- To dobrze, najważniejsze, że nic więcej cię nie boli. - Usiadła sobie tuż obok Camerona, od strony zdrowej ręki i wtuliła się w niego, nie przeszkadzała jej obecność Florence. Nie zamierzała już go opuścić przez resztę wieczora. Zaliczyła jeden taniec i to jej wystarczyło, mogli na spokojnie siedzieć sobie na tym kocu i obserwować resztę.
Nie skomentowała tego, że Bulstrode zamierzała przepytywać Lupina indywidualnie, chociaż jej zdaniem nie był to odpowiedni moment, aby mu o tym przypominać. Byli na ognisku, a nie w pracy, a Cameron na pewno wiedział o tym, że powinien się przygotować do egzaminu.
Na całe szczęście Florence w końcu ich opuściła i mogli odetchnąć. - Ona naprawdę jest straszna. - Rzuciła cicho do swojego narzeczonego. Coraz bardziej doceniała to, że jej trafiła się Brenna jako mentorką, miała z nią zdecydowanie lżej.
Robiło się coraz później. Niebo było już ciemne, a na niebie mozna było dostrzec wiele gwiazd.
- Niebo jest dzisiaj bardziej gwiaździste niż normalnie, albo mi się wydawało, albo gwiazda spadła! - Powiedziała z entuzjazmem. - Cameron patrz i pomyśl życzenie, szkoda zmarnować taką okazję! - Sama wypatrywała kolejnej, aby móc pomyśleć jak najwięcej marzeń. Wiele by dała, aby każde z nich się spełniło.