Zdarzały się momenty, w których człowiek myślał... nawet nie niewiele. Po prostu wcale. Nie zawracał sobie głowy czymś tak mało istotnym. Zamiast tego decydował się działać. Rzucał się prosto na zastawiony towarem stół, nie zwracając przy tym uwagi na potencjalne konsekwencje. Problemy, które mogły z tego wyniknąć. Bo one były w tym przypadku bez znaczenia. Liczyło się tylko to, żeby wyrwać trochę kudłów z głowy tej rudej straganiary i inne takie. Penny chciała jej pokazać... okey, tak naprawdę to nawet nie myślała nad tym, co takiego chciała. Skupiona była na odczuwanej w tym momencie złości, na chęci pokazania temu babsku, że z nią się nie zadziera.
Tylko tyle. Albo może aż tyle?
- Idiotkę? - wrzeszczała, rejestrując oczywiście wszelkie epitety, które padały pod jej adresem. Wiele kwestii jej teraz umykało. Oczywiście, że tak. Ta konkretna jednak do tego grona się nie zaliczała. Być może dlatego, że to właśnie na Olivii skupiona pozostawała cała jej uwaga. - Ja Ci dam idiotkę!
Nie chciała odpuszczać.
Samo rzucenie się na stół nie było czymś przyjemnym. Upadła na jakieś przedmioty. Coś się przewróciło. Coś się zniszczyło. Pękło. Rozpadło. Możliwe nawet, że pod wpływem całego tego zamierzonego spotkania z zastawionym blatem, wydała się z siebie jakiś jęk czy inny odgłos. Aczkolwiek to bez znaczenia. Dla Penny liczyło się tylko to, że miała w garści kudły straganiary i mogła za nie pociągnąć. I oczywiście ciągnęła.
Ciągnęła na tyle mocno, żeby to się jej dało we znaki.
Nie puściła, kiedy kobieta w reakcji na to zdecydowała się kopnąć stół. O nie, nie zrobiła tego. Wręcz przeciwnie - w pierwszej kolejności zacisnęła nawet mocniej palce na jej włosach. Problem niestety w tym, że kiedy stół zaczął się przewracać, Penny również zaczęła się od Olivii oddalać. Mogła próbować ją ;pociągnąć za sobą, ale... to byłoby trudne, kiedy kobietę przytrzymywał Tristan. No aż tyle pary to Penny nie miała. Musiałaby mieć wiele szczęścia. A oni równie dużego pecha.
Zamiast tego liczyła na to, że trochę włosów jej po prostu wyrwie.
I nawet wiedziała, co później z nimi zrobi.
Wtedy poczuła na sobie ręce Matthew. Usłyszała też wypowiedziane przez niego swoje imię. Po jaką cholerę się w to mieszał? Powinien pozwolić jej na to, żeby się z nimi policzyła. Miała do tego prawo! Opowiadała mu o wszystkim!
- Puszczaj! - tym razem padło więc w jego kierunku. - Puszczaj, bo i z Tobą się policzę! Naprawdę, Matthew, puszczaj bo nie ręczę za siebie!
Wierzgała. Oczywiście, że wierzgała i nie chciała pozwolić Matthew na to, żeby ją odciągnął i uspokoił. I nawet na początku wydawało się, że przyniesie to jakieś tam efekty. Udało jej się przyłożyć mężczyźnie z łokcia. Bardziej przypadkiem niż dlatego, że faktycznie próbowała to zrobić. Ot, wypadek przy pracy.
Drugie podejście, dla Matthew okazało się dużo bardziej szczęśliwe. Zdołał ją złapać, a następnie odgrodzić od pozostałości przewróconego stołu własnym ciałem. Dokładnie tak jak chciał. Penny jednak nie uspokoiła się i nadal próbowała się trochę szarpać. Ze znacznie mniejszym przekonaniem niż na początku, ale wciąż wychodziło na jedno.
- Myślałam, że jesteś inny! - oczywiście, że tak. Kiedy pojawiła się bezsilność, to towarzyszyć musiał jej foch. Typowe. Można było się spodziewać. Można było tego oczekiwać. - Już nawet zaczęłam Ciebie lubić, ale nie jesteś od nich lepszy!
Nadal się w niej gotowało, ale przynajmniej nie była w stanie kolejny raz do Olivii ani Tristana doskoczyć. No bez szans. Kompletnie bez szans.
Czy uda mi się wyrwać trochę włosów Olivii?
Jak mocno uderzyłam przypadkiem Stanleya?
Sukces!
Akcja nieudana