12.08.2024, 19:00 ✶
Woody przepadał za wdawaniem się w przekomarzanki z Jonathanem, ale nie przyznałby się do tego, choćby mu zadek przypalali gorącym żelazem. Nie każdy był bowiem amatorem przyjmowania wymyślanych przez niego namiętnie potwarzy, więc tym bardziej cenił tych, którzy to robili. Albo przynajmniej go tolerowali.
Nie zamierzał swoją wcześniejszą uwagą, broń Merlinie, sugerować, że Jonathan Selwyn będzie mamrotał i seplenił do kuriera, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Zależało mu na tym, żeby wszystko poszło po ich myśli albo przynajmniej nie spierdoliło się koncertowo, czyniąc z myśliwych zwierzynę.
Wkrótce przekonał się, że swoje przestrogi wygłosił w rzeczy samej na wyrost: z przyjemnością słuchał, jak Selwyn rozgrywa młodego kuriera, zarzucając go urzędniczym żargonem. Muzyka dla uszu, gdy woźnica zaczął mieszać się i jąkać, wisienką na torcie zaś było nerwowe rozglądanie się na boki. Tarp niemal czuł, jak zimny pot wstępuje młodzikowi na plecy. Czyż jego niedopatrzenia formalne zaowocują utratą licencji?
Solidny był jednak z tego Selwyna chłop.
— Mam. Mam wszystko, chwilę — mamrotał kurier, rzuciwszy się do schowka pod siedzeniem. Wyciągnął plik papierów przewozowych w tekturowym folderze i przekazał je gorliwie Jonathanowi. Również Woody ciekawsko podszedł bliżej, aby łypnąć okiem na formularze.
— Czyli jeśli otworzę tę pakę, znajdę tylko skrzynie pełne proszku Fiuu, ta? — zapytał, unosząc brew.
Otrzymawszy odpowiednie zapewnienia, posłał drugiemu zakonnikowi dłuższe spojrzenie, po czym ruszył ku bagażnikowi, aby przekonać się na własne oczy. Różdżkę trzymał w pogotowiu. Jeśli ich informacje się sprawdzą i w środku rzeczywiście będzie dwóch czarnoksiężników do ochrony, musi być gotów do defensywy, gdy tylko między drzwiami pojawi się najmniejsza szczelina.
Coś na pace skrzypnęło, zakołysała się lekko, konie zarżały. Woody ostatni raz upewnił się, że Selwyn ma na niego oko, po czym zamaszystym ruchem otworzył bagażnik.
W środku nie było niczego poza poszukiwaną skrzynią.
Nie zobaczył, lecz usłyszał posłane w niego od tyłu zaklęcie. W ostatniej chwili rzucił się ciężko na deski bagażnika, chowając za drzwiami powozu. Dwóch śmierciożerców wyłoniło się z drugiej strony pojazdu. Musieli teleportować się na zewnątrz chwilę przed tym, nim czarodziej sprawdził ładunek.
Kurier krzyknął w przestrachu i zaczął wycofywać się ku ścianie lasu, brnąc po kostki w śniegu. Bob trzymał się wciąż z dala od linii ognia, lecz gotów wesprzeć Jonathana i Woody’ego, gdyby sprawy przybrały nieoczekiwanie paskudny obrót.
Nie zamierzał swoją wcześniejszą uwagą, broń Merlinie, sugerować, że Jonathan Selwyn będzie mamrotał i seplenił do kuriera, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Zależało mu na tym, żeby wszystko poszło po ich myśli albo przynajmniej nie spierdoliło się koncertowo, czyniąc z myśliwych zwierzynę.
Wkrótce przekonał się, że swoje przestrogi wygłosił w rzeczy samej na wyrost: z przyjemnością słuchał, jak Selwyn rozgrywa młodego kuriera, zarzucając go urzędniczym żargonem. Muzyka dla uszu, gdy woźnica zaczął mieszać się i jąkać, wisienką na torcie zaś było nerwowe rozglądanie się na boki. Tarp niemal czuł, jak zimny pot wstępuje młodzikowi na plecy. Czyż jego niedopatrzenia formalne zaowocują utratą licencji?
Solidny był jednak z tego Selwyna chłop.
— Mam. Mam wszystko, chwilę — mamrotał kurier, rzuciwszy się do schowka pod siedzeniem. Wyciągnął plik papierów przewozowych w tekturowym folderze i przekazał je gorliwie Jonathanowi. Również Woody ciekawsko podszedł bliżej, aby łypnąć okiem na formularze.
— Czyli jeśli otworzę tę pakę, znajdę tylko skrzynie pełne proszku Fiuu, ta? — zapytał, unosząc brew.
Otrzymawszy odpowiednie zapewnienia, posłał drugiemu zakonnikowi dłuższe spojrzenie, po czym ruszył ku bagażnikowi, aby przekonać się na własne oczy. Różdżkę trzymał w pogotowiu. Jeśli ich informacje się sprawdzą i w środku rzeczywiście będzie dwóch czarnoksiężników do ochrony, musi być gotów do defensywy, gdy tylko między drzwiami pojawi się najmniejsza szczelina.
Coś na pace skrzypnęło, zakołysała się lekko, konie zarżały. Woody ostatni raz upewnił się, że Selwyn ma na niego oko, po czym zamaszystym ruchem otworzył bagażnik.
W środku nie było niczego poza poszukiwaną skrzynią.
Nie zobaczył, lecz usłyszał posłane w niego od tyłu zaklęcie. W ostatniej chwili rzucił się ciężko na deski bagażnika, chowając za drzwiami powozu. Dwóch śmierciożerców wyłoniło się z drugiej strony pojazdu. Musieli teleportować się na zewnątrz chwilę przed tym, nim czarodziej sprawdził ładunek.
Kurier krzyknął w przestrachu i zaczął wycofywać się ku ścianie lasu, brnąc po kostki w śniegu. Bob trzymał się wciąż z dala od linii ognia, lecz gotów wesprzeć Jonathana i Woody’ego, gdyby sprawy przybrały nieoczekiwanie paskudny obrót.
piw0 to moje paliwo