i wziął gitarę. Zaczął ją nastrajać, przygotowywać.
I zaraz jego palce zaczęły przebiegać po strunach.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.