11.08.2024, 21:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 21:42 przez Rodolphus Lestrange.)
Rodolphusem targało w tym momencie wiele emocji. Wiele różnych emocji. Towarzystwo Brenny sprawiało, że niemal zawsze miał się na baczności. Z bardzo prostych powodów: była zbyt bystra, zbyt wyszczekana i ogólnie zbyt, żeby tak długo być Brygadzistką. Dodatkowo znała się i to niestety bardzo dobrze z Victorią. Na kolejny dodatek była z Longbottomów. I wciąż zachowywała się tak, jakby nie była bogata, jakby była po prostu... Zwykła. A przy tym robiła to w tak niewymuszony sposób, że Lestrange czasem zastanawiał się, czy przypadkiem być może on w tej chwili nie był zbyt: zbyt podejrzliwy w stosunku do tej kobiety. Bo kto normalny podniósłby w trakcie tej słownej przepychanki rękę, jakby był na 1 roku Hogwartu? Być może powinien zacząć po prostu traktować Brennę tak, na jaką się kierowała: zmęczoną, nieogarniętą ale ambitną. Której z jakichś własnych powodów było dobrze właśnie tu i teraz, w tym miejscu?
Parsknąłby, gdyby nie kolejne słowa goblina. Ukraść bank? Na te kalumnie nie mógł zareagować inaczej niż po prostu uniesieniem brwi. Spojrzał na Brennę pytająco - czy coś wiedziała? W końcu pracowała w Brygadzie Uderzeniowej.
- Jesteś zdecydowanie zbyt miła, Longbottom - powiedział łagodnie Rodolphus, przekrzywiając głowę. Być może nie powinien tego robić... ale chuj. Machnął dwa razy różdżką, chcąc rzucić zaklęcie maksymalnie ściszające głos na gobliny.
Rzut na transmutację x2
Nie było to być może perfekcyjnie rzucone zaklęcie, ale przynajmniej ten goblin, który kłapał jadaczką, zaczął teraz wydawać z siebie piski bardziej przypominające mysie niż ludzką mowę. Lestrange uniósł nieco kącik ust.
- A panów proszę o ciszę - powiedział w kierunku czarodziejów, posyłając im niemalże leniwe spojrzenie. - Macie przed sobą pannę Brennę Longbottom, Detektyw z Brygady Uderzeniowej, która pracuje z ramienia Ministerstwa Magii. Trochę szacunku, bo inaczej pomyślę, że nie mamy do czynienia z kulturalnymi ludźmi.
Powiedział z pozoru uprzejmie, choć w jego oczach czaiło się zniecierpliwienie. W przeciwieństwie do Brenny on nie był zmęczony - był pełen energii. I był cierpliwy, chociaż w środku (czego na razie nie było widać) gotował się na te kłamstwa, które wylewały się z ust istot niższych.
- Ależ...
- COŚ ZROBIŁ MOJEMU PRZYJACIELOWI! - czy można było tego się spodziewać? W sumie tak. Czy Lestrange zrobił to umyślnie? Cóż, być może. Ale efekt był taki, że goblin który nie mógł normalnie mówić, złapał się za gardło, a drugi rzucił na Rodolphusa z łapami.
Parsknąłby, gdyby nie kolejne słowa goblina. Ukraść bank? Na te kalumnie nie mógł zareagować inaczej niż po prostu uniesieniem brwi. Spojrzał na Brennę pytająco - czy coś wiedziała? W końcu pracowała w Brygadzie Uderzeniowej.
- Jesteś zdecydowanie zbyt miła, Longbottom - powiedział łagodnie Rodolphus, przekrzywiając głowę. Być może nie powinien tego robić... ale chuj. Machnął dwa razy różdżką, chcąc rzucić zaklęcie maksymalnie ściszające głos na gobliny.
Rzut na transmutację x2
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Nie było to być może perfekcyjnie rzucone zaklęcie, ale przynajmniej ten goblin, który kłapał jadaczką, zaczął teraz wydawać z siebie piski bardziej przypominające mysie niż ludzką mowę. Lestrange uniósł nieco kącik ust.
- A panów proszę o ciszę - powiedział w kierunku czarodziejów, posyłając im niemalże leniwe spojrzenie. - Macie przed sobą pannę Brennę Longbottom, Detektyw z Brygady Uderzeniowej, która pracuje z ramienia Ministerstwa Magii. Trochę szacunku, bo inaczej pomyślę, że nie mamy do czynienia z kulturalnymi ludźmi.
Powiedział z pozoru uprzejmie, choć w jego oczach czaiło się zniecierpliwienie. W przeciwieństwie do Brenny on nie był zmęczony - był pełen energii. I był cierpliwy, chociaż w środku (czego na razie nie było widać) gotował się na te kłamstwa, które wylewały się z ust istot niższych.
- Ależ...
- COŚ ZROBIŁ MOJEMU PRZYJACIELOWI! - czy można było tego się spodziewać? W sumie tak. Czy Lestrange zrobił to umyślnie? Cóż, być może. Ale efekt był taki, że goblin który nie mógł normalnie mówić, złapał się za gardło, a drugi rzucił na Rodolphusa z łapami.