11.01.2023, 15:32 ✶
- Więc jak to świadczy o mnie? – przekrzywiła głowę i spojrzała na Sauriela. Jasne, pasowało mu do narracji, więc przyjął, że jest wyrzutkiem i pechowcem. Ale Victoria nie była wyrzutkiem. Pechowcem… Też by siebie nie nazwała. Może nie wszystko szło w jej życiu tak, jakby mogła sobie tego życzyć, ale tak ogólnie, to była… nawet zadowolona. CHciała tym krótkim pytaniem przypomnieć mu, że ona też ma różdżkę z tego p e c h o w e g o drewna i może pora zmienić swoją perspektywę. - Myślałam… Ale jak mówiłam nie bardzo się na tym znam. Wydaje mi się, że po prostu wyczuwają naturalne predyspozycje czarodzieja i jego… nie wiem co. Charakter? – ostatecznie wzruszyła ramionami. Nie zmieniało to faktu, że była JESZCZE BARDZIEJ zaintrygowana Saurielem, teraz tak już całkiem. Bo fakt, że wybrały je praktycznie takie same różdżki wiele mówił. Mogli być całkowicie od siebie różni, ale coś jednak musieli mieć ze sobą wspólnego. Coś na tyle mocnego, że mogli sobie tutaj teraz stać i się dziwić w najlepsze. - A nie po prostu kombinacja wzrostu i czegoś tam coś? – spojrzała na niego z uniesionymi brwiami. Niech sobie nie myśli – bo co, ma dłuższą, znaczy że wygrał? Ha! Połamane różdżki to jedno. Tak to sobie łatwo można było usmażyć tyłek. Najwyraźniej Sauriel nauczył się tego na swoich błędach. Fergus Ollivander, tak? Tak wywnioskowała z tej rozmowy. Nie bardzo go kojarzyła, za to potwierdziło się, że Sauriel nie był zbyt pilnym uczniem. A mimo to wybrała go taka a nie inna różdżka. Fascynujący przypadek.
- Co? Czemu śmieszne – Victoria zmarszczyła brwi – no zapytał to mu przecież odpowiedziała. Chociaż gdyby się zastanowić… Gdyby to ona powiedziała pierwsza a potem usłyszała jego odpowiedź, to pewnie też uznałaby, że stroi sobie z niej żarty. No bo jak to tak… Jak?
Nie zamierzała zostać w tyle. Przyspieszyła więc nieco kroku, by go dogonić i na nowo się skupiła, odrzucając na bok chwilowe zmęczenie po łamaniu pułapki, w którą wpadli. Pewniej złapała w dłoni swoją własną różdżkę i popatrzyła na klapę, która za chwilę została otworzona przez Sauriela. Kiwnęła do niego głową w odpowiedzi i odsunęła się na krok do tyłu, dając mu przestrzeń. Śmiesznie to musiało wyglądać… Facet w garniaku, trochę zakurzonym, właśnie podciągający się o sufit. Victoria niewiele widziała. Właściwie to nic, kiedy Sauriel zgasił światło (i ona również to zrobiła). Pewniej złapała za swoją różdżkę i starała się oddychać jak najciszej i nasłuchiwać.
- Co? Czemu śmieszne – Victoria zmarszczyła brwi – no zapytał to mu przecież odpowiedziała. Chociaż gdyby się zastanowić… Gdyby to ona powiedziała pierwsza a potem usłyszała jego odpowiedź, to pewnie też uznałaby, że stroi sobie z niej żarty. No bo jak to tak… Jak?
Nie zamierzała zostać w tyle. Przyspieszyła więc nieco kroku, by go dogonić i na nowo się skupiła, odrzucając na bok chwilowe zmęczenie po łamaniu pułapki, w którą wpadli. Pewniej złapała w dłoni swoją własną różdżkę i popatrzyła na klapę, która za chwilę została otworzona przez Sauriela. Kiwnęła do niego głową w odpowiedzi i odsunęła się na krok do tyłu, dając mu przestrzeń. Śmiesznie to musiało wyglądać… Facet w garniaku, trochę zakurzonym, właśnie podciągający się o sufit. Victoria niewiele widziała. Właściwie to nic, kiedy Sauriel zgasił światło (i ona również to zrobiła). Pewniej złapała za swoją różdżkę i starała się oddychać jak najciszej i nasłuchiwać.