03.08.2024, 23:42 ✶
- Tak, tak. Weselu państwa Black - zapewnił ją szybko, żeby nie miała ani grama wątpliwości, kogo właśnie obgadywali. Wesela to były takie specyficzne miejsca, gdzie niby wszyscy się bawili, ale z drugiej strony to bardzo łatwo było o jakieś nieporozumienia. A to tutaj ktoś z kimś źle zatańczył, a to ktoś krzywo spojrzał albo znowu zbyt przyjemnie. Może aura miłości pary młodej się tak udzielała weselnikom. Bertie w sumie najbardziej w weselach lubił te wiejskie, gdzie na łonie natury można było balować jak nigdzie indziej. Te ładne, porządnych rodzin, były dla niego odrobinkę zbyt sztywne, no i nie zawsze mógł być na nie zaproszony, bo może i uśmiechał się przyjemnie do ludzi z etykiety fasolek, ale nie rekompensowało to jego brudnego statusu krwi.
- O, a wie pani jakie to było zwierzę? Znaczy rozumiem, że nieznane i dziwne, ale jak wyglądało? Widzi pani, może i zajmuję się cukiernictwem, ale zwierzęta to takie moje hobby. Może bym znał?
- Zapewniam, proszę się nie martwić, takie żarty nie są w stylu Longbottomów. Oh, to bardzo piękna znajomość, skoro od czasów Hogwartu pozostała niezmienna. Ravenclaw, zawsze chciałem do niego należeć, ale Tiara Przydziału wybrała dla mnie Hufflepuff. Może stąd to zamiłowanie do gotowania, bo mieliśmy tak blisko do kuchni - Bott zaśmiał się lekko, kołysząc się z Florence w rytm muzyki, ale stawiał raczej na łagodne ruchy, nie chcąc nią miotać na prawo i lewo. - Czasem odnoszę wrażenie, że organizatorzy ze wszystkimi się przyjaźnią. Ale ja akurat mieszkam w Dolinie od... już nawet nie pamiętam kiedy, to już kawał czasu, ale wystarczający by poznać sąsiadów czy ich przyjaciół. Wolę myśleć, że w pierwszej kolejności jestem właśnie sąsiadem i przyjacielem, a dopiero potem twórcą fasolek. A pani czym się zajmuje, jeśli można zapytać?
- O, a wie pani jakie to było zwierzę? Znaczy rozumiem, że nieznane i dziwne, ale jak wyglądało? Widzi pani, może i zajmuję się cukiernictwem, ale zwierzęta to takie moje hobby. Może bym znał?
- Zapewniam, proszę się nie martwić, takie żarty nie są w stylu Longbottomów. Oh, to bardzo piękna znajomość, skoro od czasów Hogwartu pozostała niezmienna. Ravenclaw, zawsze chciałem do niego należeć, ale Tiara Przydziału wybrała dla mnie Hufflepuff. Może stąd to zamiłowanie do gotowania, bo mieliśmy tak blisko do kuchni - Bott zaśmiał się lekko, kołysząc się z Florence w rytm muzyki, ale stawiał raczej na łagodne ruchy, nie chcąc nią miotać na prawo i lewo. - Czasem odnoszę wrażenie, że organizatorzy ze wszystkimi się przyjaźnią. Ale ja akurat mieszkam w Dolinie od... już nawet nie pamiętam kiedy, to już kawał czasu, ale wystarczający by poznać sąsiadów czy ich przyjaciół. Wolę myśleć, że w pierwszej kolejności jestem właśnie sąsiadem i przyjacielem, a dopiero potem twórcą fasolek. A pani czym się zajmuje, jeśli można zapytać?