Obrażanie się z tak błachych powodów? Na chwilę obecną, Celine miała wciąż zdecydowanie zbyt dobre zdanie o Matthiasie, żeby podejrzewać go o coś takiego. Gdyby to nastąpiło, zapewne musiałaby zastanowić się co najmniej ze dwa razy, zanim zdecydowałaby się z kuzynem spotkać ponownie. Z całą pewnością miałoby to pewien wpływ na łączącą ich relacje. Zwłaszcza, że na ten moment, zaliczała się ona do grona relacji stosunkowo świeżych. Ot, z Matthiasem dopiero się w zasadzie powoli poznawali.
- Gdzież tam znowu. Sam za nią zapłacisz. - odpowiedziała niby to poważnym tonem, ale prawdziwej powagi było w tym jednak niewiele. Uśmiechnęła się, ledwie tylko słowa opuściły jej usta. Matthias w zasadzie nie potrzebował niczego więcej, żeby poprawnie tą sytuacje zinterpretować.
Spojrzała na koszulki, które zaproponował jej Matthias, po czym pokręciła głową. Dla siebie żadnej nie chciała. I tak by tego nie ubrała. A że za dwie by wyszło taniej? To też nie miało dla niej znaczenia. Celine było stać. Nie musiała liczyć każdego jednego knuta, sykla oraz galeona. I całe szczęście.
- Innym razem. - padło z jej strony.
Dała Matthiasowi jeszcze chwilę czy tam nawet dwie, jeśli ten się nad czymś zastanawiał, coś go zainteresowało. Czekała z wybraną dla niego koszulką w ręku. Czekała cierpliwie. Kiedy wreszcie upewniła się, że mogli już kończyć te swoje malutkie zakupy, spojrzała z powrotem w kierunku... innego kapłana.
Zniknięcie Sebastiana jakoś jej umknęło, ale po prawdzie, to nie poświęcała mu większych ilości uwagi. Ten czy tamten kapłan - no niby jaka to była różnica? Dla niej praktycznie żadna. Jedyne co jej przyszło w tej sytuacji do głowy to to, że sama również mogłaby się już z tego kiermaszu jednak ewakuować. Celine nie przepadała za takimi wydarzeniami. I choć robiła dobrą minę do złej gry, to trochę już ją ten kiermasz zdążył zmęczyć. A do tego jeszcze, kawałek dalej, rzuciło jej się w oczy zamieszanie przy innym stoisku. To też nie zachęcało.
- Chciałabym zapłacić. - zwróciła się do brata Edwarda, podając mu wybraną koszulkę. Poczekał aż poda cenę, a następnie koszulkę zapakuje do papierowej torby. Rozliczyła się, płacąc za nią podaną kwotę. Odpowiednią ilość galeonów wydała naprawdę lekką ręką. Dla niej, przyzwyczajonej do znacznie większych wydatków, było to tak naprawdę tyle co nic. Zero powodów do narzekań.
Kiedy odebrała torbę z zapakowaną koszulką, mogli oddalić się od stoiska. To też Celine zrobiła. Nie skierowała się jednak w konkretne miejsce. Znalazła zamiast tego nieco wolnej przestrzeni, w kierunku której pociągnęła Matthew. Wręczyła mu torbę.
- No cóż, jak już się wcześniej domyśliłeś, to dla Ciebie. - zaczęła, robiąc przy tym taką lekko przepraszającą minę. - Muszę Ciebie już przeprosić, bardzo mnie ten kiermasz zmęczył. Nie jestem przyzwyczajona. Mam nadzieje, że będziesz się dobrze bawił, Matthias.
Nie zwracając uwagi na to, że ktoś mógłby ją na tym kiermaszu rozpoznać a do tego jeszcze niewłaściwie zinterpretować tę sytuacje, pozwoliła sobie uściskać kuzyna i ucałować w obydwa policzki. Tak na pożegnanie. Następnie zostawiła go tutaj samego. A w zasadzie to nawet nie do końca samego, bo towarzyszyć miała mu torba z zakupioną na stoisku kowenu koszulką.