13.08.2024, 20:49 ✶
Cathal uśmiechnął się tylko, niezbyt szeroko i tak naprawdę bez cienia wesołości. Thomas Figg był w jego oczach zbyt dobry, żeby nie wyszło mu to pewnego dnia bokiem i być może odrobinę naiwny – patrzył na niego oczyma człowieka, którego ani trochę nie poruszała historia tego miejsca, bo za każdymi wykopaliskami, na których pracował, stały równie mroczne opowieści. Piramidy pięły się ku niebu i wwiercały w ziemię krwią, potem, głodem i śmiercią maluczkich w Egipcie, grobowce w Peru wyśpiewywały historie umarłych częstokroć gwałtowną śmiercią, a irlandzkie kurhany były grobowcami zawiedzionych nadziei i zdaniem Cassandry na wzgórzach wciąż zawodzili umarli.
Historia świata była wypisana krwią, a Cathal Shafiq, który nie był ani trochę dobrym człowiekiem, rzadko odczuwał z tego powodu jakieś emocje. Interesowały go historie same w sobie i wszystkie odkrycia, jakich mógł dokonać.
– Sam pewnie wiesz, że w takich sprawach trzeba być ostrożnym ze stawianiem wniosków, a prace mogą trwać miesiącami. Wciąż badamy okoliczności zniszczenia wioski – odparł Shafiq enigmatycznie, po trochę zgodnie z prawdą, a po trochu absolutnie nie. Prace trwały, mieli więcej pytań niż odpowiedzi, ale to, co udało się odkryć, już sugerowało, że Augustus usiłował wzmocnić swoje moce, by utrzymać władzę i że doprowadziło to do katastrofy.
Kolejna historia, jakich wiele, ale nie mniej fascynująca niż inne, zwłaszcza że źródła tych mocy zdawały się tu wciąż płynąć.
– Im większa potęga, tym łatwiej o arogancję, która doprowadza do upadku.
Ruszył w dół wzgórza, niezbyt spiesznie, ale i nie wolno – był na tyle wysoki, że kroki stawiał długie. Prowadził Thomasa ku wyrwie w murze, już z tej strony wydobytym częściowo spod ziemi. Kiedyś musiał mieć kilka metrów wysokości, teraz widoczna była tylko jego część mająca w niektórych miejscach koło metra, w innych może ze dwa, popękana i pokruszona. Pierwotnie roiło się na nim od pułapek i klątw, a i teraz Thomas mógł dostrzec pozostałości po runach – pieczęcie, które straciły swoją moc zapewne wiele lat temu, gdy na skutek pęknięć układy zostały naruszone.
Po murze wędrowała widmowa sylwetka, ale Cathal nawet na nią nie spojrzał, duch więc musiał być tutaj traktowany jako coś „normalnego”.
Widać było, że trwały tu wykopaliska. Dzięki czarom mieli dużo większe możliwości i spod ziemi wyłoniło się wiele zabudowań, ale teren pozostawał nierówny, część ruin tkwiło wciąż częściowo w ziemi, musieli poruszać się ostrożnie, a tu i ówdzie magiczne taśmy odgradzały części wioski, których jeszcze niesprawdzono albo na których mogło grozić potencjalne niebezpieczeństwo. Shafiq prowadził jednak Thomasa do centralnego punktu, zdawałoby się: najbardziej okazałego budynku, i najlepiej zachowanego. Mógł być siedzibą Augustusa lub jakimś punktem publicznym… Cathal obecnie był już niemal pewny, że właśnie ta pierwsza wersja była prawdziwa.
– Wszystkie pułapki i klątwy po drodze już rozbroiliśmy. Musimy wejść pod ziemię.
Historia świata była wypisana krwią, a Cathal Shafiq, który nie był ani trochę dobrym człowiekiem, rzadko odczuwał z tego powodu jakieś emocje. Interesowały go historie same w sobie i wszystkie odkrycia, jakich mógł dokonać.
– Sam pewnie wiesz, że w takich sprawach trzeba być ostrożnym ze stawianiem wniosków, a prace mogą trwać miesiącami. Wciąż badamy okoliczności zniszczenia wioski – odparł Shafiq enigmatycznie, po trochę zgodnie z prawdą, a po trochu absolutnie nie. Prace trwały, mieli więcej pytań niż odpowiedzi, ale to, co udało się odkryć, już sugerowało, że Augustus usiłował wzmocnić swoje moce, by utrzymać władzę i że doprowadziło to do katastrofy.
Kolejna historia, jakich wiele, ale nie mniej fascynująca niż inne, zwłaszcza że źródła tych mocy zdawały się tu wciąż płynąć.
– Im większa potęga, tym łatwiej o arogancję, która doprowadza do upadku.
Ruszył w dół wzgórza, niezbyt spiesznie, ale i nie wolno – był na tyle wysoki, że kroki stawiał długie. Prowadził Thomasa ku wyrwie w murze, już z tej strony wydobytym częściowo spod ziemi. Kiedyś musiał mieć kilka metrów wysokości, teraz widoczna była tylko jego część mająca w niektórych miejscach koło metra, w innych może ze dwa, popękana i pokruszona. Pierwotnie roiło się na nim od pułapek i klątw, a i teraz Thomas mógł dostrzec pozostałości po runach – pieczęcie, które straciły swoją moc zapewne wiele lat temu, gdy na skutek pęknięć układy zostały naruszone.
Po murze wędrowała widmowa sylwetka, ale Cathal nawet na nią nie spojrzał, duch więc musiał być tutaj traktowany jako coś „normalnego”.
Widać było, że trwały tu wykopaliska. Dzięki czarom mieli dużo większe możliwości i spod ziemi wyłoniło się wiele zabudowań, ale teren pozostawał nierówny, część ruin tkwiło wciąż częściowo w ziemi, musieli poruszać się ostrożnie, a tu i ówdzie magiczne taśmy odgradzały części wioski, których jeszcze niesprawdzono albo na których mogło grozić potencjalne niebezpieczeństwo. Shafiq prowadził jednak Thomasa do centralnego punktu, zdawałoby się: najbardziej okazałego budynku, i najlepiej zachowanego. Mógł być siedzibą Augustusa lub jakimś punktem publicznym… Cathal obecnie był już niemal pewny, że właśnie ta pierwsza wersja była prawdziwa.
– Wszystkie pułapki i klątwy po drodze już rozbroiliśmy. Musimy wejść pod ziemię.