Dziwny odruch, taki ludzki, niepodyktowany żadną logiką. Z drugiej strony od kiedy Sauriel kierował się logiką i od kiedy słuchał tego, co się POWINNO robi, a nie tego, co chciał? Czasem interes był zbieżny, czasem okłamywał siebie samego, innym razem to była jakaś dobra mina do złej gry. Teraz to nie miało znaczenia. Móc, nie móc - fakty i logika rozpływały się. Gdzieś w strachu, w bólu, w instynktownym pragnieniu ucieczki i pragnieniu, żeby zatopić w tej słodziutkiej szyi kły. Rozpływały się przy uczuciu nadziei, bo jej usta smakowały jak samo słońce. Czy to było obrzydliwe dotykać martwego ciała, gdy tylko jej usta były wilgotne, gdy tylko ona tutaj oddychała i potrzebowała oddechu? Nie zastanawiał się nad tym, tak jak i nie myślał, kiedy ją przytrzymał za ramiona. Z boku ktoś mógł pomyśleć, że to przemoc - że nawet jakby chciała się odsunąć, to on by jej już nie wypuścił. Nie miała szans na ucieczkę z jego ramion, mogłaby się szarpać ile chciała. Nie możesz sięgnąć różdżki - nie wygrasz pojedynku z wampirem.
Nic nie mogło być dobrze, bo on był martwym socjopatą, który nie miał woli zmieniać się na lepsze, a ona widziała w nim tylko rzeczy najlepsze i tylko część mroku. Nic nie mogło być dobrze, ale to też nie miało teraz znaczenia. Jeden, dwa, pięć oddechów Victorii, a może nawet więcej, zanim Sauriel się zatrzymał i odsunął od niej na wyciągnięcie swoich ramion. Ledwo się orientował, że ją trzymał - więc puścił. Teraz, kiedy świat zaczął mieć rytm pracy jej przyśpieszonego tętna i jej serca. Prawie tak samo, jak przyśpieszało, kiedy adrenalina kazała człowiekowi uciekać czy walczyć o życie. To nie strach był jednak zasiany we wnętrzu Lestrange i doskonale sobie zdawał z tego sprawę.
W zasadzie to rzeczywiście wszystko musiało być dobrze. Tak. Musiało. Sauriel czuł to całym sobą... zaraz obok poczucia niezręczności, bo nie miał pojęcia, co powiedzieć w tym momencie, ani co powinien zrobić z nią. Ze sobą. Z tym wszystkim.
- To... daj ten... bezoar. - Przesunął palcami po włosach, zaczesując je do tyłu i włożył na nos awiatorki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.