13.08.2024, 01:41 ✶
Odkrywał w sobie coś nowego. Zupełnie nowego, niemożliwego do porównania z jakimkolwiek innym uczuciem, z jakim kiedykolwiek miał styczność. To nowe coś było szczęśliwe, czy smutne? Nie umiał powiedzieć. Szczęśliwe, ale chyba tylko z tego powodu, że wydawało się być odwzajemnione - poza tym tworzyło w jego ciele napięcie. Jakby coś miało się zaraz wydarzyć, ale... co?
W spojrzeniu, jakie posyłał teraz w stronę Morpheusa było wiele zuchwalstwa. Dolohov wyglądał na tak samo pewnego siebie jak zawsze i zastanawiał się nawet, czy to dlatego nie uraczono go odwzajemnieniem kontaktu wzrokowego, czy jednak miało to jakieś inne znaczenie niż niepewność. A może to zwyczajnie samo w sobie zmęczenie? Od dawna nie dręczyło go tak wiele wątpliwości, ale bardzo starał się tego nie okazywać, nawet jeżeli Longbottom wyglądał teraz jak marmurowy pomnik. Zmęczony, marmurowy pomnik, ale wciąż pomnik.
- Przeze mnie czy dzięki mnie? - Uśmiechnął się szerzej. - Jeżeli to ja jestem powodem niewyspania, to musiała być dobra noc... - Następnie ciszę przeciął jego delikatny, uroczy śmiech. Był dziwakiem, jak na jasnowidza przystało - czort jeden wiedział, czy się powinno te jego narcystyczne teksty traktować poważnie, czy jednak z przymrużeniem oka - teraz jednak ewidentnie próbował go rozbawić, bo kiedy przylgnął plecami do tego piedestału (we wskazanym miejscu), wciąż spoglądał w bok, próbując dostrzec na obliczu drugiego Krukona jakąkolwiek pozytywną reakcję na własne słowa. - Skończyłeś to, nad czym pracowałeś? - Kusiło trochę pokazać mu język, nie chciał jednak aż tak wyraźnie przypominać mu o tym, że zostawił go tam w kompletnej samotności i bardzo dobrze rozumiał znaczenie swojego przewinienia. Granie głupka było w tej sytuacji łatwiejsze, nawet jeżeli głupkiem nie był. Przynajmniej póki nie wypowiedziało się pewnych rzeczy na głos.
Przysunął się do niego na krok, chociaż już teraz stali obok siebie. Ścisnął ich na siłę, jednocześnie odrzucając butną aurę na rzecz tej niewinnej, niby trochę niedomyślnej, ale tylko po to, żeby wypowiedziane nagle trafne słowa drażniły dokładnie te struny duszy Morpheusa, które chciał drażnić. Zdawał sobie sprawę z własnych manipulacji, nie zamierzał z nich jednak rezygnować. Zachowywanie się w ten sposób ułatwiało mu wcielenie się w rolę, w której nie bał się ciągnąć rozmowy, a bardzo mu na tym zależało.
W spojrzeniu, jakie posyłał teraz w stronę Morpheusa było wiele zuchwalstwa. Dolohov wyglądał na tak samo pewnego siebie jak zawsze i zastanawiał się nawet, czy to dlatego nie uraczono go odwzajemnieniem kontaktu wzrokowego, czy jednak miało to jakieś inne znaczenie niż niepewność. A może to zwyczajnie samo w sobie zmęczenie? Od dawna nie dręczyło go tak wiele wątpliwości, ale bardzo starał się tego nie okazywać, nawet jeżeli Longbottom wyglądał teraz jak marmurowy pomnik. Zmęczony, marmurowy pomnik, ale wciąż pomnik.
- Przeze mnie czy dzięki mnie? - Uśmiechnął się szerzej. - Jeżeli to ja jestem powodem niewyspania, to musiała być dobra noc... - Następnie ciszę przeciął jego delikatny, uroczy śmiech. Był dziwakiem, jak na jasnowidza przystało - czort jeden wiedział, czy się powinno te jego narcystyczne teksty traktować poważnie, czy jednak z przymrużeniem oka - teraz jednak ewidentnie próbował go rozbawić, bo kiedy przylgnął plecami do tego piedestału (we wskazanym miejscu), wciąż spoglądał w bok, próbując dostrzec na obliczu drugiego Krukona jakąkolwiek pozytywną reakcję na własne słowa. - Skończyłeś to, nad czym pracowałeś? - Kusiło trochę pokazać mu język, nie chciał jednak aż tak wyraźnie przypominać mu o tym, że zostawił go tam w kompletnej samotności i bardzo dobrze rozumiał znaczenie swojego przewinienia. Granie głupka było w tej sytuacji łatwiejsze, nawet jeżeli głupkiem nie był. Przynajmniej póki nie wypowiedziało się pewnych rzeczy na głos.
Przysunął się do niego na krok, chociaż już teraz stali obok siebie. Ścisnął ich na siłę, jednocześnie odrzucając butną aurę na rzecz tej niewinnej, niby trochę niedomyślnej, ale tylko po to, żeby wypowiedziane nagle trafne słowa drażniły dokładnie te struny duszy Morpheusa, które chciał drażnić. Zdawał sobie sprawę z własnych manipulacji, nie zamierzał z nich jednak rezygnować. Zachowywanie się w ten sposób ułatwiało mu wcielenie się w rolę, w której nie bał się ciągnąć rozmowy, a bardzo mu na tym zależało.
with all due respect, which is none