04.08.2024, 23:18 ✶
Magiczne Różności
Znęcam się nad Anthony'm; przysłuchuję przez chwilę dramie z udziałem Penny; kontroluję czy drużyna jest w komplecie. Więcej grzechów nie pamiętam.
Znęcam się nad Anthony'm; przysłuchuję przez chwilę dramie z udziałem Penny; kontroluję czy drużyna jest w komplecie. Więcej grzechów nie pamiętam.
- Nie wiesz tego ode mnie Antonio, ale ptaszki ćwierkają, że pewne panny z Biura Kontroli wodzą za tobą wzrokiem… I chyba nie zwracają uwagi na przepaść pokoleniową.- Parsknęła cichym śmiechem. Powoli zdawała się odzyskiwać dobry humor po całej tej maskaradzie jakiej była świadkiem przy stoisku. A przynajmniej takie pozory sprawiała.
Przesunęła opuszkami palców tuż nad stalowym sygnetem zdobiącym jego palec, ale nie odezwała się ani słowem na jego temat. Nie pytała. Pozwalała tej zakazanej tajemnicy pozostać nią tak długo jak życzył sobie właściciel.
Uwagę czarownicy na moment całkowicie pochłonęło to co działo się tuż obok. Bo do rudej, krzyczącej panny dołączył ktoś jeszcze. Nie mogła powiedzieć, żeby darzyła albo i nie darzyła Tristana jakimiś głębszymi uczuciami z czasów, gdy pracował w Departamencie. Ale to co się wydarzyło w grudniu było… po prostu przerażające. Jedna z tych historii, których zmuszeni byli słuchać coraz więcej.
- Nie żebym był jakimś prawnym ekspertem…- Usłyszała jeszcze zanim zaczęła się wyjątkowo otwarcie przysłuchiwać całej rozmowie. Bo po tym jakże szczerym zapewnieniu… tego kogoś… nastąpiło słynne "ale"i cały wywód.
- Interesujące.- Wymamrotała pod nosem, mrużąc w zainteresowaniu powieki. Stanley (skryty oczywiście za swoją nową twarzą, której Lorien nie rozpracowała, bo i jak?) mógł się w tym momencie poczuć wyjątkowo uważnie przez czarownicę obserwowany.
Już otwierała usta, żeby wtrącić swoje pięć sykli w sprawie, ale jej uwagę skutecznie odciągnęła panna Quirke ze swoim pytaniem. I takim oto sposobem pani Mulciber kompletnie przestała się interesować dramą rozgrywającą się tuż obok. Chciała tylko zrobić zakupy i iść w swoją stronę. Zresztą robiło się już późno.
- Wyroby są… Przeurocze.- Stwierdziła. Chociaż dłonie czarownicy zdobiły już setki, jak nie tysiące galeonów w postaci (wyjątkowo okrojonej jak na możliwości Lorien) kolekcji błyskotek, ta zdawała się ze szczerym zainteresowaniem oglądać ofertę stoiska. Biżuteria pozwalała na zamknięcie w sobie wspomnień, a te kobieta ceniła bardziej niż pieniądze. Skinęła lekko głową, gdy Anthony złożył zamówienie. - Eliksir wiggenowy… Tak, ja też wezmę z dwie fiolki.- W przeciwieństwie do swojego towarzysza nie miała żadnych wyjątkowych wskazań co do noszenia buteleczek. Od czego były kobiece torebki i zaklęcie zmniejszające?- Robert się nie najlepiej czuje.- Z jakiegoś powodu poczuła potrzebę wytłumaczenia się z zakupów. Niekoniecznie przed rudowłosą po drugiej stronie lady.
Nie przerywała w między czasie nakładania na palce Anthony’ego kolejnych pierścionków i sygnetów, każdy krytycznie oceniając i porównując do tego, który wybrała dla siebie – aktualnie zdobiącego jej mały palec smukłego pierścionka układającego się w kształt liści laurowych. Bez oczka. Shafiq był wyjątkowo cierpliwym modelem, ale z drugiej strony nie bardzo miał dokąd uciec. Lorien skutecznie unieruchomiła go w miejscu, trzymając za nadgarstek.- Sama nie wiem… Może ten?- Wskazała na podobny, który nasunęła mu na kciuk.
Dopiero teraz obróciła się w stronę reszty gromadki – trochę jak kwoka, która co jakiś czas musi przeliczyć swoje pisklaki. Jonathan zajmował się Lyssą. Anthony był przy niej. Wszystko się zgadzało, nie zgubili nikogo po drodze. Czy czuła się minimalnie winna, że nie poświęca dziewczynie tyle uwagi? Może. Ale na szczęście Selwyn najwyraźniej uznał za stosowne zabawiać młodą damę.
Zaśmiała się natomiast serdecznie słysząc pomysł z łucznictwem.
- Przepraszam… Miałabym być tym ptaszkiem, którego byście próbowali ustrzelić? Obawiam się, że nawet jakbym wam dała fory, to trafienie wilgowrona jest... niełatwe. Spróbujcie może od bażantów?- Pokręciła tylko z niedowierzaniem głową. Ona i sport jakikolwiek! Szaleńczy pomysł.