12.08.2024, 21:34 ✶
Przerwał swój wywód, ale nie wyglądał na szczególnie mocno wybitego ze swojego rytmu. Jego aura pozostawała spokojna, był nieszczególnie zaciekawiony stanem Laurenta, ale trwał w gotowości, aby wesprzeć go w chwili, kiedy gradobicie informacji spychało myśli na dalsze, ciemniejsze plany. Ta postawa była jednocześnie jego maską, ale i jego pragnieniem.
Ich ojcowie chcieli od nich tego samego.
Dolohov się tym stał. Naprzeciw Laurenta, odziany w idealnie dopasowane ubrania, pachnący świeżością i owiany nieprzeniknioną mgiełką mistycyzmu stał on - pionier, ojciec i przywódca, którego bliscy postrzegali jako dobrego nauczyciela, a ci dalsi, nawet jeżeli nie dostrzegali życiowej mądrości, jaką mogli chłonąć przez samo otaczanie się jego osobą, musieli ulec głębi jedynek i ósemek składających się w jego portret. To był portret wytrwałości i siły. Nikt nie dorastał mu do pięt, ale to nie oznaczało, że ojcostwo, jakie reprezentował musiało zamieniać się w tyranizm. O wiele lepiej niż jako bat realizował się jako klucz - taki, który otwiera wiele kłódek, uruchamia cudzy potencjał, pozwala odkrywać innym samych siebie. Próbował wibrować pozytywnie.
W takich ludziach jak on nie dostrzegało się rozedrgania, póki ci na to nie pozwolili. Prewett musiałby poznać go poza tym gabinetem. Za drzwiami Praw Czasu ten ideał kruszał - okazywało się bowiem, że każdy bóg skazany był na samotność, a on samotności znosić nie potrafił. Pasma sukcesów, chociaż niosły ze sobą wiele satysfakcji, nigdy nie leczyły jego młodzieńczych ran, a ilekroć spojrzał w lustro przypominał sobie o ciężarze upływu czasu nie niosącego żadnych dobrych rozwiązań na puste pokoje, samotne noce i desperackie rozmowy z żyjącymi w kamienicy zwierzętami, żeby móc otworzyć do kogoś usta w innym celu niż wieczne pouczenia.
- Nic pan nie powinien. Wiele pan może. Emocje są skomplikowane, czyż nie? - Uśmiechnął się do niego. - Nawet jeżeli miło się o nich słucha. - Przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Wysoki wzrost, duma i dostojność były jednym - wychudzenie drugim. To nie mógł być człowiek, który nawykł do stania długo w bezruchu. Przed następnym zdaniem odetchnął w nieco głośny sposób. - Nie nazwałbym tego garstką informacji. Lat badań, obliczeń... to jak... ah nie potrafię przyrównać tego do pana zawodu, używając fachowego słownictwa, jednak domyślam się, że w opiece nad rezerwatem niezwykle przydatną jest intuicja. Jako posiadacz trzeciego oka nabyłem jej względem ludzi aż w nadmiarze.
Ich ojcowie chcieli od nich tego samego.
Dolohov się tym stał. Naprzeciw Laurenta, odziany w idealnie dopasowane ubrania, pachnący świeżością i owiany nieprzeniknioną mgiełką mistycyzmu stał on - pionier, ojciec i przywódca, którego bliscy postrzegali jako dobrego nauczyciela, a ci dalsi, nawet jeżeli nie dostrzegali życiowej mądrości, jaką mogli chłonąć przez samo otaczanie się jego osobą, musieli ulec głębi jedynek i ósemek składających się w jego portret. To był portret wytrwałości i siły. Nikt nie dorastał mu do pięt, ale to nie oznaczało, że ojcostwo, jakie reprezentował musiało zamieniać się w tyranizm. O wiele lepiej niż jako bat realizował się jako klucz - taki, który otwiera wiele kłódek, uruchamia cudzy potencjał, pozwala odkrywać innym samych siebie. Próbował wibrować pozytywnie.
W takich ludziach jak on nie dostrzegało się rozedrgania, póki ci na to nie pozwolili. Prewett musiałby poznać go poza tym gabinetem. Za drzwiami Praw Czasu ten ideał kruszał - okazywało się bowiem, że każdy bóg skazany był na samotność, a on samotności znosić nie potrafił. Pasma sukcesów, chociaż niosły ze sobą wiele satysfakcji, nigdy nie leczyły jego młodzieńczych ran, a ilekroć spojrzał w lustro przypominał sobie o ciężarze upływu czasu nie niosącego żadnych dobrych rozwiązań na puste pokoje, samotne noce i desperackie rozmowy z żyjącymi w kamienicy zwierzętami, żeby móc otworzyć do kogoś usta w innym celu niż wieczne pouczenia.
- Nic pan nie powinien. Wiele pan może. Emocje są skomplikowane, czyż nie? - Uśmiechnął się do niego. - Nawet jeżeli miło się o nich słucha. - Przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Wysoki wzrost, duma i dostojność były jednym - wychudzenie drugim. To nie mógł być człowiek, który nawykł do stania długo w bezruchu. Przed następnym zdaniem odetchnął w nieco głośny sposób. - Nie nazwałbym tego garstką informacji. Lat badań, obliczeń... to jak... ah nie potrafię przyrównać tego do pana zawodu, używając fachowego słownictwa, jednak domyślam się, że w opiece nad rezerwatem niezwykle przydatną jest intuicja. Jako posiadacz trzeciego oka nabyłem jej względem ludzi aż w nadmiarze.
with all due respect, which is none