03.08.2024, 13:35 ✶
- Mam nadzieję, że nie. Szkoda byłoby stracić cię tak wcześnie. - Enzo nie wahał się pomagać przyjaciołom, czy w zasadzie każdemu, kto pomocy potrzebował. Choć pochodził z mugolskiej rodziny i przez to czasem jemu samemu się obrywało, gdy czystokrwiści uczniowie brutalnie wyrażali swój sprzeciw dla rozcieńczania czarodziejskiej krwi, to nigdy nie stracił wiary w ludzi, jak również chęci do niesienia pomocy, nawet jeśli miałoby to być zwykłe poklepanie po plecach. Na słodki uśmiech Bletchleya odpowiedział swoim własnym. - Och, tak jest o wiele lepiej. - Pochwalił krótko.
Pozostanie na święta w szkole zawsze było kuszące, Lorenz wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Z rodzicami w czasie roku szkolnego miał sporadyczny kontakt, gdy oboje mieli obawy przed używaniem sowiej poczty i nie zapuszczali się do magicznych dzielnic sami, zaś z mugolskimi listami były problemy, tak w szkole, jak i okolicach. Remington próbował nawet odkryć sposób na używanie telefonu, lecz jego próby szybko spełzły na niczym. Jedynym kontaktem z matką i ojcem były listy, które sam wysyłał i dostawał odpowiedź za pośrednictwem tego samego ptaka.
- Uczta pożegnalna też jest niczego sobie i przynajmniej wszyscy uczniowie są na niej obecni. - Zauważył. - Niewiele osób zostaje w zamku podczas przerwy. To musi być całkiem kameralne grono.
Rozmowa o świętach nie była jednak tak interesująca, jak to, co działo się z Leonem. Po opanowaniu kataklizmu, obaj mogli oddać się przyjemnościom, bo do tego Enzo zaliczał objęcie, którym uraczył go kolega. Sam opuścił dłonie, by ułożyć je w dole pleców Leona, nieco za wysoko, by było to niestosowne, nieco za nisko, by uznać za normalne dla przyjaciół. Nachylając się do przytulenia, musnął wargami policzek drugiego ucznia, tak lekko, jakby ten gest był zupełnie przypadkowy.
- A do kogo ci bliżej? Do której księżniczki? - Zapytał dla żartów. - Musisz być księżniczką, skoro ja jestem rycerzem.
Pozostanie na święta w szkole zawsze było kuszące, Lorenz wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Z rodzicami w czasie roku szkolnego miał sporadyczny kontakt, gdy oboje mieli obawy przed używaniem sowiej poczty i nie zapuszczali się do magicznych dzielnic sami, zaś z mugolskimi listami były problemy, tak w szkole, jak i okolicach. Remington próbował nawet odkryć sposób na używanie telefonu, lecz jego próby szybko spełzły na niczym. Jedynym kontaktem z matką i ojcem były listy, które sam wysyłał i dostawał odpowiedź za pośrednictwem tego samego ptaka.
- Uczta pożegnalna też jest niczego sobie i przynajmniej wszyscy uczniowie są na niej obecni. - Zauważył. - Niewiele osób zostaje w zamku podczas przerwy. To musi być całkiem kameralne grono.
Rozmowa o świętach nie była jednak tak interesująca, jak to, co działo się z Leonem. Po opanowaniu kataklizmu, obaj mogli oddać się przyjemnościom, bo do tego Enzo zaliczał objęcie, którym uraczył go kolega. Sam opuścił dłonie, by ułożyć je w dole pleców Leona, nieco za wysoko, by było to niestosowne, nieco za nisko, by uznać za normalne dla przyjaciół. Nachylając się do przytulenia, musnął wargami policzek drugiego ucznia, tak lekko, jakby ten gest był zupełnie przypadkowy.
- A do kogo ci bliżej? Do której księżniczki? - Zapytał dla żartów. - Musisz być księżniczką, skoro ja jestem rycerzem.