07.08.2024, 15:06 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Przekazuję obowiązek obsługi stoiska kapłanowi Edwardowi Greyowi (NPC), po czym znikam na tyłach straganu i staję się niedostępny.
Jak na to, że zbliża się koniec imprezy, to dziwne, że wszystkim zebrało się nagle na zakupy, pomyślał, rozglądając się czujnie na prawo i lewo. Od początków obchodów minęło już kilka dobrych godzin, a co sprawniejsze oczy zapewne już dawno zorientowały się, że najlepsze fanty już dawno zniknęły ze straganów rozsianych na całym placu. W końcu, kto pierwszy ten lepszy, czyż nie? Wystawa cukiernicza panny Figg zapewne świeciła już pustkami, podobnie jak wyroby alkoholowe oferowane przez Anthony'ego Shafiqa i panią Zemfir.
Wprawdzie Macmillan nie miał zbytnio okazji do tego, aby porozmawiać z innymi organizatorami, tak zerkał co jakiś czas w stronę innych stoisk. Dobrze było wiedzieć, co słychać u konkurencji, czyż nie? Powoli zaczynał jednak odczuwać znużenie i lekką irytację tymi wszystkimi ludźmi. W jego żyłach nie płynęła ani jedna kropla krwi ekstrawertyka, a kontakt z tymi wszystkimi czarodziejami i czarownicami... Bardzo szybko wypalał jego baterie społeczne. Najchętniej zakopałby się teraz na fotelu z kocem i starszym przekładem tekstów kowenowych, ale... Ktoś musiał trwać na posterunku. Ktoś musiał zadbać o to, aby to stoisko nie spłonęło.
— Bracie Edwardzie? — odezwał się, odrywając młodszego kapłana od jakże zajmującej czynności, jaką było ponowne rozkładania i przekładanie kolorowanek i książeczek z zadaniami. — Zajmiesz się teraz resztą, dobrze? Muszę zająć się kilkoma rzeczami.
— Ale że... Że sam??
— Tak, sam — potwierdził z anielską wręcz cierpliwością. — Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Wierzę w ciebie i będę tuż za płachtą. — Wskazał ruchem głowy na miniaturowe zaplecze stoiska. — Gdyby coś się działo, wiesz, gdzie mnie szukać. Po prostu pilnuj kasy i się uśmiechaj do gości.
Po tych słowach Macmillan odszedł od stoiska, pozostawiając je pod opieką swojego młodszego asystenta. Naprawdę wierzył, że po całym dniu w miarę przyzwoitej współpracy ten sobie poradził. Bądź co bądź, raczej nie było co liczyć na nagły napływ fali rozgorączkowanych wiernych, którzy zażądają wielkich zamówień, prawda? Matko, dopomóż nam wszystkim w tym ciężkim dniu. A przede wszystkim mi i bratu Edwardowi, pomyślał Sebastian, zasuwając za sobą kotarę. Wypuścił głośno powietrze z płuc. W końcu. Chwila odpoczynku.
Postać opuszcza sesję