11.08.2024, 01:23 ✶
Nigdy jeszcze nie teleportował się bez własnej woli. Uczucie było na tyle dziwne, aby wciąż dudnić mu w uszach nawet mimo znalezienia się na Horyzontalnej i to tak blisko swojej kamienicy. Oczywiście, jak na Dolohova przystało, nie dał poznać po sobie narastającego wewnątrz dyskomfortu. Stał wyprostowany, z tymi splecionymi rękoma i łypał na tę dwójkę spojrzeniem... no, nie karcącym, ale sposób, w jaki analizował ich relację - to jak blisko siebie stali, w jaki sposób niejaki Darcy się przy niej zachowywał - to wszystko nosiło w sobie dwa pełne wiadra chłodu i szczyptę arogancji. Pomiędzy tymi składnikami, zupełnie dla niego niespodziewanie wyłaniała się troska. Pozwolenie własnej córce na cierpienie z tak prostego powodu, jakim było wystawienie jej na pożarcie dziennikarzom i karierowiczom chcącym zapewnić sobie bogactwo przez łóżko, byłoby zdecydowanie największą porażką rodzicielską Vasilija, zaraz po byciu nieobecnym przez większość jej życia.
Kiedy Lyssa zaczęła mówić, w jego gardle urosła wielka gula. Przepraszanie i obronne gesty rąk, chociaż nie raczył się jeszcze odezwać - czy naprawdę był aż tak przerażający? Uczynił w swoim życiu naprawdę wiele, aby nigdy nikt nie mógł powiedzieć mu, że był podobny do swojego ojca, a teraz docierało do niego, jak wiele tych podobieństw nabrał nieświadomie wraz z upływem czasu.
Dmuchnął w grzywkę, narzucając jej tym samym powrót do nienagannego ułożenia.
- To sugeruje, że miałbym wrócić bez ciebie - zauważył od razu, poprawiając okulary, po czym przeniósł spojrzenie na tego całego Darcy'ego... - Darcy...? - Darcy jaki? Wykonał gest dłonią sugerujący, że czegoś mu tutaj brakowało. Nazwiska na przykład. Wyjaśnienia kim on w ogóle kurwa był. Lyssa robiła mu teraz wspaniałą reklamę, broniąc go od razu słowami zaproponował i zgodziłam się, zanim jej ojciec wpadł na pomysł zmasakrowania go gradobiciem niepochlebnych słów. Taka myśl jednak przez jego głowę przeszła - mógł być dobrym aktorem, ale porywczej natury nie był w stanie oszukać. - Jak rozumiem, ja nie muszę się przedstawiać? - Trzymając się za drugą ręką za łokieć i podpierając go wciąż na wysokości klatki piersiowej, Dolohov sięgnął dłonią do swoich okularów i zsunął je na nos, jeszcze raz mierząc Lockharta spojrzeniem. Zdecydowanie nie podobało mu się, że za tego całego Darcy'ego mówiła jego córka.
Kiedy Lyssa zaczęła mówić, w jego gardle urosła wielka gula. Przepraszanie i obronne gesty rąk, chociaż nie raczył się jeszcze odezwać - czy naprawdę był aż tak przerażający? Uczynił w swoim życiu naprawdę wiele, aby nigdy nikt nie mógł powiedzieć mu, że był podobny do swojego ojca, a teraz docierało do niego, jak wiele tych podobieństw nabrał nieświadomie wraz z upływem czasu.
Dmuchnął w grzywkę, narzucając jej tym samym powrót do nienagannego ułożenia.
- To sugeruje, że miałbym wrócić bez ciebie - zauważył od razu, poprawiając okulary, po czym przeniósł spojrzenie na tego całego Darcy'ego... - Darcy...? - Darcy jaki? Wykonał gest dłonią sugerujący, że czegoś mu tutaj brakowało. Nazwiska na przykład. Wyjaśnienia kim on w ogóle kurwa był. Lyssa robiła mu teraz wspaniałą reklamę, broniąc go od razu słowami zaproponował i zgodziłam się, zanim jej ojciec wpadł na pomysł zmasakrowania go gradobiciem niepochlebnych słów. Taka myśl jednak przez jego głowę przeszła - mógł być dobrym aktorem, ale porywczej natury nie był w stanie oszukać. - Jak rozumiem, ja nie muszę się przedstawiać? - Trzymając się za drugą ręką za łokieć i podpierając go wciąż na wysokości klatki piersiowej, Dolohov sięgnął dłonią do swoich okularów i zsunął je na nos, jeszcze raz mierząc Lockharta spojrzeniem. Zdecydowanie nie podobało mu się, że za tego całego Darcy'ego mówiła jego córka.
with all due respect, which is none