03.08.2024, 22:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2024, 22:38 przez Quintessa Longbottom.)
Tańczę z Morpheusem, nadal, owszem!
Tessa zawsze miała pewnego rodzaju słabość do Morpheusa Longbottoma.
Nie chodziło tutaj, jednak, o nic zabarwionego jakimkolwiek podtekstem, bo znała go od… dziecka.
Kiedy Clemens po raz pierwszy zaprosił ją do siebie do domu uderzyło ją jedno — jak bardzo ciepła i przystępna wydawała się Warownia. Posiadłość nie była tylko i wyłącznie wielka od zewnątrz, bo w środku sprawiała jeszcze lepsze wrażenie. Nie chodziło jednak o bogatość wnętrza czy niekończące się pokoje gościnne (choć ona i tak ostatecznie zawsze zabierała swoją poduszkę i przemykała się do pokoju Woody’ego), a bardziej o obecność rodziny.
Po śmierci matki jej dom wydawał się pusty. Martwy.
Tutaj pełno było tych ludzi; nie dało się nawet wyjść na spokojnie do toalety, bo ledwo co przekręciło się zamek, to zaraz ktoś stał ci pod drzwiami i pytał kiedy wyjdziesz. Kimś takim był właśnie Morpheus.
Ten sam chłopak, którego wyciągnęła na parkiet na swoim weselu, kiedy tylko odstawiła Clemensa na bok. Ten sam dzieciak, z którym siedziała pod jabłonią w ogrodach Warowni i opowiadał jej o tym, co dzieje się w szkole. Ten sam młody mężczyzna, który pomagał im tapetować pokój dla dziecka. Ten sam facet, z którym teraz powoli kręciła się na piasku, szeptając do siebie ciche wyznania i nawzajem wyciągając drzazgi z serc.
— Zazdrosny? — powtórzyła trochę głośniej niż zamierzała i zrazu zniżyła głos. Rozejrzała się dookoła, nie wiadomo czy szukając Isaaca, czy bardziej byłego męża. Coś jednak jakby ukłuło ją w policzek; coś sprawiło, że jej usta powoli i systematycznie — i oczywiście, wbrew sobie — wykrzywiły się w odrobinę zadowolony uśmieszek. — Stary idiota…
Czyżby była z tego powodu kontent? Nie. Ani trochę.
Zaraz potem Clemens wyparował z jej myśli. Martwiła się o szwagra. Chciała mu pomóc.
Dlatego przesunęła palce z ramienia Morpheusa na jego policzek. Przejechała opuszkami po nieogolonym licu, ale nie zdobyła się na uszczypnięcie go, tak, jak zrobiła to wcześniej z Bagshotem. Tutaj nie była już poczciwą, lekko zdziwaczałą ciotką, a bardziej siostrą. Lubiła dokuczać młodemu Longbottomowi, ale teraz czuła, że było to zwyczajnie nie na miejscu. Wróciła dłonią na jego barki.
— Kochany… jesteśmy w tym razem, najwyraźniej. — Uśmiechnęła się do niego. Tym razem jakby smutno, a melancholia i współczucie trzymały się kącików jej oczu, zmuszając ją do prędkiego zamrugania. — Proszę, powiedz mi, czy mogę ci jakoś pomóc? Ulżyć? Zawsze możemy przypadkiem podpalić czyjś dom. Ewentualnie możesz mi o tym po prostu opowiedzieć.
Teraz to ona przejęła stery i okręciła mężczyzną kilka razy dookoła własnej osi.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you