11.08.2024, 20:52 ✶
Szelest stronic i ciche kroki spacerujących między regałami uczniów, ciemne zakątki rozjaśniane ognikami pojedynczych lewitujących świec — z takim otoczeniem idealnie zlewają się chłopcy jak Peregrinus Trelawney. Nastolatek, który szkolne korytarze pokonuje ze wzrokiem wbitym w podłogi, w bibliotece unosi łakomie oczy na niekończące się rzędy woluminów. Buszuje między półkami z pewnością kogoś, kto jest u siebie. To jego miejsce w tym zamku, czuje się tu bezpiecznie i… nie spodziewa tego, co ma nadejść.
Peregrinus stał jak wmurowany nad bibliotecznym biureczkiem, oczy utkwione martwo w pusty drewniany blacik. Milczał. Kto śmiał?
Chwila minęła nim przeniósł umęczone spojrzenie na Basiliusa. Jeszcze dłuższa minąć miała, nim zdławi gniew i się odezwie. Na razie tylko pokręcił głową, zbierając do torby to, co pozostało po jego rzeczach. Każdy jego ostry ruch był niemym krzykiem złości. Kto śmiał?
Dla tego nieco odludnego jedynaka przestrzeń osobista od zawsze była święta. Nie zajmował wiele miejsca w żadnym sensie tego słowa: zarówno nie rozwalał swoich klamotów ekspansywnie po całym dormitorium, jak i nie przytłaczał towarzystwa swoim sposobem bycia. Był kompaktowy, a kompaktowość tę rekompensował sobie integralnością. To jest, krótko mówiąc, dostawał białej gorączki, gdy ktoś ruszał jego rzeczy. Patrzył podejrzliwie na kolegów piszących pożyczonym od niego piórem, pożyczenie więc sobie bez jego zgody wypracowania sprowadziło na biednego nastolatka paroksyzm. Kto śmiał?
Trelawney wcisnął ostatni karteluszek do torby i spojrzał ponownie na kolegę z roku wyżej, podążył za jego wzrokiem ku kopercie. Podniósł nieszczęsny świstek i wyciągnął ze środka karteczkę. Okazało się, że nie jest to bynajmniej zwykły liścik: zostali obdarzeni animowanym rysunkiem, jakże rozkosznie. Na ilustracji ktoś nabazgrał dwie bliźniacze sylwetki czarodziejów o ciemnych loczkach. Obie główki zdobiły różowe wstążeczki, postaci siedziały majestatycznie na sedesach i machały nóżkami.
Abrakadabra dwa kije, na drugim piętrze je kryję, głosił podpis.
— Prześmieszne — skwitował zjadliwie Trelawney, po czym podał rysunek Basiliusowi, aby i ten miał szansę przyjrzeć się ich nakreślonym krzywą kreską wizerunkom. — Z nudów się chyba niektórym w głowach poprzewracało.
Peregrinus stał jak wmurowany nad bibliotecznym biureczkiem, oczy utkwione martwo w pusty drewniany blacik. Milczał. Kto śmiał?
Chwila minęła nim przeniósł umęczone spojrzenie na Basiliusa. Jeszcze dłuższa minąć miała, nim zdławi gniew i się odezwie. Na razie tylko pokręcił głową, zbierając do torby to, co pozostało po jego rzeczach. Każdy jego ostry ruch był niemym krzykiem złości. Kto śmiał?
Dla tego nieco odludnego jedynaka przestrzeń osobista od zawsze była święta. Nie zajmował wiele miejsca w żadnym sensie tego słowa: zarówno nie rozwalał swoich klamotów ekspansywnie po całym dormitorium, jak i nie przytłaczał towarzystwa swoim sposobem bycia. Był kompaktowy, a kompaktowość tę rekompensował sobie integralnością. To jest, krótko mówiąc, dostawał białej gorączki, gdy ktoś ruszał jego rzeczy. Patrzył podejrzliwie na kolegów piszących pożyczonym od niego piórem, pożyczenie więc sobie bez jego zgody wypracowania sprowadziło na biednego nastolatka paroksyzm. Kto śmiał?
Trelawney wcisnął ostatni karteluszek do torby i spojrzał ponownie na kolegę z roku wyżej, podążył za jego wzrokiem ku kopercie. Podniósł nieszczęsny świstek i wyciągnął ze środka karteczkę. Okazało się, że nie jest to bynajmniej zwykły liścik: zostali obdarzeni animowanym rysunkiem, jakże rozkosznie. Na ilustracji ktoś nabazgrał dwie bliźniacze sylwetki czarodziejów o ciemnych loczkach. Obie główki zdobiły różowe wstążeczki, postaci siedziały majestatycznie na sedesach i machały nóżkami.
Abrakadabra dwa kije, na drugim piętrze je kryję, głosił podpis.
— Prześmieszne — skwitował zjadliwie Trelawney, po czym podał rysunek Basiliusowi, aby i ten miał szansę przyjrzeć się ich nakreślonym krzywą kreską wizerunkom. — Z nudów się chyba niektórym w głowach poprzewracało.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie