Zauważył samolocik, ale złapała go prędzej, niż zrobił to on. To bardzo dobrze, bo nigdy by nie zostawił brata w spokoju po ujrzeniu tego wspaniałego utworu lirycznego. Zamiast tego ucałował byłą szwagierkę w policzek na pożegnanie i pozwolił jej zniknąć, zgodnie ze swoją wolą. Snuł się przy brzegu chwilę, mocząc morskimi falami dół magicznej szaty, który zaczynał mu ciążyć. To nic. Wyschnie przecież, białe linie soli jak wzory na marmurze, jak tętno przyszłości.
Wdychał powoli powietrze, wypełnione jodem i wspomnieniami dzieciństwa. Magią inną niż ta, którą władali, magią sentymentu. Tęsknił za przeszłością i przez to czasozmieniacz palił go na piersi, kusząc, aby przekraczać granice. Ryzyko jednak zbyt wielkie, a co miało się zdarzyć, już się zdarzyło.
Uniósł w górę głowę, patrząc w gwiazdy i pozwalając sobie nie myśleć o nich zupełnie nic. Przydałoby mu się teraz życzenie. Wypowiedział je więc cicho, tak, aby nie słyszał go nikt, aby porwało je morze. Zaszklone oczy dało się wytłumaczyć wiatrem.
Nie powinien tego robić. Pozwalać umysłowi na płynięcie, na tę wolność w szepcie morza, bo wtedy znów wieszczył. Poczuł, jak krew popłynęła mu z nosa, ale nie wytarł gęstej posoki, zamiast tego spojrzał na osoby, z którymi powiązał wizję, ukrytą w gwiazdach.
Piłka (zmienne koleje losu)
Wróżba dla Thomasa Hardwicka
Trójząb (sukces na morzu)
— Geraldine. Uważaj, na siebie, bo koło fortuny zostało wprawione w ruch, raz jesteś na wozie, raz pod wozem. Thomasie. Nie lękaj się morskich fal, będą ci przychylne. — Dudniący głos wieszcza nagle przerwał się, wyrwał z nienaturalnej formy. — Co ja... Wybaczcie...
Przyłożył dłoń do nosa, zobaczył czerń krwi, uśmiechnął się do dwójki krzywo i zniknął z cichym pyknięciem teleportacji.