03.08.2024, 23:44 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję stoisko.
Neil Enfer
Skinął niespiesznie głową, walcząc sam ze sobą, aby nie przeprowadzić tu i teraz rozległej prezentacji na temat historii kowenu, jak i znaczenia Matki w kulcie religijnym w Wielkiej Brytanii, jak i za jej granicami. Każdy czarodziej nieco inaczej interpretował dzieło stworzenia Matki Ziemi, tak jak każdy człowiek postrzegał świat z konkretnej - swojej - perspektywy. I chociaż koweny często różniły się od siebie, a na kontynencie mogły istnieć odłamy, które utożsamiały symbole Matki z innymi bóstwami, tak tutaj była to kobieta. I wątpił, aby w praktykach kowenu nagle znalazło się miejsce na tak drastyczną modyfikację, jak utożsamienie natury z mężczyzną. Zwłaszcza tych bardziej konserwatywnych.
— Owszem — odparł twierdząco na pytanie chłopaka. — Jest Matką tego świata, powołała do życia nas, jak i naturę wokół nas. Dba o nas, ale szanuje naszą niezależność, pozwalając nam zgłębiać tajemnice jej stworzenia i wysnucie własnych wniosków. Jest z nami podczas spaceru po lesie, przygotowywania eliksirów z naturalnych składników, a nawet w samej magii przez potęgę żywiołów. Wieczna towarzyszka, która na każdym kroku pokazuje nam cuda, jakie mamy na wyciągnięcie ręki.
Nie widział dużego sensu w zanudzaniu chłopaka opowieścią o wieloletnich badaniach, sesjach medytacyjnych, opowieściach o błogosławieństwach i usłyszeniu głosu bogini przez jej najwierniejsze sługi. Część z tych aspektów na pewno sprawiłoby, że powieki chłopaka zaczęłyby się same zamykać, a drugie... Cóż, trafiały przede wszystkim do tych najbardziej uduchowionych i obeznanych w temacie. Poza tym, lekcja religii w chaosie kiermaszu, gdzie ich wymianie zdań towarzyszył szum dochodzący z sąsiednich stoisk, raczej nie wniosłaby za dużo do życia młodego chłopaka.
Cathal Shafiq
— Wygląda na to, że wiesz więcej na temat mojej przyszłości niż ja, mój obecny przełożony i obecny arcykapłan — rzucił z przekąsem, racząc Shafiqa komentarzem w dosyć sarkastycznym tonie. — Ale tak, jeśli przyjdzie co do czego... Będę krzewić religię Pani Księżyca. Przede wszystkim będę starał się trafić do serc, które nie zaznały do tej pory żaru jej miłości lub odwrócili się od niej z własnej ignorancji.
Do niedawna był całkiem szczęśliwy w Ministerstwie Magii, jednak wydarzenia ostatnich miesięcy... Atak na Beltane, skomplikowana współpraca między departamentami, opieszałość jego braci w wierze, incydent w trakcie wieczornych obchodów na Lithcie, Zimni...
To wszystko dobitnie pokazywało mu, jak bardzo ludzie potrzebowali kogoś, kto ich poprowadzi. Kto wskaże im drogę. Wprawdzie nie marzyło mu się stanięcie na czele armii, ale każdy czasem potrzebował wsparcia. Osobistego. Nie takiego od rodziny, przyjaciół czy ulubionej książki. Od czegoś większego od siebie. Czegoś dającego nadzieję. Matka świetnie wypełniała tę lukę.
— Byłem pewny, że już dawno poradziliście sobie z tą pętlą czasu. — Zmarszczył czoło na wzmiankę o duchu patrolującym mury. To go nieco martwiło. Sądził, że skoro był to jeden z pierwszych tropów na jakie natknęła się ekipa archeologiczna mężczyzny, to stanie się ona ich priorytetem. — Wygląda na to, że faktycznie będę musiał rozważyć wycieczkę do was... Może tym razem obędzie się bez przedzierania się przez podziemne tunele.
Wykonał jeden z gestów poznanych w kowenie w ramach ostatecznego pozdrowienia Cathala, gdy ten zdecydował się zakończyć ich pogawędkę i ruszyć w dalszą podróż. Nie był tym zbytnio zdziwiony. Wprawdzie nie wiedział, ile czasu czarodziej spędził na kiermaszu, tak... Obchody powoli dobiegały końca. Jeśli chciał załapać się jeszcze na jakieś zakupy i skorzystanie z lokalnych atrakcji, to po prostu musiał się pospieszyć.
Matthias Delacour + Celine Delacour
Mmm… Sami poligloci, pomyślał przelotnie, gdy kobieta powitała go w języku francuskim. Brakowało do tego wszystkiego jeszcze stadka Shafiqów ze swoim darem do języków obcych i paru Bagshotów, którzy przez dosyć częste w rodzinie zamiłowanie do poznawania historii czarodziejów zaznajamiali się z paroma zapomnianymi dialektami. Sebastian uśmiechnął się do siebie niemrawo, wyobrażając sobie wielojęzykową mszę w głównej siedzibie kowenu.
— Jeśli weźmiecie dwie, to wyjdzie taniej — odparł z niewinną miną, chwilę później dyktując i tak dosyć niską cenę.
Drgnął nieznacznie na słowo prawiczek, które zatańczyło na ustach Celine, jednak darował sobie jakąkolwiek uwagę, postanawiając po prostu trzymać się z daleka od tej dyskusji. Gdyby włączył się do rozmowy, mógłby niepotrzebnie zniechęcić do siebie jedno z rozmówców. A przecież dzisiaj zależało mu przede wszystkim na tym, aby ze stoiska kowenu zeszło jak najwięcej towaru, czyż nie?
— Mówią, że francuski to język miłości. Może ta koszulka Believer, to faktycznie jakiś znak — napomknął, wygładzając poły swojej odświętnej szaty.