09.08.2024, 10:42 ✶
Tarp z pewnością nie był osobą, która miałaby obiekcje przed zabieraniem dziecka, bo to nielegalne. Porwanie? W wyższym celu, czyli usprawiedliwione; moralnie czysty jak łza. Komu to niby stary pijak zgłosi? Gorszym problemem było to, kto by po wszystkim wziął na siebie odpowiedzialność za to dziecko. Charłaki posiadające magicznych rodziców nie miały wcale w życiu lekko; strach było sobie wyobrażać, jakim wyzwaniem mogło się okazać zaadaptowanie mugola do czarodziejskiej rzeczywistości. I czy to dziecko w ogóle chciało opuszczać tę plażę?
Jeśli zaś chodzi o stan, w jakim znalazł się pod koniec rywalizacji alkoholowej, zapewne zgubiła go ta barmańska pycha. Uniósł się dumą, polewał sobie po równo z rybakiem i za uczciwość przyszło mu zapłacić porządnym sponiewieraniem się. Po trosze plułby sobie pewnie w brodę za to, że nie lał rybakowi, ile wlazło, a sam nie powylewał za kołnierz, ale obecnie było mu już wszystko jedno. Żar lał się z nieba, świat nieco falował, chciał zostawić już tego łajdaka i odchorować swoje.
Rybak dopił resztki, jego twarz opadła na stolik z dech, a wkrótce do uszu Woody’ego zaczęło docierać chrapanie. Rozejrzał się jeszcze w półprzytomnym odruchu za dzieciakiem, na którym zależało Norze, ale nie odnalazł go. Doleciało go za to pohukiwanie.
Pacnął rybaka w ramię, wymamrotał coś, co ułożyło się w dźwięk na kształt: yyy, miło było, po czym powziął taktyczny odwrót. Nieco zataczał się na piasku; wdepnąwszy raz w podarte sieci rybackie, nawet zawisła na nim na chwilę groźba runięcia niczym kłoda na ziemię, ale pokazał, że jest specjalistą w swoim fachu i nie ugnie się wiatrom, które miotały nim od prawej do lewej.
Widząc skrzynię, poczuł ulgę, uśmiechnął się krzywo i klapnął obok swoich kompanów.
— No — bąknął, pocierając czoło palcami. — Sprawdzajcie, co to, póki panny nie ma na horyzoncie.
rzucam już kością dla Nory, żeby od razu mogła zareagować: !skarbmorza4
Jeśli zaś chodzi o stan, w jakim znalazł się pod koniec rywalizacji alkoholowej, zapewne zgubiła go ta barmańska pycha. Uniósł się dumą, polewał sobie po równo z rybakiem i za uczciwość przyszło mu zapłacić porządnym sponiewieraniem się. Po trosze plułby sobie pewnie w brodę za to, że nie lał rybakowi, ile wlazło, a sam nie powylewał za kołnierz, ale obecnie było mu już wszystko jedno. Żar lał się z nieba, świat nieco falował, chciał zostawić już tego łajdaka i odchorować swoje.
Rybak dopił resztki, jego twarz opadła na stolik z dech, a wkrótce do uszu Woody’ego zaczęło docierać chrapanie. Rozejrzał się jeszcze w półprzytomnym odruchu za dzieciakiem, na którym zależało Norze, ale nie odnalazł go. Doleciało go za to pohukiwanie.
Pacnął rybaka w ramię, wymamrotał coś, co ułożyło się w dźwięk na kształt: yyy, miło było, po czym powziął taktyczny odwrót. Nieco zataczał się na piasku; wdepnąwszy raz w podarte sieci rybackie, nawet zawisła na nim na chwilę groźba runięcia niczym kłoda na ziemię, ale pokazał, że jest specjalistą w swoim fachu i nie ugnie się wiatrom, które miotały nim od prawej do lewej.
Widząc skrzynię, poczuł ulgę, uśmiechnął się krzywo i klapnął obok swoich kompanów.
— No — bąknął, pocierając czoło palcami. — Sprawdzajcie, co to, póki panny nie ma na horyzoncie.
rzucam już kością dla Nory, żeby od razu mogła zareagować: !skarbmorza4
piw0 to moje paliwo