12.01.2023, 23:05 ✶
Była już gotowa na odparcie kolejnego ataku… ten jednak nie nadszedł. Za to Sauriel rzucił się do przodu i w pełni udowodnił, że choć może wygląda i zachowuje się jak człowiek – to nim nie jest. To była prawdziwa bestia w ludzkiej skórze. Nie ma co kłamać – nigdy wcześniej nie widziała wampira w akcji; na, Rookwood był pierwszym, z którym miała styczność na żywo. Oczywiście wiedziała o nich, uczyła się, ale co innego czytać książki, a co innego doświadczać tego na żywo.
Miał zostać jej mężem. Na moment to i ją zatrzymało. Mocniej zabiło serce, ale na pewno nie z podniecenia. Mocniej niż wcześniej czując tę przyjemną adrenalinę – bo teraz poczuła też ukłucie strachu. Czy irracjonalnie? Tak, nie, może trochę… Jej mózg tłumaczył to bardzo prosto: przecież rzucił się na przeciwnika, nie na nią.
Otrzeźwił ją dopiero ruch mężczyzny – jak padł na kolana na podłogę pośród tego całego bałaganu, wywalonych mebli i innych. Wycelowała więc w niego różdżka i posłała zaklęcie paraliżujące. Tak, odrzucił swoją różdżkę – ale nie miała wcale pewności, że nie zaatakuje w żaden inny sposób; wolała się po prostu upewnić, że nie będzie dalej fikać.
Kobieta złapana przez Sauriela krzyknęła z bólu, kiedy ten tak po prostu złamał jej nadgarstek a potem znowu, gdy bezceremonialnie wgryzł się w jej szyję. Próbowała mu się wyrwać, próbowała go odsunąć. Jaka szkoda, że jej różdżka poturlała się kawałek dalej po podłodze.
Lestrange wyminęła ich i podeszła do mężczyzny, by wyczarować na jego nadgarstkach kajdany, i wtedy spojrzała na Sauriela i kobietę. Powinna coś powiedzieć. Coś zrobić… ale zamiast tego po prostu… patrzyła. Z otwartymi szeroko oczami. Nie wiedziała też co znalazł w salonie – ale skoro przyszedł tak szybko, to albo nic. Albo wyjątkowo mały opór.
– Sauriel… – odezwała się w końcu i zaraz urwała. Nie miała zielonego pojęcia jak powinna zareagować. Co zrobić.
Miał zostać jej mężem. Na moment to i ją zatrzymało. Mocniej zabiło serce, ale na pewno nie z podniecenia. Mocniej niż wcześniej czując tę przyjemną adrenalinę – bo teraz poczuła też ukłucie strachu. Czy irracjonalnie? Tak, nie, może trochę… Jej mózg tłumaczył to bardzo prosto: przecież rzucił się na przeciwnika, nie na nią.
Otrzeźwił ją dopiero ruch mężczyzny – jak padł na kolana na podłogę pośród tego całego bałaganu, wywalonych mebli i innych. Wycelowała więc w niego różdżka i posłała zaklęcie paraliżujące. Tak, odrzucił swoją różdżkę – ale nie miała wcale pewności, że nie zaatakuje w żaden inny sposób; wolała się po prostu upewnić, że nie będzie dalej fikać.
Kobieta złapana przez Sauriela krzyknęła z bólu, kiedy ten tak po prostu złamał jej nadgarstek a potem znowu, gdy bezceremonialnie wgryzł się w jej szyję. Próbowała mu się wyrwać, próbowała go odsunąć. Jaka szkoda, że jej różdżka poturlała się kawałek dalej po podłodze.
Lestrange wyminęła ich i podeszła do mężczyzny, by wyczarować na jego nadgarstkach kajdany, i wtedy spojrzała na Sauriela i kobietę. Powinna coś powiedzieć. Coś zrobić… ale zamiast tego po prostu… patrzyła. Z otwartymi szeroko oczami. Nie wiedziała też co znalazł w salonie – ale skoro przyszedł tak szybko, to albo nic. Albo wyjątkowo mały opór.
– Sauriel… – odezwała się w końcu i zaraz urwała. Nie miała zielonego pojęcia jak powinna zareagować. Co zrobić.