Nie zdoławszy dotrzeć do swojej przyjaciółki, Leon spochmurniał i ciężko westchnął. Była to Olivia, której nie znał. Nie twierdził, że ta kobieta postępowała właściwie. Naprawdę przemoc nie stanowiła rozwiązania. Jego przyjaciółka nie powinna zniżać się do poziomu tamtej kobiety. Pozostawało mieć nadzieję, że chłopak Olivii zdoła uspokoić swoją dziewczynę i nie dojdzie do kolejnych bezsensownych aktów przemocy między nimi. Zawsze istniała szansa, że to zwróciłoby się przeciwko niemu - gdyby nadal próbował uspokoić Olivię to ona mogłaby się zwrócić do niego agresywnie - na to akurat nie zasłużył. Czarownica powinna też pomyśleć o swoim stoisku i gromadzących się wokół niego klientach. O swoje interesy należało dbać, zwłaszcza kiedy nie miało się ugruntowanej pozycji na rynku.
— Ja cię nie obsłużę. To nie moje stoisko. Przynajmniej masz czas zastanowić się, co naprawdę chcesz kupić. — Zwrócił się do swojego sąsiada. Leon wychodził z założenia, że każdy zakup powinno się dwukrotnie przemyśleć - on sam często tak robił, zawsze zadając sobie przynajmniej dwa pytania: czy naprawdę tego potrzebuję? i czy mnie na to stać?. Takie rozwiązanie pozwalało mu na uniknięcie błędów zakupowych.
— Ja przyjdę później. — Wymruczał pod nosem słowa, na które ogarnięta furią Olivia nie zwróci uwagi. — Pójdę kawałek z tobą, jeszcze nie odwiedziłem wszystkich stoisk. — Zwrócił się do Neila podczas sięgania po swój kosz z zakupionymi uprzednio towarami.
— Nie wiem co opętało te dwie kobiety. Zwłaszcza w przypadku Olivii, którą znam od Hogwartu. Ten sam dom, ten sam rocznik. To naprawdę miła dziewczyna, więc tym bardziej nie wiem. Tu egzorcyzm nie pomoże. Nie powinienem tak łatwo odpuścić. — Postanowił wyrazić swoje zdanie o zaistniałej sytuacji, której obydwaj byli świadkami. Tak jak mały tłumek klientów, których nie miał kto obsłużyć.
Kolejnym stoiskiem, jakie odwiedził w towarzystwie swojego sąsiada, było stoisko pani Zamfir. Czarownica była mamą jego przyjaciółki z czasów szkolnych, z którą utrzymywał kontakt do dnia dzisiejszego. Z tego co wiedział o relacji przyjaciółki ze swoją mamą to to, że one mają ze sobą dobry kontakt. Miał przyjemność poznać kobietę podczas jednego ze wspólnych obiadów.
— Dzień dobry pani Zamfir. Co za spotkanie. Jak się pani żyje? Zdrowie dopisuje? Nadal można panią spotkać w Mungu? — Po przywitaniu się z kobietą, Leon wyraził zainteresowanie życiem czarownicy, skoro mieli już możliwość zamienić parę słów. O obecność Viorici jeszcze zdąży zapytać. W międzyczasie spojrzenie Leona padło na wyeksponowane na tym obrusie słoiczki i butelki z sokami oraz alkoholem.
— Poproszę po dwa słoiki dżemu śliwkowego, jabłkowego i truskawkowego... jeśli pani ma jeszcze na stanie. Dwie butelki soku malinowego. A sprzedaje pani alkohol? Wezmę też jedną z tych chust. — Zwrócił się do czarownicy z prośbą o podanie tych wszystkich towarów. Powyższe przetwory trafią do jego spiżarki, tak jak alkohol mógł trafić do barku. Zakupiona przez niego chusta będzie doskonałym prezentem dla jego matki.