15.08.2024, 23:04 ✶
Starał się za bardzo nie ruszać. Jak poduszka. W takich warunkach nie mógł pozwolić sobie na nic więcej - był bardzo sztywny, bo ciężko mu było odgonić te myśli o piasku przyklejającym mu się do szkolnej szaty, jednocześnie nie ruszał się prawie w ogóle, na wypadek gdyby Morpheus miał zmienić zdanie. Bliskość drugiego Krukona była bardzo pożądana.
- Chyba...? - Spróbował się nie uśmiechnąć, ale w jego głosie i tak dało wyczuć się zdradzającą go zadziorność. Daleko mu było do flirciarza, ale dziewczyny były bardzo konkretne w swoich oczekiwaniach - ci którzy tego nie dostrzegali byli zdaniem Dolohova zwyczajnie ślepi. - Kiedy mówisz tak do mnie, nie masz wokół takiej konkurencji. - To powiedziawszy, zarumienił się lekko.
To wszystko, co się wokół niego teraz działo, wydawało się być tak... nierealne. Oh nie, to z pewnością nie był pierwszy raz, kiedy ktoś zadał mu pytanie odnośnie jego preferencji, ale ludzie zwykle chcieli znać takie detale, żeby mu się przypodobać. Czy teraz był o to pytany, bo ktoś chciał go poznać?
- Niebieski. Ale taki nasycony, jak szafir, jak... Czasami latem, zanim słońce zajdzie całkowicie, niebo ma taki specyficzny, ciemnoniebieski kolor. On jest moim ulubionym - wypalił, zupełnie jakby do tej pory nie zarzucał Longbottomowi nadmiernej poetyckości. - Jest piękny.
Czasami... Cóż, inni pewnie mogli widzieć go częściej niż czasami. Może to wcale nie było jakieś szczególnie rzadkie doświadczenie, tylko on jeden, mieszkając w mieście wiecznie spowitym mgłą, nie mógł pozwolić sobie na widzenie go regularnie. Poranki i wieczory w Little Hangleton miały swoją unikalną specyfikę. Docenianą przez przyjezdnych, ale kiedy mieszkało się tam na co dzień (przynajmniej zdaniem Vasilija) trupia atmosfera zaczynała siadać ci na głowę.
- Chyba...? - Spróbował się nie uśmiechnąć, ale w jego głosie i tak dało wyczuć się zdradzającą go zadziorność. Daleko mu było do flirciarza, ale dziewczyny były bardzo konkretne w swoich oczekiwaniach - ci którzy tego nie dostrzegali byli zdaniem Dolohova zwyczajnie ślepi. - Kiedy mówisz tak do mnie, nie masz wokół takiej konkurencji. - To powiedziawszy, zarumienił się lekko.
To wszystko, co się wokół niego teraz działo, wydawało się być tak... nierealne. Oh nie, to z pewnością nie był pierwszy raz, kiedy ktoś zadał mu pytanie odnośnie jego preferencji, ale ludzie zwykle chcieli znać takie detale, żeby mu się przypodobać. Czy teraz był o to pytany, bo ktoś chciał go poznać?
- Niebieski. Ale taki nasycony, jak szafir, jak... Czasami latem, zanim słońce zajdzie całkowicie, niebo ma taki specyficzny, ciemnoniebieski kolor. On jest moim ulubionym - wypalił, zupełnie jakby do tej pory nie zarzucał Longbottomowi nadmiernej poetyckości. - Jest piękny.
Czasami... Cóż, inni pewnie mogli widzieć go częściej niż czasami. Może to wcale nie było jakieś szczególnie rzadkie doświadczenie, tylko on jeden, mieszkając w mieście wiecznie spowitym mgłą, nie mógł pozwolić sobie na widzenie go regularnie. Poranki i wieczory w Little Hangleton miały swoją unikalną specyfikę. Docenianą przez przyjezdnych, ale kiedy mieszkało się tam na co dzień (przynajmniej zdaniem Vasilija) trupia atmosfera zaczynała siadać ci na głowę.
with all due respect, which is none