12.01.2023, 15:11 ✶
Nauczyła się już, że najlepszą obroną najczęściej jest atak. Była wyszkolona w zaklęciach Protego i innych z zakresu magii rozpraszania, ale nie była kimś, kto po prostu będzie stał z tyłu i czekał na ruch przeciwnika. Wolała sama dyktować karty. Tak jak była pyskata – tak uderzała często ze zdecydowaniem, by zmusić przeciwnika do defensywy. Bo to oznaczało, że nie będzie atakować jej.
Nie bała się wyczarowanego węża. W pierwszym odruchu chciała go kopnąć, ewentualnie przydeptać mu łeb, ale wtedy kawałek ściany wybuchł jej nad ramieniem. Odruchowo się osłoniła szybkim Protego, jednak nie zdążyła odskoczyć. Kawałki ściany poleciały więc na podłogę i w tym momencie kobieta faktycznie przydeptała węża tuż za jego łbem i wycelowała w kobietę Expelliarmus, chcąc jej wyrwać różdżkę z ręki, żeby kupić sobie chwilę czasu. To była walka dwa na jednego, ale Victoria czuła się w tym dość pewnie. Chciała wyeliminować jedno z nich, a potem martwić się drugim.
Tymczasem w salonie mężczyzna był chyba zbyt zaaferowany swoją grą w karty, bo skradający się do niego wampir był chyba ostatnią rzeczą, jakiej by się spodziewał. Wymruczał coś pod nosem, patrząc w karty, które trzymał właśnie na ręce i dopiero kiedy Sauriel był jakieś trzy kroki od niego – ten dostrzegł poruszający się po podłodze cień rzucany od zapalonej magicznej świeczki. Gwałtownie odwrócił głowę i wtedy Rookwood mógł zobaczyć wymalowane na jego twarzy zdziwienie.
Jego ręka powędrowała do różdżki leżącej na stole.
Nie miał jednak zbyt wiele czasu na reakcję.
Nie bała się wyczarowanego węża. W pierwszym odruchu chciała go kopnąć, ewentualnie przydeptać mu łeb, ale wtedy kawałek ściany wybuchł jej nad ramieniem. Odruchowo się osłoniła szybkim Protego, jednak nie zdążyła odskoczyć. Kawałki ściany poleciały więc na podłogę i w tym momencie kobieta faktycznie przydeptała węża tuż za jego łbem i wycelowała w kobietę Expelliarmus, chcąc jej wyrwać różdżkę z ręki, żeby kupić sobie chwilę czasu. To była walka dwa na jednego, ale Victoria czuła się w tym dość pewnie. Chciała wyeliminować jedno z nich, a potem martwić się drugim.
Tymczasem w salonie mężczyzna był chyba zbyt zaaferowany swoją grą w karty, bo skradający się do niego wampir był chyba ostatnią rzeczą, jakiej by się spodziewał. Wymruczał coś pod nosem, patrząc w karty, które trzymał właśnie na ręce i dopiero kiedy Sauriel był jakieś trzy kroki od niego – ten dostrzegł poruszający się po podłodze cień rzucany od zapalonej magicznej świeczki. Gwałtownie odwrócił głowę i wtedy Rookwood mógł zobaczyć wymalowane na jego twarzy zdziwienie.
Jego ręka powędrowała do różdżki leżącej na stole.
Nie miał jednak zbyt wiele czasu na reakcję.