Ponad wszystko chciał, żeby było normalnie. Żeby nic się nie zmieniało na gorsze, nie kuło, nie przeszkadzało. Nie chciał emocji takich jak ta teraz - że nie wiesz, co zrobić i jak się zachować. Nawet i bez buziaka miewał takie chwile. Ciśnienie, które kuło w głowę i przez które nie dało się też normalnie spojrzeć na drugą osobę. NORMALNIE. Boisz się i nawet nie wiesz czego. Unikasz - i nawet dokładnie nie wiesz czego. Sauriel poruszył palcami, jeden po drugim zaciskając je w pięść, by po skompletowaniu wszystkich rozluźnić je. Zacząć mówić było najtrudniej. Teraz widział, że kiedy już rozpoczniesz to możesz próbować płynąć na fali. Najwyżej palniesz trochę głupot - trudno! Przecież to była Victoria, chyba wszystko by wybaczyła, a za te najgłupsze rzeczy zawsze mógł przeprosić. Bezpieczna przestrzeń sprawiała, że sam siebie zachęcał do tego, żeby starać się wychodzić poza swój komfort i wchodzić na teren, który trzymał od siebie na odległość. I nic od niej nie chciał? Ach, chciał! W przeciwieństwie do tego, co mówił, chciał właśnie od niej wiele, ale te myśli były głęboko ukryte i nie mówił ich nawet przed sobą samym. Nie przyznawał się do nich, bo tak było prościej. Ten strach przed marzeniami był też strachem przed pragnieniami. Pragnienia szyły różowe okulary i nakładały purpurowy płaszcz na ramiona. Bardziej boli, kiedy zakosztujesz tego widoku przez szkiełka i mocy, jaka płynęła z władzą, niż kiedy nie poznałeś jego smaku. Łatwiej zapomnieć o ustach Victorii, kiedy nie złożyło się na nich pocałunku.
Platoniczność tego uczucia była jednostronna.
- Nie i NIE CHCĘ wiedzieć. - Skoro o to pytała, domyślał się, że to było coś obrzydliwego. Jakieś kozie bobki czy coś w tym stylu. Bobki to co prawda nie były, ale wcale nie mylił się aż tak daleko. Tak czy siak - oddawał tutaj pola i nawet uniósł ręce w geście poddańczym. Ta runda należała do Victorii i teraz miała na niego przerażającego haka. Zawsze będzie mogła już powiedzieć: a pamiętasz, co brałeś do buzi 8 sierpnia..? Bardzo miłą odmianą była otwartość, którą sobą teraz prezentowała. Lekkość. Zmieszanie, no jasne, że zmieszanie mogli tutaj pokroić nożem jak ciasto dyniowe, ale przy tym Sauriel i tak miał wrażenie, że kolejne kilogramy z niego opadały. Czuł się tak... NORMALNIE. Niemalże beztrosko.
- Za... o kurwa, Vika. - Strzelił firmowy uśmieszek jednym kącikiem ust i zsunął nawet okulary z nosa trochę w dół, żeby spojrzeć na kobietę. - Jestem debilem, ale nie aż takim, żeby przepraszać, że pocałowałem kobietę. - Chyba że chciałby być bardzo wredny, ale nie był typem osoby, która bawiłaby się w takie podchody. Nie chciałoby mu się, byłoby to problematyczne, a poza tym potrafił mieć więcej poszanowania do emocjonalnej przestrzeni ludzkiej niż mogłoby się wydawać. Zresztą... brakowałoby mu nawet charyzmy, żeby taki jakże wykalkulowany, skurwysyński akt odpowiednio wyszedł. Pewnie byłoby to prędzej śmieszne niż okrutne. - No... wzajemnie... - Wsunął z powrotem okulary i trochę wykrzywił usta, ale to nie dlatego, że mu się to nie podobało, co usłyszał. To nie była ta mimika, która mówiła, jaki jest niezadowolony - to była mimika potwierdzająca niepewność. Jego niewiedza w związku z tym, co powinien teraz robić i mówić nie była też kwestią tego, że nie wiedział, jak postąpiłaby jakaś pierwsza z brzegu para. On sam nie wiedział, czego chciał, ciągle gdzieś pomiędzy uciekaniem a zostaniem. - Nie boję się ciebie, Różyczko. Boję się o ciebie, ale o tym już wiesz. - Szczególnie po jakże uroczych pozdrowieniach, jakie posłał mu Czarny Pan w kierunku Victorii, życząc udanego związku. - Ale... nie ważne. - Machnął ręką, bo nie chciał teraz przynosić tych chmur nad ich głowy. - Uważaj, proszę, z tym eliksirem. Nie chcę, żeby Joseph się o tym dowiedział.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.