Słyszała coś nie coś na ten temat. Do pewnego stopnia orientowała się w tym, jak to wyglądało. Nie spodziewała się tym samym, że usłyszy od Urlett coś nowego. Może coś bardziej konkretnego? Zarazem nie byłaby jednak sobą, gdyby po prostu nie zapytała. Nie zaspokoiła własnej ciekawości. Celine bowiem lubiła wiedzieć. Dlatego też, kiedy blondynka zaczęła wszystko wyjaśniać, słuchała jej uważnie. Chłonęła każde jedno słowo. Gdzieś na bok odpłynęła empatia. Znaczenie przestało mieć to, na ile komfortowym ten temat był dla panny Reykjavík. Nawet nie dostrzegła, iż cokolwiek było tutaj na rzeczy. Nie zauważyła tego.
- Wielka szkoda. Większość z nas bardzo ceni swoją historię. – zauważyła, odnosząc się do tego, w jaki sposób spoglądały na tę kwestię niektóre, przede wszystkim czystokrwiste rodziny. Pamiętano o przodkach. Pamiętano o tym, kto i skąd się wywodził. Kim był. Dbano o to, żeby ta wiedza nie przepadła z biegiem czasu. Gauntowie mieli w tym przypadku dużego pecha. Można powiedzieć, że spotkało ich duże nieszczęście. Może nawet – prawdziwa tragedia?
No ale o tym przecież rozmawiać teraz nie będą.
- Ty też powinnaś zwracać się do mnie po imieniu. – dodała jeszcze po chwili. Na panią była zbyt młoda, na pannę za stara. Poza tym całe te określenia pan, pani, panna… one zawsze sprawiały, że Celine czuła się dość niekomfortowo. Były one jak dla niej zbyt formalna jak na takie spotkanie. Spotkanie w zasadzie… no cóż, niezobowiązujące.
Upiła kolejny łyk wina. Alkoholu stopniowo ubywało. Coraz mniej pozostawało go wewnątrz lampki, którą Celine trzymała w ręku. Jeszcze kilka chwil i będą mogły opuścić mieszkanie. Zająć się tym całym zwiedzaniem, o którym mówiły wcześniej. Zanim odezwała się ponownie, chwilę szukała jakiegoś tematu rozmowy.
- W zasadzie…. Jak to się stało, że Twoja matka trafiła na Islandię? – spojrzenie, przez moment skupione na winie, przeniosła z powrotem na Urlett. Pytała. Pytała o to, co jej do głowy przyszło. Miała przy tym nadzieje, że nie trafi się tutaj przypadkiem jakiś temat dla kobiety niewygodny. Nie chciała tego. – To chyba… jednak… uhm, zbyt wielu czarodziejów tam nie mieszka?
Bo i niby czemu czarodzieje mieliby chcieć mieszkać w takich warunkach?
Niby tutaj wyspa, tam też wyspa. Pewne podobieństwa występowały. Zarazem jednak, na ile Celine się orientowała, to różniły się od siebie bardzo. Zwłaszcza pod względem liczby ludności. A także typowo rozwojowym. Delacour miała swoje, najpewniej dość błędne wyobrażenie na ten temat, ponieważ tego kraju nigdy nie odwiedziła.