10.08.2024, 13:04 ✶
Przy barze z Isaacem
Akurat nie byłem obecny na scenie podczas lammasowych występów, więc łatwo było mnie niezobaczyć. Ukryłem się wśród straganów cyrkowych, więc raczej pozostałem widoczny dla wybrańców, którzy zabłądzili w tamte rejony. Niektórzy zabłądzili tam niepowołanie.
- Miło mi to słyszeć. Robimy co możemy, żeby sąsiadom żyło się lepiej z naszym towarzystwem - potwierdziłem i ucieszyłem się, że dziewczyny dały z siebie jak najwięcej. Layla sprawdzała się jako mój zastępca. Trzymała cyrk w ryzach, jeśli trzeba było, ale Fiery i Elaine potrafiły być naprawdę miłe i ciepłe. Dobrze, że na nie trafił. - Nie chcemy nikomu działać na przekór... Jesteśmy po to by nieść radość, a nie bezsenność - przyznałem, uśmiechając się przyjaźnie na to stwierdzenie. Tak było. Im więcej uśmiechniętych twarzy, tym lepiej. Im lepsze mniemanie o nas, tym lepiej. Im mniej wypadków, to już w ogóle super, ekstra!
- Zdrowie! - odparłem za Isaaciem, podnosząc swoją szklankę. Pewnie byłoby to niepewne uniesienie szklanki, gdybym nie widział procesu przygotowywania drinka, a także Bagshot by nie wspomniało o tych koleżeńskich przepychankach. Obawy mieliśmy za sobą. Pozostała dobra zabawa. - I za twój żołądek! - dodałem jeszcze przed drugim łykiem, bardziej dla dowcipu niż faktycznie w obawach o to, że Erik mógłby chcieć zrobić mu na złosć. To już ustaliliśmy.
Westchnąłem lekko. Klasycznie i dobrze. Drink spełniał wymogi prostego zarządcy cyrku. Podziękowałem za niego skinieniem głowy, z uznaniem naszemu barmanowi.
Ale co to? Nagle zrobiło się poruszenie, światła przygasły, więc powędrowałem wzrokiem za resztą w stronę nieba. Gwiazdy... Miliony gwiazd, a wśród nich te spadające. Nie chciałem niczego dla siebie. Miałem cyrk. Dawaliśmy radę. Pomyślałem, tak pomyślałem sobie, że chciałbym aby Flynn odnalazł wewnętrzną równowagę. Tak, nawet jeśli nie ze mną, to żeby był szczęśliwy, spokojny, nie pełen chaosu i buntu. Gdybym mógł, to bym mu nawet oddał to wszystko, ale nie mogłem.
Wróciłem spojrzeniem do drinka i postanowiłem wziąć nieco większy łyk. Taki, co miał przepłukać tę gulę w gardle. Prawda była taka, że tęskniłem za nim.
- Erik od dawna zajmuje się barmaństwem...? - zapytałem Isaaca dla podtrzymania rozmowy. Nie chciałem smęcić na imprezie Bren, szczególnie że było tu tak ciepło, przytulnie, z tymi przyjemnymi powiewami chłodnego powietrza. Z pewnością to było lepsze niż ciągłe upały. - I to brat Bren, prawda? - upewniłem się, bo co nieco wiedziałem, ale nie wszystkiego byłem pewny. Może jednak kuzyn?
Akurat nie byłem obecny na scenie podczas lammasowych występów, więc łatwo było mnie niezobaczyć. Ukryłem się wśród straganów cyrkowych, więc raczej pozostałem widoczny dla wybrańców, którzy zabłądzili w tamte rejony. Niektórzy zabłądzili tam niepowołanie.
- Miło mi to słyszeć. Robimy co możemy, żeby sąsiadom żyło się lepiej z naszym towarzystwem - potwierdziłem i ucieszyłem się, że dziewczyny dały z siebie jak najwięcej. Layla sprawdzała się jako mój zastępca. Trzymała cyrk w ryzach, jeśli trzeba było, ale Fiery i Elaine potrafiły być naprawdę miłe i ciepłe. Dobrze, że na nie trafił. - Nie chcemy nikomu działać na przekór... Jesteśmy po to by nieść radość, a nie bezsenność - przyznałem, uśmiechając się przyjaźnie na to stwierdzenie. Tak było. Im więcej uśmiechniętych twarzy, tym lepiej. Im lepsze mniemanie o nas, tym lepiej. Im mniej wypadków, to już w ogóle super, ekstra!
- Zdrowie! - odparłem za Isaaciem, podnosząc swoją szklankę. Pewnie byłoby to niepewne uniesienie szklanki, gdybym nie widział procesu przygotowywania drinka, a także Bagshot by nie wspomniało o tych koleżeńskich przepychankach. Obawy mieliśmy za sobą. Pozostała dobra zabawa. - I za twój żołądek! - dodałem jeszcze przed drugim łykiem, bardziej dla dowcipu niż faktycznie w obawach o to, że Erik mógłby chcieć zrobić mu na złosć. To już ustaliliśmy.
Westchnąłem lekko. Klasycznie i dobrze. Drink spełniał wymogi prostego zarządcy cyrku. Podziękowałem za niego skinieniem głowy, z uznaniem naszemu barmanowi.
Ale co to? Nagle zrobiło się poruszenie, światła przygasły, więc powędrowałem wzrokiem za resztą w stronę nieba. Gwiazdy... Miliony gwiazd, a wśród nich te spadające. Nie chciałem niczego dla siebie. Miałem cyrk. Dawaliśmy radę. Pomyślałem, tak pomyślałem sobie, że chciałbym aby Flynn odnalazł wewnętrzną równowagę. Tak, nawet jeśli nie ze mną, to żeby był szczęśliwy, spokojny, nie pełen chaosu i buntu. Gdybym mógł, to bym mu nawet oddał to wszystko, ale nie mogłem.
Wróciłem spojrzeniem do drinka i postanowiłem wziąć nieco większy łyk. Taki, co miał przepłukać tę gulę w gardle. Prawda była taka, że tęskniłem za nim.
- Erik od dawna zajmuje się barmaństwem...? - zapytałem Isaaca dla podtrzymania rozmowy. Nie chciałem smęcić na imprezie Bren, szczególnie że było tu tak ciepło, przytulnie, z tymi przyjemnymi powiewami chłodnego powietrza. Z pewnością to było lepsze niż ciągłe upały. - I to brat Bren, prawda? - upewniłem się, bo co nieco wiedziałem, ale nie wszystkiego byłem pewny. Może jednak kuzyn?