12.01.2023, 09:54 ✶
Lubiła ten dreszcz emocji tak długo jak było to pozytywne uczucie, nie podszyte strachem czy złością. Obecnie było to raczej na granicy – w połowie ekscytacja, w połowie świadomość, że może się to skończyć źle. Bo w jej zawodzie zawsze mogło być źle.
Szła za cicho stąpającym Saurielem i starała się również poruszać najciężej jak potrafiła. Na paluszkach. Jej postura nieco w tym pomagała, nie była aż tak ciężka, wobec czego mogła liczyć na to, że jej kroki nie będą aż tak słyszalne. Wszechobecny kurz też trochę pomagał, wygłuszając ich przyjście. Tez nasłuchiwała. Zastanawiała się, czy prowadzona rozmowa jest naturalną, czy raczej była bardziej zmyłką, bo już wiedzieli o ich obecności? W życiu przygotuj się na najgorsze, ale licz na najlepsze, tak? Na najgorsze była przygotowana – albo przynajmniej tak sądziła.
Zobaczyła ruch Sauriela i kiwnęła do niego głową. Zadziwiająco dobrze rozumieli się bez słów – ona reagowała na jego gesty, on na jej. Zauważyła też, że potrafił się właściwie bezszelestnie poruszać jak kot, więc odczekała aż on przesunie się tam, gdzie zamierzał wejść, i wtedy i ona ustawiła się na odpowiednią pozycję, z różdżką przed sobą w pozycji bojowej.
Nie wątpiła że są w jakiejś kryjówce – bo nikt, kto nie próbuje się skryć, nie wchodził do "domu" tunelem. I nie mieszkał w tak zakurzonej dziurze, której nawet nikomu nie chciało się sprzątać. A przecież wystarczyło do tego jedno zaklęcie. Ten wszechogarniający brud sprawiał, że miała ochotę się wzdrygnąć, ale miała teraz ważniejsze rzeczy na głowie. Pytanie tylko, czy jest tutaj człowiek, którego szuka Ministerstwo. Jedno było pewne – bez powodu by się nie krył. A druga pewna rzecz była taka, że nie był tutaj sam…
Victoria miała zamiar zrobić małe zamieszanie. Drzwi do kuchni były uchylone, więc próbowała przez nie dyskretnie zerknąć. Nie wiedziała dwóch znajdujących się w kuchni osób – tylko ich słyszała. Tak jak słyszała też że woda w czajniku jest bardzo bliska wrzeniu. Zresztą – akurat czajnik widziała. Więc uśmiechnęła się pod nosem, wycelowała w czajnik i rzuciła na niego zaklęcie wyślizgnięcia – aby pierwsza osobą, która będzie próbowała go dotknąć, upuściła go. A wtedy… mogło się zdarzyć bardzo dużo rzeczy. Poparzenie, hałas, śliska podłoga, element zaskoczenia.
Czajnik zaczął śpiewać i zgodnie z przewidywaniami Victorii, kobieta wstała i ze stęknięciem podeszła do niego by zalać dwa stojące obok kubki. Uniosła go, lekko przechyliła, a ten zakołysał się delikatnie i kobieta wypuściła go z rąk tuż pod swoje nogi, rozlewając przy tym wrzątek wszędzie dookoła, w tym i na siebie.
Krzyknęła. Mężczyzna, który był z nią w kuchni zerwał się na równe nogi z różdżką w ręce, chcąc jej najwyraźniej pomóc i wtedy Victoria, nie czekając dłużej, kopniakiem (a musiało to być całkiem spektakularne, biorąc pod uwagę, że była w sukience) otwarła szerzej drzwi, z różdżką wyciągniętą przed siebie.
Błysnęły światła. W jej stronę leciał czerwony promień, który kobieta zręcznie odbiła machnięciem ręki i sama wycelowała, zderzając swoje zaklęcie z przeciwnym. Na moment tylko wycelowała w kobietę, starając się ją sparaliżować, żeby nie przeszkadzała.
Szła za cicho stąpającym Saurielem i starała się również poruszać najciężej jak potrafiła. Na paluszkach. Jej postura nieco w tym pomagała, nie była aż tak ciężka, wobec czego mogła liczyć na to, że jej kroki nie będą aż tak słyszalne. Wszechobecny kurz też trochę pomagał, wygłuszając ich przyjście. Tez nasłuchiwała. Zastanawiała się, czy prowadzona rozmowa jest naturalną, czy raczej była bardziej zmyłką, bo już wiedzieli o ich obecności? W życiu przygotuj się na najgorsze, ale licz na najlepsze, tak? Na najgorsze była przygotowana – albo przynajmniej tak sądziła.
Zobaczyła ruch Sauriela i kiwnęła do niego głową. Zadziwiająco dobrze rozumieli się bez słów – ona reagowała na jego gesty, on na jej. Zauważyła też, że potrafił się właściwie bezszelestnie poruszać jak kot, więc odczekała aż on przesunie się tam, gdzie zamierzał wejść, i wtedy i ona ustawiła się na odpowiednią pozycję, z różdżką przed sobą w pozycji bojowej.
Nie wątpiła że są w jakiejś kryjówce – bo nikt, kto nie próbuje się skryć, nie wchodził do "domu" tunelem. I nie mieszkał w tak zakurzonej dziurze, której nawet nikomu nie chciało się sprzątać. A przecież wystarczyło do tego jedno zaklęcie. Ten wszechogarniający brud sprawiał, że miała ochotę się wzdrygnąć, ale miała teraz ważniejsze rzeczy na głowie. Pytanie tylko, czy jest tutaj człowiek, którego szuka Ministerstwo. Jedno było pewne – bez powodu by się nie krył. A druga pewna rzecz była taka, że nie był tutaj sam…
Victoria miała zamiar zrobić małe zamieszanie. Drzwi do kuchni były uchylone, więc próbowała przez nie dyskretnie zerknąć. Nie wiedziała dwóch znajdujących się w kuchni osób – tylko ich słyszała. Tak jak słyszała też że woda w czajniku jest bardzo bliska wrzeniu. Zresztą – akurat czajnik widziała. Więc uśmiechnęła się pod nosem, wycelowała w czajnik i rzuciła na niego zaklęcie wyślizgnięcia – aby pierwsza osobą, która będzie próbowała go dotknąć, upuściła go. A wtedy… mogło się zdarzyć bardzo dużo rzeczy. Poparzenie, hałas, śliska podłoga, element zaskoczenia.
Czajnik zaczął śpiewać i zgodnie z przewidywaniami Victorii, kobieta wstała i ze stęknięciem podeszła do niego by zalać dwa stojące obok kubki. Uniosła go, lekko przechyliła, a ten zakołysał się delikatnie i kobieta wypuściła go z rąk tuż pod swoje nogi, rozlewając przy tym wrzątek wszędzie dookoła, w tym i na siebie.
Krzyknęła. Mężczyzna, który był z nią w kuchni zerwał się na równe nogi z różdżką w ręce, chcąc jej najwyraźniej pomóc i wtedy Victoria, nie czekając dłużej, kopniakiem (a musiało to być całkiem spektakularne, biorąc pod uwagę, że była w sukience) otwarła szerzej drzwi, z różdżką wyciągniętą przed siebie.
Błysnęły światła. W jej stronę leciał czerwony promień, który kobieta zręcznie odbiła machnięciem ręki i sama wycelowała, zderzając swoje zaklęcie z przeciwnym. Na moment tylko wycelowała w kobietę, starając się ją sparaliżować, żeby nie przeszkadzała.