04.08.2024, 23:08 ✶
- Nigdzie cię nie puszczę, więc nigdzie nie idziesz. - Potwierdził Enzo, przyciskając go do siebie nieco mocniej, wierząc, że Leon ma przed sobą długie i dostatnie życie. Śmierć w takim wieku nie była mu pisana i mógł to stwierdzić nawet nie mając talentu do jasnowidzenia i wróżenia! Nie znał szczegółów przypadłości kolegi, ale zasłabnięcie czy krwotok z nosa nie były przecież zagrażające życiu. - Mam co do ciebie jeszcze zbyt wiele planów.
Temat ferii zimowych nie był interesujący, ale stanowił dobry punkt zaczepienie dla ich małej wymiany zdań. Wszystko, co należało powiedzieć, zostało powiedziane: obaj wracali do domu, by spędzić przerwę świąteczną w gronie najbliższych i przez to przegapią uroczystości w Hogwarcie. Wiele i zarazem niewiele do stracenia.
- To tak tęsknisz za szkołą, czy za kolegami? - Lorenz pociągnął temat uczty powitalnej i miał na myśli, rzecz jasna, tylko siebie, lecz nie powiedział tego wprost. On był tym, za którym inni uczniowie wzdychali z tęsknotą podczas wakacji, nie było innej możliwości! Był popularny i chociaż wielu uznawało go za równie interesującego, co irytującego, nie dało się ukryć, że nazwisko Remington odbijało się echem po szkolnych korytarzach. - Mi została jeszcze tylko jedna taka uczta po wakacjach. - Przypomniał. Koniec szkoły zbliżał się nieubłaganie i chociaż Enzo nie sądził, by był to definitywny koniec jego edukacji, z pewnością będzie to miało bardzo emocjonalny wydźwięk, zważając na to, że Hogwart był jego życiem przez ostatnie lata. Powrót do domu rodzinnego na stałe równał się powrotowi do mugolskiego świata, a było to coś, czego Enzo nie zamierzał tolerować. Matka będzie musiała przekonać się do magii, czy tego chciała, czy nie. Drugą wielką zmianą było pozostawienie za sobą znajomych z młodszych roczników.
Uderzenie w ramię było niespodziewane i Enzo wziął je początkowo za upomnienie, aby unieść nieco ręce, co też zrobił, przesuwając je na łopatki kolegi. To, co zrobił Leon, dowiodło jednak, że zupełnie źle odczytał jego intencje. Złączenie ust uznał za swego rodzaju pozwolenie, zachętę, z której natychmiast zamierzał skorzystać. Pchnął Leona tak, by ten mógł trafić plecami na jedną z umywalek, i pogłębił pocałunek, ręce znów przesuwając o wiele niżej.
- Ktoś może nas nakryć. - Przypomniał między pocałunkami, lecz nie przestał. - Chodź... chodź do kabiny.
Przypomniał sobie, że przyszedł do łazienki za potrzebą.
Temat ferii zimowych nie był interesujący, ale stanowił dobry punkt zaczepienie dla ich małej wymiany zdań. Wszystko, co należało powiedzieć, zostało powiedziane: obaj wracali do domu, by spędzić przerwę świąteczną w gronie najbliższych i przez to przegapią uroczystości w Hogwarcie. Wiele i zarazem niewiele do stracenia.
- To tak tęsknisz za szkołą, czy za kolegami? - Lorenz pociągnął temat uczty powitalnej i miał na myśli, rzecz jasna, tylko siebie, lecz nie powiedział tego wprost. On był tym, za którym inni uczniowie wzdychali z tęsknotą podczas wakacji, nie było innej możliwości! Był popularny i chociaż wielu uznawało go za równie interesującego, co irytującego, nie dało się ukryć, że nazwisko Remington odbijało się echem po szkolnych korytarzach. - Mi została jeszcze tylko jedna taka uczta po wakacjach. - Przypomniał. Koniec szkoły zbliżał się nieubłaganie i chociaż Enzo nie sądził, by był to definitywny koniec jego edukacji, z pewnością będzie to miało bardzo emocjonalny wydźwięk, zważając na to, że Hogwart był jego życiem przez ostatnie lata. Powrót do domu rodzinnego na stałe równał się powrotowi do mugolskiego świata, a było to coś, czego Enzo nie zamierzał tolerować. Matka będzie musiała przekonać się do magii, czy tego chciała, czy nie. Drugą wielką zmianą było pozostawienie za sobą znajomych z młodszych roczników.
Uderzenie w ramię było niespodziewane i Enzo wziął je początkowo za upomnienie, aby unieść nieco ręce, co też zrobił, przesuwając je na łopatki kolegi. To, co zrobił Leon, dowiodło jednak, że zupełnie źle odczytał jego intencje. Złączenie ust uznał za swego rodzaju pozwolenie, zachętę, z której natychmiast zamierzał skorzystać. Pchnął Leona tak, by ten mógł trafić plecami na jedną z umywalek, i pogłębił pocałunek, ręce znów przesuwając o wiele niżej.
- Ktoś może nas nakryć. - Przypomniał między pocałunkami, lecz nie przestał. - Chodź... chodź do kabiny.
Przypomniał sobie, że przyszedł do łazienki za potrzebą.