Wywłoko?! Okrutna wywłoko?! Niewiele więcej do jej główki dotarło. I cóż... jeśli po czymś takim, ktoś naprawdę uważał, że Penny się uspokoi, musiał mieć coś nie tak z własną głową. Już wcześniej była na nich cięta, ale teraz... teraz, kiedy nie szło załatwić tego po dobroci, w sposób który zadowoliłby wszystkich... no nie odpuści zbyt łatwo, to było pewne.
Nie zdążyła zaatakować notesem Tristana. Ten został jej zabrany, przez Olivie, która następnie zdzieliła ją nim po głowie. Typowy notes, na szczęście w miękkiej okładce, nie mógł jej zrobić krzywdy, ale i tak zdarzenie nie było z tych przyjemnych. Trochę zabolało. Zaskoczyło. Z pewnym niedowierzaniem odmalowanym nagle na twarzy spojrzała na tą cholerną straganiare. Prawa dłoń powędrowała w kierunku miejsca, które oberwało. Palce zbadały okolice, prześlizgnęły się po niej.
- Jesteś wariatką! Pierdoloną wariatką! - wrzasnęła, nie będąc przy tym nawet odrobinę cichszą od Olivii. No cóż. O tym, kto był tutaj wariatką, to można było dyskutować. A może wręcz przeciwnie, dyskutować nie trzeba było wcale? Też możliwe. Wysoce prawdopodobne. Pewne rzeczy widać było bowiem jak na dłoni.
Interwencja Stanleya... znaczy się Matthew... tak, coś tam zarejestrowała. Coś tam jej zabrzęczało w uchu. Zarazem nie do końca do niej dotarło, bo Penny nie słuchała. Wkurwiona, urażona, przecież nazwala ją wywłoką! I to jeszcze ona. Ta paskudna straganiara bezczelnie wprowadzająca w błąd klientów. Olivia miała naprawdę dużo szczęścia, że oddzielało je od siebie stoisko, bo rzuciłaby się jej do oczu. Szarpnęła porządnie za te rude kudły. Należało jej się. Przecież to jasne jak słońce, że należało jej się, żeby za to oberwać.
Kiedy oderwała dłoń od miejsca na głowie, w które oberwała notesem, nie zastanawiała się długo. Chociaż Tristan postanowił złapać Olivie i od wszystkiego odciągnąć, ona, Penny, nie miała zamiaru odpuszczać. O nie. Co to, to nie. Nie tym cholernym razem. Nie zwracając uwagi na to, że tuż przed nią było sporo przedmiotów, stał również stół, starała się jakoś kobietę dorwać. A że coś po drodze przewróciła, popchnęła? No przecież to nie miało teraz znaczenia. Żadnego znaczenia.
Rzuciła się więc przez ten cholerny stół, a może nawet bardziej na ten stół, wyciągając ręce w kierunku głowy Olivii, jej włosów. Starała się złapać ją za te kudły i za nie pociągnąć. Tak porządnie pociągnąć, raz i drugi.
- Nie będziesz mnie tutaj obrażać, Ty straganiaro przebrzydła! - wrzeszczała przy tym, kontynuując przedstawienie i wydawało się, że mając w kompletnym poważaniu to, ile osób wszystko oglądało. Co za różnica? A z resztą... niech się dowiedzą co to za ludzie prowadzili ten interes. - Ty oszustko! Kłamczucho! - dorzuciła, całkiem świadoma tego, co robi. Nie było to przypadkowe, choć oczywiście miało miejsce pod wpływem emocji.
Rzuty na doskoczenie do Olivii oraz szarpnięcie jej raz i drugi za te rude kudły
Sukces!
Sukces!