16.08.2024, 18:11 ✶
Czas na narysowanie tej szyderczej laurki rzeczywiście nie mógł być szacowany jako duży. Stworzono ją raczej w pośpiechu i niezbyt starannie. Ot, niedbały szkic nabazgrany przez kogoś, kto mógł siedzieć przy jednym z sąsiednich stolików.
Spotkanie z problematycznym duchem było tylko jedną ze składowych, na które Peregrinus nie miał ochoty w tej przygodzie. Pomijając rozumiejący się sam przez się jako kłopot fakt jej zaistnienia, wymagało to od niego wyjścia z biblioteki, przetrząśnięcia jakiejś brudnej toalety oraz — co najgorsze — zrobienia z siebie błazna. Szczęście w nieszczęściu, Marta była tylko duchem, nie poltergeistem. Najgorsze, czym mogła im naszkodzić, to nagadanie głupot i pokrzyczenie.
Jedynie przelotnie Trelawney zerknął na książkę o klątwach, którą zabrał po drodze Basilius, i nie skomentował tego. O wiele bardziej zainteresował go temat z historii magii.
— A więc to robicie na piątym roku — ożywił się, gdy tylko temat nabrał kształtów. — Olbrzymi co chwilę walczą między sobą, czy nie? Choć mniej intensywnie niż jeszcze wiek temu i obecnie raczej z dala od cywilizacji, więc bezpośrednio ekonomicznie są raczej neutralni. Ale to historia, oczywiście, kiedyś całe osady potrafiły runąć, gdy znalazły się na ich wojennym froncie. Będę mógł spojrzeć?
Z natury Peregrinus nie był zbyt dobry w podtrzymywaniu dialogu o niczym, męczył się przy tym niemożebnie, wiec zwykle nawet nie próbował, co zaskarbiło mu opinię małomównego. Gdy jednak poruszyło się przy nim odpowiedni temat, jak historia czy wróżbiarstwo chociażby, potrafił wypowiedzieć zaskakująco dużo słów, wprawiając rozmówców w zdumienie.
Domykając zaś jeszcze temat kokardek: Trelawney był akurat w tym wieku, kiedy młody człowiek na poważnie odkrywa, kim jest. Rozważania nad kwestiami natury romantycznej nie doprowadziły jednakże młodego jasnowidza do żadnego wartościowego wniosku. Być może wskazówką powinien być sam fakt, że musiał aktywnie zastanawiać się nad tym, która z koleżanek by mu się mogła podobać. Nawet gdy przyjrzał się sprawie dokładniej i próbował coś poczuć, żadna nie wzbudziła w nim ani potrzeby, ani chęci obcowania przez rytuały buziaków i trzymania za ręce, które uskuteczniali jego rówieśnicy. Tym samym konkluzja na rok 1959 była następująca: w Hogwarcie nie ma może tej jedynej dla niego, lecz tego kwiatu jest pół światu.
I temat zamknięty do odwołania. Nie dopatrywał się natomiast żadnego związku tej kwestii z tym, że skrycie liczył na to, że zaimponuje starszemu koledze swoją wiedzą o historii i samym kojarzeniem hasła wojny olbrzymów, którego nie miał jeszcze na zajęciach, a mogę spojrzeć? było zaproszeniem do spędzenia po wszystkim jeszcze jednej małej chwili we dwóch. Miewał tak po prostu w towarzystwie niektórych chłopców i już.
Niewielka odległość między biblioteką a rzeczoną łazienką stanowiła kolejny pozytywny aspekt tej jakże mało pozytywnej przygody. Peregrinus zmierzył wzrokiem drzwi, po czym bacznie obejrzał się na korytarz. Skoro komuś przyszło już do głowy wyciąć im ten numer, być może chciałby również zobaczyć, jak się błaźnią. Nikogo podejrzanego nie było jednak w zasięgu jego wzroku.
— Słyszałem historię o jej śmierci. Właściwie… kilka historii. Jedna wersja bardziej niewiarygodna od drugiej. — Wzruszył ramionami i nacisnął klamkę. Z dwojga złego lepiej wejść i mieć to już za sobą, niż sterczeć przed drzwiami jak dwa ciołki, przyciągając uwagę i ewentualną kpinę. — Ty wiesz coś pewnego?
Łazienka, w której się znaleźli, sprawiała na pozór wrażenie równie normalne jak drzwi. Rzuciło się jednak Peregrinusowi w oko kilka szczegółów wskazujących na to, że faktycznie była nieużywana. Przede wszystkim obawiał się, że jeśli ich rzeczy zostaną ciśnięte gdzieś w kąt, namokną od łazienkowej wody, która pływała po płytkach każdej innej uczniowskiej toalety, mieszając się z brudem. Nic z tych rzeczy: kafelki były suchutkie, a krany dawno nieodkręcane.
Chłopak postąpił kilka kroków w głąb i obrócił powoli wokół własnej osi, aby sprawdzić każdy zakamarek w zasięgu wzroku.
— Wygląda… pusto? — zwrócił się do Prewetta, jakby oczekiwał, że ten ma jakieś odpowiedzi. Bo czego niby oczekiwał? Że żartownisie wyskoczą z którejś z kabin? Że Marta będzie czyhała na nich od progu?
Spotkanie z problematycznym duchem było tylko jedną ze składowych, na które Peregrinus nie miał ochoty w tej przygodzie. Pomijając rozumiejący się sam przez się jako kłopot fakt jej zaistnienia, wymagało to od niego wyjścia z biblioteki, przetrząśnięcia jakiejś brudnej toalety oraz — co najgorsze — zrobienia z siebie błazna. Szczęście w nieszczęściu, Marta była tylko duchem, nie poltergeistem. Najgorsze, czym mogła im naszkodzić, to nagadanie głupot i pokrzyczenie.
Jedynie przelotnie Trelawney zerknął na książkę o klątwach, którą zabrał po drodze Basilius, i nie skomentował tego. O wiele bardziej zainteresował go temat z historii magii.
— A więc to robicie na piątym roku — ożywił się, gdy tylko temat nabrał kształtów. — Olbrzymi co chwilę walczą między sobą, czy nie? Choć mniej intensywnie niż jeszcze wiek temu i obecnie raczej z dala od cywilizacji, więc bezpośrednio ekonomicznie są raczej neutralni. Ale to historia, oczywiście, kiedyś całe osady potrafiły runąć, gdy znalazły się na ich wojennym froncie. Będę mógł spojrzeć?
Z natury Peregrinus nie był zbyt dobry w podtrzymywaniu dialogu o niczym, męczył się przy tym niemożebnie, wiec zwykle nawet nie próbował, co zaskarbiło mu opinię małomównego. Gdy jednak poruszyło się przy nim odpowiedni temat, jak historia czy wróżbiarstwo chociażby, potrafił wypowiedzieć zaskakująco dużo słów, wprawiając rozmówców w zdumienie.
Domykając zaś jeszcze temat kokardek: Trelawney był akurat w tym wieku, kiedy młody człowiek na poważnie odkrywa, kim jest. Rozważania nad kwestiami natury romantycznej nie doprowadziły jednakże młodego jasnowidza do żadnego wartościowego wniosku. Być może wskazówką powinien być sam fakt, że musiał aktywnie zastanawiać się nad tym, która z koleżanek by mu się mogła podobać. Nawet gdy przyjrzał się sprawie dokładniej i próbował coś poczuć, żadna nie wzbudziła w nim ani potrzeby, ani chęci obcowania przez rytuały buziaków i trzymania za ręce, które uskuteczniali jego rówieśnicy. Tym samym konkluzja na rok 1959 była następująca: w Hogwarcie nie ma może tej jedynej dla niego, lecz tego kwiatu jest pół światu.
I temat zamknięty do odwołania. Nie dopatrywał się natomiast żadnego związku tej kwestii z tym, że skrycie liczył na to, że zaimponuje starszemu koledze swoją wiedzą o historii i samym kojarzeniem hasła wojny olbrzymów, którego nie miał jeszcze na zajęciach, a mogę spojrzeć? było zaproszeniem do spędzenia po wszystkim jeszcze jednej małej chwili we dwóch. Miewał tak po prostu w towarzystwie niektórych chłopców i już.
Niewielka odległość między biblioteką a rzeczoną łazienką stanowiła kolejny pozytywny aspekt tej jakże mało pozytywnej przygody. Peregrinus zmierzył wzrokiem drzwi, po czym bacznie obejrzał się na korytarz. Skoro komuś przyszło już do głowy wyciąć im ten numer, być może chciałby również zobaczyć, jak się błaźnią. Nikogo podejrzanego nie było jednak w zasięgu jego wzroku.
— Słyszałem historię o jej śmierci. Właściwie… kilka historii. Jedna wersja bardziej niewiarygodna od drugiej. — Wzruszył ramionami i nacisnął klamkę. Z dwojga złego lepiej wejść i mieć to już za sobą, niż sterczeć przed drzwiami jak dwa ciołki, przyciągając uwagę i ewentualną kpinę. — Ty wiesz coś pewnego?
Łazienka, w której się znaleźli, sprawiała na pozór wrażenie równie normalne jak drzwi. Rzuciło się jednak Peregrinusowi w oko kilka szczegółów wskazujących na to, że faktycznie była nieużywana. Przede wszystkim obawiał się, że jeśli ich rzeczy zostaną ciśnięte gdzieś w kąt, namokną od łazienkowej wody, która pływała po płytkach każdej innej uczniowskiej toalety, mieszając się z brudem. Nic z tych rzeczy: kafelki były suchutkie, a krany dawno nieodkręcane.
Chłopak postąpił kilka kroków w głąb i obrócił powoli wokół własnej osi, aby sprawdzić każdy zakamarek w zasięgu wzroku.
— Wygląda… pusto? — zwrócił się do Prewetta, jakby oczekiwał, że ten ma jakieś odpowiedzi. Bo czego niby oczekiwał? Że żartownisie wyskoczą z którejś z kabin? Że Marta będzie czyhała na nich od progu?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie