Traktował to jako swoisty rytuał, przeznaczony dla dwóch osób - dla niego samego i dla obserwującego Laurenta. Nie miało to nic wspólnego z hazardem, którego Leon nie uprawiał a który uchodził za domenę wszystkich noszących takie samo nazwisko, jak ten młody mężczyzna, któremu przepowiadał przyszłość swojego przyjaciela. Nie zamierzał udowadniać komukolwiek to, czy posiada albo nie posiada dar. Nie zamierzał wziąć od niego pieniędzy, jak to czasem robił.
Ze swojego doświadczenia wiedział, że ludzie różnie reagowali na przepowiedziany los. Początkowo zaskoczyło go to, że Laurent sprawiał wrażenie skonfundowanego niczym za sprawą rzuconego na niego zaklęcia, a potem zaczął się dźwięcznie śmiać. Nie za bardzo rozumiał, co stało się powodem do śmiechu. Interpretacja kart wydawała się nad wyraz trafiona.
— W tym aspekcie to chciałbym mieć większą moc sprawczą, bo jako jeden człowiek mogę zmienić świat zaledwie na małą skalę. — Odpowiedział na słowa Laurenta i cicho westchnął. Wiedział, że grupa ludzi podzielających jego poglądy byłaby w stanie zdziałać więcej, jednak teraz nie zebrał takiej grupy.
— A więc przepowiedziałem przyszłość odnośnie zawodów abraksanowi? Dotąd to mi się nie zdarzyło. — Stwierdził po chwili milczenia, w której musiał uporządkować swoje myśli. Uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem. — To całkiem możliwe, skoro dorównują inteligencją ludziom. — Nie zamierzał tego w żaden sposób zanegować, choć doskonale wiedział, że u zwierząt to nie romanse a potrzeba przedłużenia gatunku.