13.08.2024, 11:53 ✶
Chłopak osunął się z nim na ziemię, ale zrobił to bardzo, bardzo niechętnie. Ocieranie się o ten piedestał, siedzenie na brudnym podłożu... Obrzydlistwo - i wydał się w tej niechęci bardzo szybko, bo kiedy osiadłszy na dole, dotknął go ręką, od razu panicznie otrzepał ją z przyklejonego do niej piasku. Nie lubił być brudny. Wizerunek, jaki posiadał, był efektem regularnego, intensywnego dbania o swoją czystość, ale w przeciwieństwie do niektórych nie robił tego wbrew sobie. Nie należał do tych ludzi, którym trzeba było przypominać o wieczornym umyciu twarzy - to przychodziło mu naturalnie, a przynajmniej o wiele naturalniej niż przesiadywanie na gołej ziemi, po której mogło pełzać... cokolwiek. Nieszczególnie chciał o tym teraz myśleć.
Nawet kiedy był zniechęcony i obrzydzony, to wciąż...
Zaczynał rozumieć poezję przyrównującą reakcje na bliskość do świergotu ptaków. Miał teraz brudne spodnie i było mu niewygodnie, w dodatku Longbottom był ciężki. Część Dolohova chciała strącić go z siebie i powrócić do stanu komfortu, ale część czuła właśnie jego gorący podbródek na swoim barku i to sprawiało, że zamiast Morpheusa odpychał od siebie wszystkie natrętne myśli - nie istniał lepszy plan na tę chwilę niż skupienie na rozchodzącym się po ciele cieple.
Nie przydałoby mu się jego towarzystwo. Nie spał już wtedy naprawdę długo, jeśliby nie zasnął na stole Wielkiej Sali, zacząłby bredzić. Na szczęście nie musiał o tym mówić - mógł obrać w rozmowie kierunek, jaki sugerowało mu zadane pytanie.
- Zjeść go - przyznał otwarcie. I nie było to kłamstwo, bo istotnie - kartka jaką mu odesłał, spoczywała właśnie na dnie jego drugiego żołądka. - Też potrafię być „dobry w słowa”. Wiem, co chciałyby usłyszeć ode mnie dziewczyny. Chciałem nauczyć się go na pamięć, a później myśleć o tobie za każdym razem, kiedy patrzę w niebo. - Powiedział to niby wzniośle, jednak przez jego głos przebijała się odrobina obojętności. Używał takich określeń głównie wtedy, kiedy był nieszczery. - Ale to nie jest prawda, a ty nie jesteś dziewczyną. Tak naprawdę chciałem poznać cię, idąc na skróty. - Ułożył dłonie na swoich nogach, dogłębnie pragnąć odcięcia się od dumania o wszechobecnym brudzie. - Więc planowałem go zjeść. Przetrawić. Zapisać w głowie nowe informacje, przez które mógłbym cię obserwować i lepiej zrozumieć.
Nawet kiedy był zniechęcony i obrzydzony, to wciąż...
Zaczynał rozumieć poezję przyrównującą reakcje na bliskość do świergotu ptaków. Miał teraz brudne spodnie i było mu niewygodnie, w dodatku Longbottom był ciężki. Część Dolohova chciała strącić go z siebie i powrócić do stanu komfortu, ale część czuła właśnie jego gorący podbródek na swoim barku i to sprawiało, że zamiast Morpheusa odpychał od siebie wszystkie natrętne myśli - nie istniał lepszy plan na tę chwilę niż skupienie na rozchodzącym się po ciele cieple.
Nie przydałoby mu się jego towarzystwo. Nie spał już wtedy naprawdę długo, jeśliby nie zasnął na stole Wielkiej Sali, zacząłby bredzić. Na szczęście nie musiał o tym mówić - mógł obrać w rozmowie kierunek, jaki sugerowało mu zadane pytanie.
- Zjeść go - przyznał otwarcie. I nie było to kłamstwo, bo istotnie - kartka jaką mu odesłał, spoczywała właśnie na dnie jego drugiego żołądka. - Też potrafię być „dobry w słowa”. Wiem, co chciałyby usłyszeć ode mnie dziewczyny. Chciałem nauczyć się go na pamięć, a później myśleć o tobie za każdym razem, kiedy patrzę w niebo. - Powiedział to niby wzniośle, jednak przez jego głos przebijała się odrobina obojętności. Używał takich określeń głównie wtedy, kiedy był nieszczery. - Ale to nie jest prawda, a ty nie jesteś dziewczyną. Tak naprawdę chciałem poznać cię, idąc na skróty. - Ułożył dłonie na swoich nogach, dogłębnie pragnąć odcięcia się od dumania o wszechobecnym brudzie. - Więc planowałem go zjeść. Przetrawić. Zapisać w głowie nowe informacje, przez które mógłbym cię obserwować i lepiej zrozumieć.
with all due respect, which is none