15.08.2024, 04:29 ✶
magiczne różności -> wyroby pani zamfir
Była wdzięczna, że nie mieli zamiaru przesadnie mieszać się w cały ten dramat rozgrywający się przy stoisku Magicznych Różności. Jedna burda na sabacie wydawała się w całości jej wystarczać. Szkoda tylko, że odsunięcie się od problemów spowodowało tylko, że pani Mulciber postanowiła sobie znaleźć jakieś nowe. Lyssa mrugnęła, przez moment przypatrując się Lorien, kiedy ta pewnym tonem zażądała uwolnienia, nawet w tym wszystkim sięgając po różdżkę. Cokolwiek jednak dalej chciała z tym zrobić, córka Dolohova westchnęła tylko lekko, chyba tym wszystkim trochę zmęczona i odwróciła wzrok.
Działo się zbyt dużo rzeczy na raz. Wcześniejsze wrzaski odsunęły się od niej, ale ostro wypowiedziane słowa Lorien i tak wywołały niewielką zadrę na umyśle młodej dziewczyny. Wiedziała, jak zwykle się to kończyło. Ćmienie głowy przychodziło szybko i niepozornie, nagle uświadamiając ją że czuje się źle, kiedy rozpędzone myśli kotłowały się pod wpływem przebodźcowanego ciała.
Czasem, kiedy się tak działo, czuła się jakby ktoś wepchnął ją do wody i ta zatrzasnęła się nad nią z dziwną, nienaturalną miękkością. Stała obok nich, ale głosy docierały z oddali, a myśli liczyły wibrysy kota którego ściskała na rękach, kiedy dłonią głaskała go po głowie w jakimś bezwiednym geście, na którym się zatrzymała, a który został niechcący zapętlony.
Niestety dla Jonathana, panna Mulciber nagle znalazła się zbyt daleko, w świecie starannie stworzonym ze swoich myśli w którym panował tak okropny chaos. Wszystko musiało więc najpierw wrócić na swoje miejsce, żeby mogła mu odpowiedź. Ba, zwrócić znowu uwagę na cokolwiek co działo się dookoła niej. Selwyn mógł tylko zauważyć, jak jej spojrzenie, utkwione w jakimś nieokreślonym punkcie przed nimi, oddala się i traci ostrość. A jeśli spojrzałby na jej aurę pewnie zobaczyłby jak jej emocje, początkowo prezentujące się w barwach lekkiej irytacji czy zdenerwowania, topnieją przybierając bardziej niemrawy wyraz. Wszystko wracało na swoje miejsce, tak. Ale czemu tak powoli.
Była wdzięczna, że nie mieli zamiaru przesadnie mieszać się w cały ten dramat rozgrywający się przy stoisku Magicznych Różności. Jedna burda na sabacie wydawała się w całości jej wystarczać. Szkoda tylko, że odsunięcie się od problemów spowodowało tylko, że pani Mulciber postanowiła sobie znaleźć jakieś nowe. Lyssa mrugnęła, przez moment przypatrując się Lorien, kiedy ta pewnym tonem zażądała uwolnienia, nawet w tym wszystkim sięgając po różdżkę. Cokolwiek jednak dalej chciała z tym zrobić, córka Dolohova westchnęła tylko lekko, chyba tym wszystkim trochę zmęczona i odwróciła wzrok.
Działo się zbyt dużo rzeczy na raz. Wcześniejsze wrzaski odsunęły się od niej, ale ostro wypowiedziane słowa Lorien i tak wywołały niewielką zadrę na umyśle młodej dziewczyny. Wiedziała, jak zwykle się to kończyło. Ćmienie głowy przychodziło szybko i niepozornie, nagle uświadamiając ją że czuje się źle, kiedy rozpędzone myśli kotłowały się pod wpływem przebodźcowanego ciała.
Czasem, kiedy się tak działo, czuła się jakby ktoś wepchnął ją do wody i ta zatrzasnęła się nad nią z dziwną, nienaturalną miękkością. Stała obok nich, ale głosy docierały z oddali, a myśli liczyły wibrysy kota którego ściskała na rękach, kiedy dłonią głaskała go po głowie w jakimś bezwiednym geście, na którym się zatrzymała, a który został niechcący zapętlony.
Niestety dla Jonathana, panna Mulciber nagle znalazła się zbyt daleko, w świecie starannie stworzonym ze swoich myśli w którym panował tak okropny chaos. Wszystko musiało więc najpierw wrócić na swoje miejsce, żeby mogła mu odpowiedź. Ba, zwrócić znowu uwagę na cokolwiek co działo się dookoła niej. Selwyn mógł tylko zauważyć, jak jej spojrzenie, utkwione w jakimś nieokreślonym punkcie przed nimi, oddala się i traci ostrość. A jeśli spojrzałby na jej aurę pewnie zobaczyłby jak jej emocje, początkowo prezentujące się w barwach lekkiej irytacji czy zdenerwowania, topnieją przybierając bardziej niemrawy wyraz. Wszystko wracało na swoje miejsce, tak. Ale czemu tak powoli.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.