13.08.2024, 14:01 ✶
Fantazje Peregrinusa na temat zemsty były zdecydowanie mniej agresywno-konfliktowe; nikt by się raczej nim nie przeraził, co najwyżej nieco odrazy wywołałaby jego arogancja. Sprawiedliwą odpłatą za zło byłaby bowiem w jego definicji przyszłość, w której tłumoki o wątpliwym poczuciu humoru trafiają po Hogwarcie do życiowego rowu, a on, Peregrinus Trelawney, przechadza się wzdłuż tegoż z wypiętą piersią, prezentuje swój sukces życiowy, powszechne poważanie i szacunek. Mógłby na nich splunąć, ale szkoda mu śliny.
— Czy ja wiem, czy rekompensują. Bez ubytków może i żarty by mieli śmieszniejsze. — Uśmiechnął się lekko do Basiliusa, ogarnięty zadowoleniem z tego, że nie trafił w te tarapaty sam. Pokrzepiające było mieć towarzysza tej niewielkiej, ale jednak niedoli; rozpraszało to nieco smak upokorzenia.
Kozłem ofiarnym rzeczywiście Trelawney na szczęście nie był. Miał to szczęście, że poza byciem cichym kujonem, stanowił przykładnie normalnego chłopca: miał swoich znajomych, nie wyróżniał się wyglądem, nie obnosił z żadnymi dziwactwami. Jedyne, co nieco mąciło ten obraz, to brak certyfikowanego rodowodu, ale na szczęście oboje jego rodzice byli czarodziejami. Niekoniecznie krystalicznie czystego statusu krwi, ale czarodziejami. Jeśli więc jakieś zadufane czystokrwiste szczeniaki ponosiło, on ginął zgrabnie w tłumie setek innych uczniów półkrwi i nikt się jego konkretnie nie czepiał.
— Czyli… czeka nas wycieczka do tego dziewczyńskiego kibla? — bardziej stwierdził, niż zapytał; kompletnie bez entuzjazmu. Nie były mu obce historie o nawiedzonej damskiej łazience na drugim piętrze: siedlisku wszelkich grzechów i nielegalnej działalności uczniowskiej prowadzonej na terenie szkoły. Wszystko to doprawione upiorną historią o śmierci, która wydarzyła się tam kilkanaście lat wcześniej. — Co ci zabrali? — zagaił jeszcze, gdy ruszyli w stronę wyjścia.
Jeśli zaś autorom wiadomości o cokolwiek chodziło, to na pewno nie o to, że różowe akcenty ładnie komponują się z czernią (a więc i z bliźniaczą fryzurą Basiliusa). Wstążka w chłopięcych włosach zaś nie stanowiła czarującego dodatku sprawiającego, że niewinny uśmiech jest jeszcze urokliwszy, lecz wskazywała na upokarzające zniewieścienie i symboliczną kastrację.
Peregrinus jednakże — jak przystało na historycznego nerda — wychodził poza te ramy i nie miałby nic przeciwko kokardce. Kokarda we włosach mężczyzny była przecież swego czasu ekstrawaganckim dodatkiem arystokraty i obowiązkiem wojskowego; wie to każdy, kto widział kiedyś portrety osiemnastowiecznych mugoli, chociażby takiego Amadeusza Mozarta, cara Pawła I czy rzymskiego cesarza, Józefa II Habsburga. Nie godziło się, aby żołnierz pruski nie miał warkoczyka zebranego w harbajtel. Zapuścić nieco włosy, zostawić romantyczną garść loczków wokół twarzy, resztę spleść w warkoczyk ozdobiony wstążeczką i ukoronować instalację trikornem, a na następny bal przebierańców w Hogwarcie Trelawney będzie mógł przyjść jako pruski oficer.
Wtedy dopiero dałby rówieśnikom doskonały powód do gnębienia go.
— Czy ja wiem, czy rekompensują. Bez ubytków może i żarty by mieli śmieszniejsze. — Uśmiechnął się lekko do Basiliusa, ogarnięty zadowoleniem z tego, że nie trafił w te tarapaty sam. Pokrzepiające było mieć towarzysza tej niewielkiej, ale jednak niedoli; rozpraszało to nieco smak upokorzenia.
Kozłem ofiarnym rzeczywiście Trelawney na szczęście nie był. Miał to szczęście, że poza byciem cichym kujonem, stanowił przykładnie normalnego chłopca: miał swoich znajomych, nie wyróżniał się wyglądem, nie obnosił z żadnymi dziwactwami. Jedyne, co nieco mąciło ten obraz, to brak certyfikowanego rodowodu, ale na szczęście oboje jego rodzice byli czarodziejami. Niekoniecznie krystalicznie czystego statusu krwi, ale czarodziejami. Jeśli więc jakieś zadufane czystokrwiste szczeniaki ponosiło, on ginął zgrabnie w tłumie setek innych uczniów półkrwi i nikt się jego konkretnie nie czepiał.
— Czyli… czeka nas wycieczka do tego dziewczyńskiego kibla? — bardziej stwierdził, niż zapytał; kompletnie bez entuzjazmu. Nie były mu obce historie o nawiedzonej damskiej łazience na drugim piętrze: siedlisku wszelkich grzechów i nielegalnej działalności uczniowskiej prowadzonej na terenie szkoły. Wszystko to doprawione upiorną historią o śmierci, która wydarzyła się tam kilkanaście lat wcześniej. — Co ci zabrali? — zagaił jeszcze, gdy ruszyli w stronę wyjścia.
Jeśli zaś autorom wiadomości o cokolwiek chodziło, to na pewno nie o to, że różowe akcenty ładnie komponują się z czernią (a więc i z bliźniaczą fryzurą Basiliusa). Wstążka w chłopięcych włosach zaś nie stanowiła czarującego dodatku sprawiającego, że niewinny uśmiech jest jeszcze urokliwszy, lecz wskazywała na upokarzające zniewieścienie i symboliczną kastrację.
Peregrinus jednakże — jak przystało na historycznego nerda — wychodził poza te ramy i nie miałby nic przeciwko kokardce. Kokarda we włosach mężczyzny była przecież swego czasu ekstrawaganckim dodatkiem arystokraty i obowiązkiem wojskowego; wie to każdy, kto widział kiedyś portrety osiemnastowiecznych mugoli, chociażby takiego Amadeusza Mozarta, cara Pawła I czy rzymskiego cesarza, Józefa II Habsburga. Nie godziło się, aby żołnierz pruski nie miał warkoczyka zebranego w harbajtel. Zapuścić nieco włosy, zostawić romantyczną garść loczków wokół twarzy, resztę spleść w warkoczyk ozdobiony wstążeczką i ukoronować instalację trikornem, a na następny bal przebierańców w Hogwarcie Trelawney będzie mógł przyjść jako pruski oficer.
Wtedy dopiero dałby rówieśnikom doskonały powód do gnębienia go.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie